Saga ze stawkami celnymi nie ma końca. Początkowo Trump narzucił nowe taryfy na niemal wszystkie kraje świata. Najmocniej oberwało się gigantom technologicznym z Azji, czyli Japonii, Chinom, Wietnamowi, Tajwanowi i Korei. Dokładnie 20 lutego Sąd Najwyższy USA uchylił cła wzajemne, stwierdzając, że jest to działanie niezgodne z amerykańską konstytucją.
W odwecie prezydent USA zapowiedział nałożenie nowych stawek celnych. Reakcja sektora przedsiębiorstw była jednoznaczna. Ponad 1000 firm działających w Ameryce pozwało rząd USA za "nielegalne nakładanie ceł". Wśród tych przedsiębiorstw znalazło się Nintendo of America.

Nintendo argumentuje, że od ponad roku administracja Trumpa pobrała ponad 200 mld dolarów z ceł na import z wielu krajów świata. Hegemon sektora gier wideo żąda zwrotu wraz z odsetkami wszystkim opłaconych ceł. Kwoty nie zostały przekazane opinii publicznej. Dodatkowo Nintendo żąda pokrycia kosztów obsługi prawnej.
"Nintendo of America ma legitymację procesową, ponieważ jest importerem towarów objętych cłami IEEPA" - twierdzą prawnicy. Afera z nowymi stawkami celnymi rozgorzała w bardzo niekorzystnym momencie dla Nintendo. Wówczas korporacja szykowała się do premiery swojej konsoli Nintendo Switch 2. Musiała nawet przez cła opóźnić start przedsprzedaży nowego sprzętu. Nie jest niczym odkrywczym, że Nintendo sporą część swoich akcesoriów i komponentów do konsoli pozyskuje z Wietnamu i Chin, czyli państw najmocniej dotkniętych cłami Trumpa.
Sytuacja jest rozwojowa. O wszystkim będziemy informować na bieżąco.











