Furukawa w rozmowie z japońskim serwisem Kyoto Shimbun pochylił się nad szeregiem wyzwań branży technologicznej w obliczu nawarstwiających się problemów w ostatnich miesiącach. Pryznał, że rentowność sprzętu to wypadkowa kilku czynników m.in. warunków zakupu komponentów, redukcji kosztów poprzez masową produkcji, jak również wpływów kursów walutowych i ceł.
Jednym z tematów rozmowy były stale drożejące pamięci RAM. To paląca sprawa, która mocno daje o sobie znać i odbija się na kieszeni przeciętnego konsumenta. Pamięci drożeją, bowiem giganci technologiczni w sposób masowy rozbudowują swoje centra rozwoju sztucznej inteligencji, nabywając horrendalne ilości tych komponentów.
Nintendo pozyskuje pamięci od dostawców w formule średnio i długoterminowej. "Obecny rynek pamięci jest bardzo zmienny. Nie ma to natychmiastowego wpływu na zyski, jednak musimy stale go monitorować" - dodał bez ogródek. Szef japońskiego giganta nie chciał zabierać głosu w sprawie potencjalnych podwyżek cen sprzętu Nintendo w przyszłości, choć wyznał, że jest to hipotetyczne.
Furukawa odniósł się też do stawek celnych nakładanych przez administrację Donalda Trumpa na wiele innych krajów. Nintendo obiera tutaj jedną taktykę: cła uznaje za koszt i przenosi je na ceny w takim stopniu, w jakim jest to możliwe, nie tylko na rynku USA.
Obecna sytuacja na rynku jest trudna i wielopłaszczyznowa. Ceny modułów pamięci wyraźnie dają o sobie znać, choć nie ma jeszcze powodów do paniki... no, chyba że planujecie ulepszenie lub zakup jednostki komputerowej. Wówczas trzeba liczyć się z wydatkiem nawet trzykrotnie większym za pamięć RAM niż jeszcze trzy miesiące temu.











