Patent na łapanie potworów
Amerykański Urząd Patentów i Znaków Towarowych (USPTO) przyznał Nintendo w ubiegłym tygodniu patent na mechanikę, która dla wielu graczy jest fundamentem gier o walczących stworach. Wniosek patentowy, złożony jeszcze w marcu 2023 roku, przeszedł bez żadnych zastrzeżeń. Opisuje on proces, w którym gracz przywołuje na pole bitwy "postać podrzędną", aby ta walczyła z przeciwnikiem. Brzmi znajomo? Oczywiście. Na tym opiera się nie tylko seria Pokémon, ale też Palworld, Temtem, Cassette Beasts, a nawet odwieczny rywal w postaci Digimona.
Aby doszło do naruszenia, gra musiałaby spełniać wszystkie kroki opisane w dokumencie. Chodzi między innymi o kontrolowanie postaci gracza na mapie, przywoływanie sojusznika za pomocą określonej komendy oraz dwa tryby walki - jeden manualny, gdy stwór pojawia się obok wroga, i drugi automatyczny, gdy przyzwany sojusznik musi najpierw dobiec do celu. W teorii daje to Nintendo potężne narzędzie do walki prawnej nie tylko z obecnymi, ale i przyszłymi tytułami, takimi jak wyczekiwane Honkai: Nexus Anima czy DokeV.
Prawnicy studzą emocje
Pomimo szerokiego zakresu patentu, prawnicy podchodzą do niego z dużą rezerwą. Don McGowan, były dyrektor ds. prawnych w The Pokémon Company, nie wróży Nintendo sukcesu. W rozmowie z serwisem Eurogamer stwierdził bez ogródek: "Życzę Nintendo i Pokémonowi powodzenia, gdy pierwszy deweloper po prostu całkowicie zignoruje ten patent, a jeśli te firmy go pozwą, deweloper pokaże dziesięciolecia wcześniejszych rozwiązań". McGowan dodał, że to nie jest ten sam przypadek, co słynny patent Bandai Namco na minigry w ekranach ładowania.
Podobnego zdania jest Richard Hoeg, prawnik specjalizujący się w branży gier. Jego zdaniem sam fakt istnienia takiego dokumentu może być dla Nintendo wystarczający. "Złożenie wniosku o taką ochronę patentową wskazuje, że Nintendo zamierza realizować strategię prawną w obronie przed nowymi graczami w gatunku kieszonkowych potworów" - wyjaśnił. "Ale ta strategia może, ale nie musi, obejmować procesy sądowe, ponieważ samo zamieszanie wywołane istnieniem patentu może wystarczyć, by zniechęcić do inwestowania w konkurencję i jej tworzenia. To znaczy, jeśli wygląda na to, że Nintendo może skoczyć do gardła, to może wystarczyć. Rzeczywisty skok nie jest wymagany".
Urzędnicy nie rozumieją gier?
Hoeg uważa, że patent jest tak szeroki, że Nintendo wcale nie musi zależeć na sprawdzaniu jego mocy w sądzie. Przegrana mogłaby doprowadzić do znacznego zawężenia jego interpretacji. "Więc tak, jest wykonalny, o ile został przyznany, ale Nintendo prawdopodobnie wie, że 'jedna rzecz im się upiekła' i wolałoby nie zmuszać sądu do faktycznego zatwierdzenia tego" - podsumował.
Na dokładkę prawnik uderzył w amerykański urząd patentowy, zarzucając mu brak kompetencji w ocenie innowacyjności w grach wideo. "Prawo i technologia często tworzą dziwną parę, a moim zdaniem urząd patentowy od dłuższego czasu wydaje się niekompetentny w ocenie gier wideo. Może nadszedł czas na reformę w tym zakresie" - stwierdził Hoeg.
Czy wiesz, że...
Firma Namco (dziś Bandai Namco) przez lata posiadała patent na minigry w ekranach ładowania, który skutecznie blokował innym deweloperom stosowanie tego rozwiązania. Patent wygasł dopiero w 2015 roku, otwierając drogę do kreatywnych pomysłów na umilanie graczom czasu oczekiwania.










