Wyrzucenie za prawdę
David Michaud-Cromp, projektant pracujący przy serii Assassin's Creed, został zwolniony w trybie natychmiastowym. Jego przewinienie? Wpis na LinkedInie, w którym napisał wprost: "Ubisoft chce powrotu 5 dni w biurze... bo wierzą w kolaborację... ale dajcie spokój, nie jesteśmy kompletnie głupi. Bardzo dobrze wiemy, dlaczego chcecie powrotu do biur". Firma odpowiedziała zwolnieniem pod pretekstem "naruszenia obowiązku lojalności".
W branży zawrzało. Wyrzucanie cenionego pracownika za opinię w serwisie społecznościowym to ruch, który rzadko spotyka się z tak gwałtowną odpowiedzią. Związki zawodowe nie mają wątpliwości, że był to pokaz siły i próba zastraszenia reszty załogi. Sam Michaud-Cromp zauważył po zwolnieniu, że powodzenie w tworzeniu gier opiera się na jasnych celach i zaufaniu, a nie na fizycznej obecności w open space.
Ubisoft do chwili publikacji tego tekstu nie odpowiedział na prośby o komentarz (w języku rzeczników prasowych oznacza to zazwyczaj "wiemy, że zrobiliśmy źle, ale liczymy, że sprawa przycichnie"). Tym razem jednak na ciszę jest za późno - pracownicy, zamiast siedzieć cicho, wyszli na ulice lub zostali w domach, by ironicznie pokazać siłę pracy zdalnej.
Powrót do biura jako ukryta forma zwolnień
Związkowcy twierdzą, że nakaz powrotu do biur to w rzeczywistości "cicha redukcja etatów". Mechanizm jest prosty: wielu pracowników zatrudniono na umowach zdalnych, setki kilometrów od najbliższego biura. Nagły nakaz obecności stawia ich przed niemożliwym wyborem, a pracodawca liczy na to, że sami złożą wypowiedzenie. Dzięki temu unika płacenia odpraw. Związek STJV nazywa to wprost "konstruktywnym zwolnieniem".
Carmel Smyth, przewodnicząca kanadyjskiego związku CWA, punktuje obłudę zarządu: pracownicy są ściągani do biur, by na miejscu... łączyć się na spotkania przez Teamsa z kolegami z innych oddziałów. Przez ponad dwa lata pandemii praca zdalna sprawdzała się bez zarzutu, więc nagłe odkrycie, że fizyczna obecność jest "niezbędna", nikogo nie przekonuje. Zwłaszcza, że badania pokazują, że przymusowy powrót do biur często obniża wydajność w branżach twórczych.
Nie jest to zresztą pierwszy taki protest we Francji.
Krótka historia buntu
W lutym 2024 roku blisko 700 pracowników Ubisoftu z Paryża, Montpellier, Annecy, Lyonu i Bordeaux wzięło udział w ogólnokrajowym strajku przeciwko niskim pensjom - jednym z największych w dziejach branży gier. W październiku tego samego roku scena się powtórzyła, tym razem w proteście przeciwko nakazowi powrotu do biur na trzy dni w tygodniu. Styczniowy półdniowy protest przed paryskim biurem firmy, zorganizowany przez Solidaires Informatique tuż po ogłoszeniu restrukturyzacji, okazał się zaledwie przygrywką do obecnego, znacznie szerszego ruchu.
Tencent, przebudowa i widmo sztucznej inteligencji
W tle strajku majaczy przebudowa firmy i 1,39 miliarda dolarów od Tencenta. Ubisoft podzielił się na pięć "domów twórczych". Związkowcy ostrzegają, że nowa struktura tworzy odizolowane wyspy, które w przyszłości będzie łatwiej sprzedać lub zamknąć. Na dokładkę firma anulowała sześć gier będących w produkcji, w tym wielokrotnie przekładany remake Prince of Persia: The Sands of Time, i ogłosiła plan cięcia kosztów o 200 milionów euro. Obawy te podsyca los studia w Halifax - zamkniętego 7 stycznia, zaledwie trzy tygodnie po tym, jak 74% załogi zagłosowało za przystąpieniem do związku zawodowego. CWA oskarża Ubisoft o celowe niszczenie związków.
Pikanterii dodaje fakt, że Ubisoft w latach 2020-2024 przyjął blisko miliard dolarów kanadyjskich w postaci dotacji i ulg podatkowych. Tylko w paryskiej centrali firma planuje zlikwidować 200 stanowisk w ramach "dobrowolnych odejść" - to około 20% tamtejszej załogi. Związkowcy pytają wprost: gdzie jest "społeczna odpowiedzialność biznesu", skoro firma bierze publiczne pieniądze, a potem zwalnia ludzi, którzy te podatki płacą?
Do tego dochodzi lęk przed sztuczną inteligencją. T.J. Gillis z zamkniętego oddziału w Halifax ostrzega, że bez silnych związków twórcy gier zostaną zastąpieni przez automatyzację, a artystyczna wartość gier ustąpi miejsca "miliardowym markom" wytwarzanym przez algorytmy. Trzy żądania i jedno ultimatum
STJV nie owija w bawełnę: "Od założenia Ubisoftu w 1986 roku wydaje się jasne, że zarząd stracił z oczu siłę napędową naszej branży - jej pracowników". Związki przedstawiły trzy konkretne żądania: realny wpływ pracowników na decyzje dotyczące warunków pracy i projektów, wycofanie nakazu powrotu do biur na pięć dni w tygodniu oraz pełną przejrzystość działań zarządu. W styczniu zażądały też rezygnacji prezesa Yvesa Guillemota.
Czy wiesz, że...
Poparcie dla związków zawodowych w branży gier osiągnęło rekordowy poziom 82%. Wśród pracowników w wieku 18-24 lat nie znalazła się ani jedna osoba przeciwna uzwiązkowieniu.











