Pokemon Pokopia miało być kolejną niepozorną grą osadzoną w jednym z największych uniwersów elektronicznej rozrywki. Spin-off całkowicie i celowo gubi rdzeń i fundament doskonale znany z innych gier o Pokemonach. Zamiast trenowania naszych stworków i nieustannego walczenia z przeciwnikami… otrzymaliśmy rasowy pacyfistyczny symulator życia.
Protagonistą tej gry jest Ditto cechujący się jedną niezbywalną zdolnością - możliwością transformacji i imitacji człowieka. Nasz bohater za wszelką cenę chce przywrócić balans opustoszałemu postapokaliptycznemu światu, w którym Pokemony będą mogły odnaleźć idealne miejsce do egzystencji.
Tego typu rozgrywka pod względem struktury mocno przypomina hitowe Animal Crossing połączone z elementami Minecrafta czy też Dragon Quest Builders. Sukces gry nastąpił niesłychanie szybko. Fizyczne egzemplarze Pokemon Pokopia zniknęły ze sklepów w mgnieniu oka, a sama survivalowa produkcja o mocno relaksującym nastawieniu zagościła… na szczycie rankingów wszystkich gier o Pokemonach.
Pokemon Pokopia - perła Nintendo?
Co więcej, Pokemon Pokopia zaczyna działać jak samonapędzająca się spirala. Raport Bloomberga wskazuje, że od premiery gry notowania cen akcji Nintendo wzrosły o ok. 10 procent. Produkt dostępny jest tylko i wyłącznie na next-genowej konsoli Switch 2, więc nietrudno się domyślić, że debiut takiego hitu mocno napędził sprzedaż urządzenia.
Gracze masowo ruszyli na zakupy, co wygenerowało spore pokłady entuzjazmu inwestorów Nintendo zafrapowanych rosnącymi cenami pamięci, zastanawiającymi się, jak będzie kształtować się byt japońskiego giganta w niedalekiej przyszłości.
Pokemon Pokopia to bez cienia przesady ogromny fenomen w świecie gier wideo - nie ulega to wątpliwości. O tytule jeszcze niedawno mało kto słyszał, a kampania promocyjna… cóż. Praktycznie jej nie było. Ale może właśnie w tym tkwi siła tej produkcji, by teraz w viralowy sposób dała o sobie znać i stała się jednym z budowniczych dalszego sukcesu Nintendo?











