Biczem i szacunkiem
Nowa odsłona, zapowiedziana na 2026 rok, to klasyczny, dwuwymiarowy side-scroller, który ma przywrócić serii blask po latach artystycznej hibernacji. Powierzenie tego zadania twórcom Dead Cells to strzał w dziesiątkę, który uspokoił chyba nawet największych sceptyków. Mówimy o ludziach, którzy nie tylko doskonale rozumieją gatunek metroidvania, ale wręcz go redefiniowali na nowo, wprowadzając do niego elementy roguelite.
Wszystko wskazuje na to, że Konami w końcu zrozumiało, że kluczem do sukcesu jest pasja. To idealne dopasowanie, ponieważ studia Motion Twin i Evil Empire nie tylko czerpały garściami z dorobku japońskiej firmy, tylko tworzyły swoje arcydzieło, uwzględniając swoje autorskie pomysły. Na dokładkę stworzyły dla niego fantastyczne rozszerzenie Return to Castlevania.
Paryż pod ostrzałem i Belmont w roli akrobaty
Akcja Castlevania: Belmont's Curse przeniesie nas do Paryża, który znalazł się pod oblężeniem potworów. Wcielimy się w następcę legendarnego Trevora Belmonta i ruszymy do walki. Jak podkreśla producent serii, Tsutomu Taniguchi, celem jest stworzenie czegoś świeżego dla nowicjuszy, ale jednocześnie znajomego dla weteranów, którzy pamiętają jeszcze czasy pierwszych odsłon. Twórcy obiecują zachować wierność korzeniom, ale jednocześnie wprowadzić "nowe pomysły i nowoczesną rozgrywkę".
Najnowsze informacje wskazują, że kluczową rolę odegra ikoniczny bicz. Nie będzie on wyłącznie narzędziem do eksterminacji wrogów, ale także kluczowym elementem systemu poruszania się. Będziemy mogli używać go do huśtania się nad przepaściami niczym cyrkowy artysta (to oficjalne porównanie od deweloperów) i wykonywać zasadzki z powietrza na niczego niespodziewających się wrogów. Oczywiście nie zabraknie też broni alternatywnych i całej galerii potworów - zarówno tych dobrze znanych, jak i zupełnie nowych.
Renesans wampirzej sagi?
Zapowiedź Belmont's Curse to pierwszy z kilku ruchów, jakie Konami planuje w ramach obchodów 40-lecia serii Castlevania. Wygląda na to, że firma po latach traktowania marki po macoszemu (pachinko i kolekcje NFT się nie liczą) wreszcie przypomniała sobie o swoim gotyckim klejnocie. Japończycy ostatnio generalnie odkurzają swoje największe marki, takie jak Metal Gear Solid czy Silent Hill.
Choć działania Konami budzą często mieszane uczucia, tym razem mamy powody do optymizmu. Zamiast tworzyć grę siłami wewnętrznego zespołu, który od lat nie miał do czynienia z dużą produkcją, postawiono na zewnętrznych specjalistów. I to nie byle jakich, a prawdziwych pasjonatów, którzy udowodnili już, że czują tę serię jak nikt inny.
Czy wiesz, że...
Nowa gra jest częścią obchodów 40-lecia serii, której pierwsza odsłona zadebiutowała w Japonii w 1986 roku na Famicom Disk System. Twórcy Dead Cells, którzy teraz przejmują pałeczkę, wydali dla swojej gry oficjalne rozszerzenie Return to Castlevania, które przez wielu fanów jest uznawane za jeden z najlepszych hołdów dla legendarnej marki.











