Chyba nikt nie liczył na ten powrót
Kiedy Sega ogłosiła, że zamierza na poważnie odkurzyć swoje klasyczne marki, w branży dało się wyczuć mieszankę ekscytacji i uzasadnionego sceptycyzmu. Pamiętamy zbyt wiele nieudanych powrotów, które zamiast nostalgii przynosiły głównie rozczarowanie. Tym razem jednak coś zaskoczyło. Shinobi: Art of Vengeance, nowa odsłona przygód wojownika ninja, trafiła w ręce recenzentów, a po opadnięciu kurzu widać, że jesteśmy świadkami fenomenu.
Gra, która zadebiutuje 29 sierpnia na pecetach, PlayStation i Xboksach, nie jest kolejnym odcinaniem kuponów od legendy. To przemyślany, dopracowany i, co najważniejsze, piekielnie satysfakcjonujący tytuł. Oddaje hołd korzeniom, a jednocześnie pewnym krokiem wprowadza serię w nowoczesność. I to widać po ocenach, które mówią same za siebie.
Liczby nie kłamią
W chwili pisania tego tekstu Shinobi: Art of Vengeance osiągnęło średnią ocen na poziomie 88 punktów w serwisie Metacritic. Wynik ten oparto na 32 recenzjach z całego świata. Co więcej, Shinobi już teraz wyprzedza w rankingach inne głośne premiery, w tym Doom: The Dark Ages. Wystarczy jeden dodatkowy punkt, by zrównać się z Death Stranding 2: On the Beach od Hideo Kojimy, a to już komplement z najwyższej półki. Takie wejście na rynek to marzenie każdego wydawcy.
Sprawdzony zespół za sterami
Za sukcesem gry stoi nie tylko Sega, ale też studio Lizardcube. To ekipa, która ma już na koncie mistrzowskie odświeżenie innej legendy, czyli Streets of Rage 4. Jej charakterystyczny, ręcznie rysowany styl graficzny, dbałość o detale i głębokie zrozumienie tego, co stanowiło o sile klasyków, po raz kolejny przyniosły rewelacyjne efekty. Shinobi: Art of Vengeance wygląda olśniewająco. Płynność animacji i kreatywność projektów lokacji sprawiają, że od ekranu trudno oderwać wzrok.
Recenzenci zgodnie podkreślają trzy kluczowe elementy, które windują tę grę tak wysoko. Po pierwsze, przepiękna oprawa wizualna, która wygląda jak interaktywny film anime. Po drugie, niezwykle wciągający i precyzyjny system walki, który wymaga od gracza zręczności i taktycznego myślenia. Po trzecie, wymagające sekcje platformowe. Stanowią prawdziwy test umiejętności, ale ich pokonanie daje ogromną satysfakcję. To powrót do czasów, gdy gry nie prowadziły za rękę.
Lekcja dla największych
Sukces Shinobi: Art of Vengeance to ciekawy komentarz do obecnej kondycji rynku. Podczas gdy wydawcy z budżetami rzędu setek milionów dolarów często stawiają na bezpieczne formuły i sequele, mniejsi deweloperzy podejmują artystyczne ryzyko. I, jak widać, to ryzyko się opłaca. To właśnie w segmencie gier AA, czyli produkcji o średnim budżecie, ale wielkich ambicjach, drzemie dziś największy potencjał na innowacje.
Tytuły takie jak Shinobi, Clair Obscur: Expedition 33 czy Kingdom Come: Deliverance 2 pokazują, że gracze wciąż szukają świeżości, autorskiej wizji i dopracowanej rozgrywki. Czasami mniej znaczy więcej, a pasja i talent potrafią przebić nawet największe budżety marketingowe.
Czy wiesz, że…
Pierwsza gra z serii Shinobi, wydana na automaty w 1987 roku, zawierała bossa, który był niemal idealną kopią Spider-Mana. Aby uniknąć problemów prawnych z Marvelem, w późniejszych wersjach gry oraz w porcie na konsolę Sega Master System postać tę podmieniono na zielonego mutanta o podobnych umiejętnościach.










