Colin Moriarty podzielił się w mediach społecznościowych intrygującą historią, która rzuca nieco więcej światła na wątpliwie działające systemy bezpieczeństwa PlayStation. Znany dziennikarz ze świata gier stał się ofiarą ataku cyberprzestępców, którym udało się wykraść jego konto.
Wszystko zaczęło się alarmująco, bowiem influencer otrzymał kilka dni temu wiadomość ostrzegawczą, że jego konto wkrótce zostanie zhakowane. Faktycznie tak się stało po krótkim czasie, ale kulisy całej sprawy coraz mocniej bulwersują graczy. Moriarty jest przekonany, że nigdy nie klikał w podejrzane linki, ani nie wpisywał hasła w nieznanych miejscach.
W momencie ataku jego skrzynka e-mail zalana została masą losowych wiadomości z różnych źródeł. Chwile później otrzymał SMS-a, że jego adres e-mail powiązany z PlayStation Network został zmieniony, a uwierzytelnianie dwuskładnikowe zostało wyłączone.
Moriarty mocno zganił dział wsparcia Sony, twierdząc, że pracownicy 'kazali mu się ustawić w kolejce' i byli absolutnie nieświadomi skali problemu. Po czasie dziennikarz odzyskał swoje konto, ale prawdopodobnie operacja ta nie byłaby skuteczna gdyby nie fakt, że podcaster wykorzystał sieć swoich kontaktów i postawił pół załogi PlayStation na nogi, dobijając się do wysoko postawionych pracowników w Sony.
Przeciętny wyjadacz chleba nie mógłby raczej liczyć na tak szybką pomoc. Nie zmienia to faktu, że problem bezpieczeństwa PlayStation Network nadal istnieje i jest aż nadto widoczny. Tak naprawdę każdy może utracić konto i nie trzeba do tego wyspecjalizowanych metod programistycznych - wystarczy nieco inżynierii społecznej.
Sprawa nabrała rozgłosu kilka miesięcy temu i nadal nie została skrupulatnie zbadana przez japońskiego giganta. Tymczasem hakerzy polują na kolejne nieświadome ofiary…











