W skrócie
- Powrót serii Virtua Fighter powstaje dzięki wsparciu doświadczonych menedżerów SEGI oraz zaangażowaniu samego prezesa firmy.
- Projekt napędzany jest nostalgią i pasją, które wpływają pozytywnie na cały zespół deweloperski, łącząc pokolenia twórców.
- Bodźcem do powrotu pełnoprawnej odsłony były prośby fanów, którzy chcieli zagrać w Virtua Fighter poza serią Yakuza.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Informacje pochodzą prosto od producenta nowego projektu Virtua Fighter, Riichiro Yamady, który w wywiadzie dla serwisu Eurogamer uchylił rąbka tajemnicy na temat atmosfery panującej w firmie. Jego słowa malują obraz niezwykłego poruszenia, zwłaszcza wśród menedżerów z najdłuższym stażem, dla których Virtua Fighter to coś więcej niż tylko kolejna gra.
Zarząd w pierwszym rzędzie
Na pytanie o nastroje wewnątrz SEGI Yamada odpowiedział wprost.
W SEGA wyższa kadra kierownicza bardzo lubi Virtua Fighter i czuje, że jest to dla nich coś bardzo wyjątkowego, ponieważ seria ma bardzo długą historię z firmą.
To pokazuje, że projekt nie jest tylko chłodną, biznesową kalkulacją, ale ma w sobie ładunek nostalgii i osobistego zaangażowania ze strony ludzi, którzy budowali potęgę firmy dekady temu.
Prezes komentuje osobiście
Najciekawszy jest jednak fragment dotyczący samego szefa SEGA Sammy, Hajime Satomiego. Okazuje się, że prezes, który zarządza całym gigantycznym holdingiem, traktuje ten projekt w sposób absolutnie wyjątkowy.
On również bardzo lubi Virtua Fighter. Jest bardzo wysoko w firmie i jest bardzo ważnym facetem, więc chociaż uczestniczy w tak wielu spotkaniach, tak naprawdę nic nie mówi. Ale kiedy dochodzi do spotkań w sprawie Virtua Fighter, faktycznie udziela szczegółowych komentarzy, ponieważ bardzo lubi tę serię.
To rzadki obrazek, w którym prezes wielkiej korporacji zdejmuje maskę zdystansowanego menedżera i angażuje się w proces twórczy na poziomie detali, napędzany czystą pasją do gry.
Zaraźliwy entuzjazm
Taka postawa z samej góry ma ogromny wpływ na resztę zespołu. Według Yamady, entuzjazm weteranów udziela się nawet młodszym deweloperom, którzy mogli nie mieć wcześniej styczności z legendarną serią.
W kadrze kierowniczej jest wiele osób, które naprawdę nie mogą się tego doczekać. Dzięki temu szumowi ze strony kierownictwa młodsze pokolenie, które mogło wcześniej nie dotykać ani nie zajmować się Virtua Fighter, jest bardzo zainteresowane zaangażowaniem w nowy projekt. Czuję, że w historii SEGI Virtua Fighter zajmuje bardzo szczególne miejsce w sercu każdego dewelopera.
Iskra z ulic Kamurocho
Co ciekawe, Yamada przyznał, że bezpośrednią iskrą, która pomogła wskrzesić projekt, była obecność gier z serii Virtua Fighter w salonach gier wewnątrz gier z cyklu Yakuza (obecnie Like a Dragon). Fani byli nieco zasmuceni, że aby zagrać w swoją ulubioną bijatykę, muszą kupować zupełnie inną produkcję. To stworzyło w firmie poczucie, że trzeba w końcu dać wiernym graczom pełnoprawną, samodzielną odsłonę.











