Gracze musieli poczekać kilka tygodni, by jedna z najbardziej tajemniczych gier wideo ukazała się w pełnej krasie. Highguard pojawiło się z prezentacją po raz pierwszy na końcu prestiżowej gali The Game Awards w grudniu ubiegłego roku. Już wtedy dzieło polaryzowało i budziło sporo kontrowersji.
Potem nie było wcale lepiej. Twórcy z Wildlight całkowicie zaniechali prowadzenie jakiejkolwiek kampanii promującej ich najnowszy projekt. Dopiero teraz gdy Highguard zaliczył swoją premierę, dowiedzieliśmy się kilku intrygujących smaczków o kulisach powstawania tej strzelanki. Potwierdzono angaż i zainteresowanie w rozwój gry ze strony Geoffa Keighleya, cenionego dziennikarza z przemysłu gier i włodarza The Game Awards.
Istnieje spora szansa, że ci, którzy od tygodni snuli teorie o tym, że Highguard podzieli los Concord, mogli mieć dużo racji. Nowa darmowa strzelanka zaliczyła - jak pisaliśmy wcześniej - słodko-gorzki debiut. Była w stanie przyciągnąć w premierowy wieczór prawie 100 tys. graczy na Steamie. Niestety od samego początku produkcja storpedowana została zalewem negatywnych recenzji.
Teraz po prawie dwóch dobach od premiery oceny lekko poprawiły się, ale to i tak istotnie nie zmienia rzeczywistości. Rynek rywalizacyjnych strzelanek to bardzo ciężki grunt, na którym tylko nielicznym udaje się przetrwać. Do wyjątków zaliczyć możemy ARC Raiders od Embark Studios.
Suche liczby dla Highguard są po prostu bezlitosne. Na premierę w shooterze przebywało prawie 100 tys. graczy, a już dzień później w szczytowym momencie produkcja zatrzymała się na barierze niespełna 20 tys. jednocześnie zalogowanych osób.
Twórcy konsekwentnie mówią, że wierzą w swój produkt i jego sukces. Wszystko jednak zmierza do jednego: spektakularnej klapy i podzielenia losu Concorda, jednego z największych flopów w całej historii Sony. Innymi słowy: gry kosztującej 400 mln dolarów - zamkniętej w rekordowo szybkim tempie od premiery.










