Rockstar padł ofiarą grupy ShinyHunters, która w przeszłości pod celownik wzięła sobie m.in. Microsoft oraz innych gigantów. Jako, że deweloperzy serii Grand Theft Auto nie spełnili żądań okupu, wszystkie informacje, zgodnie z obietnicą, zostały opublikowane na zewnętrznych serwerach.
Dane błyskawicznie przedostały się do Internetu i zaczęły krążyć po jego przeróżnych zakątkach. Bardzo szybko zostały poddane analizie przez społeczność X (ex-Twitter) i Reddita. Nie to jest jednak w tym wszystkim najlepsze. Wielu osobom wydawało się, że skuteczny atak na Rockstar, zwłaszcza na kilka miesięcy przed premierą GTA 6, może mocniej zachwiać kondycją Rockstara.
Nic bardziej mylnego. Kradzież danych z serwerów twórców GTA wpłynęła na wzrost cen akcji Take-Two Interactive, czyli spółki matki Rockstar Games. Cena otwarcia na giełdzie wynosiła 202 dolarów / akcję i poszybowała do 208 dolarów / akcję. W praktyce kapitalizacja jednego z największych wydawców gier wzrosła o… miliard dolarów.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało, kryje się tak naprawdę w informacjach, które wyszły na światło dzienne. Z nich dowiedzieliśmy się całkiem ciekawych rzeczy. Rockstar dziennie zarabia ponad milion dolarów z modułu GTA Online, co daje blisko pół miliarda dolarów rocznie. Populacja graczy nadal znajduje się na bardzo wysokim poziomie. Każdego tygodnia do GTA loguje się ok. 8-9 mln użytkowników.
Co więcej, kilka miesięcy temu padł rekord liczby subskrybentów usługi GTA+ i wyniósł dokładnie 1,35 mln. GTA starzeje się nie tyle godnie, co wykręca lepsze wyniki z upływem lat w porównaniu do początków swojego istnienia. To tylko dobitnie dowodzi, że Rockstar Games ma w swoim portfolio konia pociągowego, a sama firma nie może narzekać na kryzysy.










