Niepewna sytuacja w sektorze rozrywkowym odciska swoje piętno na coraz większej liczbie podmiotów. Na początku tego roku ogromne restrukturyzacje będące w zasadzie synonimem resetu miały miejsce w Ubisofcie. Nieco później branżą wstrząsnęły wieści o nawarstwiających się problemach w Epic Games.
Dochodowy Fortnite i popularny w grach Unreal Engine
Epic Games do tej pory uznawane było za hegemona przemysłu rozrywkowego i podmiot wręcz niezatapialny. Od lat przedsiębiorstwo należące do Tima Sweeneya rozwija swój flagowy silnik Unreal Engine 5, będący fundamentem wielu nowoczesnych gier wideo. Ponadto Epic jest producentem Fortnite, niesamowicie popularnej gry, która ukształtowała (wraz z PUBG) gatunek battle royale na przestrzeni ostatnich blisko dziewięciu lat.
Kilka tygodni temu Epic Games podjęło radykalny krok, który zwiastował, że w firmie dzieją się niepokojące rzeczy. Podrożała wirtualna waluta V-Bucks (V-Dolców) w Fortnite. To zrodziło liczne spekulacje na temat kondycji giganta. Krótko po tym Sweeney poinformował o zwolnieniu aż 1000 pracowników zajmujących się procesem rozwojowym rzeczonej gry battle royale.

Redukcje dotknęły grafików, programistów, projektantów - od stażystów po weteranów, którzy przy Fortnite spędzili spory kawałek swojej zawodowej kariery. Na liście zwolnionych nie brakło wielu doświadczonych deweloperów. Powodem cięć było coraz mniejsze zaangażowanie graczy Fortnite od 2025 roku. "Wydajemy znacznie więcej niż zarabiamy i musimy dokonać poważnych cięć, aby utrzymać finansowanie firmy" - przyznał bez ogródek sternik przedsiębiorstwa.
Czy w oczy giganta branży coraz mocniej zagląda widmo całkowitego upadku?
Niepokojące spekulacje i ciemne scenariusze przedstawił analityk gamingu Joost van Dreunen. Dostrzegł, że Fortnite faktycznie przestaje być tym, czym był do tej pory, czyli koniem pociągowym Epic Games. Marka zaczyna tracić coraz więcej do konkurencji np. Robloxa.
Zauważa także, ze problemem przedsiębiorstwa jest tzw. przesunięcie środka ciężkości - amerykańskie korporacje gamingowe tracą na rzecz azjatyckiego rynku. Epic zaczyna to odczuwać w bardzo dotkliwy sposób. Nie pomagają też roztaczajace się batalie prawne na różnych frontach m.in. z Apple czy Google. Walka z takimi gigantami zawsze pochłonie masę środków i zasobów, nie zawsze się opłacając nawet w dłuższej perspektywie.

Analityk wprost porównuje Epic Games do upadającego imperium. "Imperia nie upadają na raz. Powoli się wydrążają, aż pewnego dnia ściany się zawalają i wszyscy udają zaskoczonych. Jesteśmy obecnie gdzieś pośrodku tego procesu".
Disney zbawieniem dla Epic Games?
Kondycja Epic Games nie jest jeszcze tak beznadziejna, jak można sądzić. Sporą szansą dla firmy Tima Sweeneya może być Disney. Rozległa współpraca między tymi dwoma markami może dać drugie życie producentowi Fortnite i masę obopólnych korzyści. Czas pokaże, jak potoczą się losy hegemona gamingu.










