W skrócie
- Ceny fizycznych wydań gry Concord, która okazała się rynkową porażką, gwałtownie wzrosły w serwisach aukcyjnych nawet do kilkuset dolarów za zafoliowane egzemplarze.
- Kolekcjonerzy oferują wysokie kwoty za wersje z wybranych regionów oraz za same puste pudełka, podczas gdy otwarte egzemplarze gry sprzedawane są za bezcen.
- Sytuacja z Concord pokazuje, jak szybko nieudana gra-usługa z krótkim czasem działania serwerów może stać się obiektem spekulacji na rynku wtórnym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Okazuje się bowiem, że przedmiotem kolekcjonerskim o dużej wartości może stać się nawet gra, która pojawiła się na rynku całkiem niedawno. Pojawiła się, a potem błyskawicznie zniknęła, bo była grą-usługą i totalnym niewypałem. Tak, mówię o nieszczęsnym Concord. Tytuł ten, którego serwery działały zaledwie kilkadziesiąt dni, miał swoje wydania fizyczne i jeśli zaczniemy przeszukiwać popularne serwisy aukcyjne w ich poszukiwaniu, okaże się, że teraz są one dla niektórych warte nawet kilkaset dolarów. Oczywiście mówimy tu o nigdy nie otwieranych, sklepowo zabezpieczonych specjalnym plastikiem wydaniach.
Wersje na konkretne regiony, na przykład dla Korei "chodzą" po około 300 dolarów, a nieco częściej spotykane - na przykład włoskie - po 80 dolarów. Niektórzy wystawiają na sprzedaż nawet same pudełka po grze. Tu również panuje szaleństwo, a niektóre aukcje oscylują w okolicach 400 dolarów za egzemplarz. Przypominam - samego pudełka.
Oczywiście jest też całe mnóstwo ofert, w których ludzie po prostu chcą pozbyć się zalegającej im w szufladzie gry, w którą już nigdy nie będą mogli zagrać, więc wystawiają ją za przysłowiowy bezcen, w okolicach 10 dolarów za sztukę. Takie wydania były już otwierane, są w jakiś sposób uszkodzone i nikt ich nie traktuje jako niezwykle rzadkie.
Jak to mówią, to co dla kogoś jest śmieciem, dla kogoś innego może być bezcennym skarbem. Sony bez wątpienia utopiło w produkcję gry setki milionów dolarów, ale dzięki temu inni próbują teraz zrobić biznes na zafoliowanych kopiach. A są skłonni zapłacić (albo po prostu tak się wydaje sprzedawcom) setki dolarów za tytuł, którego już nawet nie będzie można uruchomić. Branża gier nie przestaje zadziwiać…











