To było w zasadzie pewne, że w drugiej połowie minionego roku w segmencie strzelanek zrobi się niezwykle "ciasno". Ogromne zamieszanie wygenerowały testy, a potem oficjalna premiera Battlefielda 6. Potem do akcji sensacyjnie wkroczyło ARC Raiders, a na dobitkę w połowie listopada zadebiutowała nowa odsłona Call of Duty.
O ile te dwie pierwsze gry odniosły bardzo duży sukces, o tyle Call of Duty: Black Ops 7 od samego początku spotkał się z gigantyczną krytyką ze strony fanów. Ci krytykowali pozbawioną emocji i mocno wybrakowaną kampanię fabularną. Gorzkie komentarze wybrzmiały również w odniesieniu do trybu multiplayer. W zasadzie wg. wielu tryb zombie to jedyna pozytywna zmiana w konfrontacji do innych gier z tego cyklu.
Na platformie Steam nowa produkcja dzierży niechlubną wskaźnik ocen 'W większości negatywne'. Marka Call of Duty znalazła się w olbrzymim potrzasku, co bardzo jasno uwidacznia się w poziomie popularności gry. Liczby są druzgocące i bez wątpienia nie napawają optymizmem Activision oraz studia odpowiedzialne za produkcję tego tytułu.
W ostatnich dniach Call of Duty odnotowało historycznie najniższy poziom grających wg. danych SteamDB. Dobowy szczyt jednocześnie zalogowanych graczy spadł do poziomu 39 tys. Mowa o społeczności zatapiającej się tylko na platformie PC.
Warto jednak pamiętać, że liczby te odnoszą się nie tylko do Black Ops 7. Liczby te to kumulacja najnowszej odsłony, poprzedniej, czyli Black Ops 6, a dodatkowo nowszych części Modern Warfare oraz modułu battle royale - Warzone.
Popularność Call of Duty spadła do najniższych w historii wartości pomimo zimowej dużej wyprzedaży Steama oraz... specjalnego darmowego weekendu przygotowanego przez deweloperów gry. Pozycję CoD-a bronią nieco wyniki sprzedażowe gry w USA. W listopadzie BO7 znalazło się na szczycie bestsellerów, co obrazuje, że franczyza ma potencjał na powrót do łask.











