Przemysł gier nie znajduje się w idealnej kondycji. W samym początku roku wielką restrukturyzację ogłosił Ubisoft, przyznając się do zamknięcia kilku dużych projektów i opóźnieniu innych tytułów. W ostatnich tygodniach redukcje i zamknięcia zespołów miały miejsce w filii w Belgradzie, Barcelonie, San Francisco oraz Winnipeg.
W podobnym czasie wielki reset ogłosiła Asha Sharma w Xboxie. Zredukowano już 1600 stanowisk, a to dopiero początek trwającej restrukturyzacji w dziale gamingowym Microsoftu. Kilka innych zespołów deweloperskich zmieniło stery właścicielskie, więc skala rewolucji poraża i paraliżuje jednocześnie.
Tymczasem jest kilka firm, które stanowią wyjątki od reguły w obecnie funkcjonującym sektorze gamingowym. Przykładem świeci bez wątpienia Koei Tecmo, słynne japońskie studio. W 2024 roku zespół zatrudniał 2500 pracowników. Według prezesa Hisashiego Koinumy aktualnie firma posiada ponad 3000 specjalistów na pokładzie.
Co więcej plany są jeszcze bardziej ambitne. Koei Tecmo w przyszłości zamierza rozszerzyć personel aż do 5000 pracowników, podwajając tym samym załogę. Szefostwo przedsiębiorstwa z Kraju Kwitnącej Wiśni chce zostać liderem światowego rynku branży cyfrowej.
Koinuma w wywiadzie z Famitsu wprost mówi, że cel na najbliższe lata związany jest z osiągnięciem najwyższego zysku operacyjnego w branży. To jest możliwe tylko wtedy, gdy klienci zechcą kupować dużo gier wideo znajdujących się w portfolio Koei Tecmo.
Jednocześnie pracujemy nad poprawą jakości pracy naszych pracowników poprzez szkolenia wewnętrzne. Obecnie mamy sześć marek i jedno studio i wdrażamy system, który pozwoli nam konsekwentnie wydawać nowe tytuły z każdej z nich
Koei Tecmo dzieli się na kilka kluczowych wewnętrznych zespołów na czele z Team Ninja, Omega Force, Gust, Ruby Party czy też Midas i Kou Shibusawa. Każdy zespół odpowiada za inne flagowe marki wśród których znajdują się m.in. Dead or Alive, Ninja Gaiden, Atelier i Nioh.











