Pomysł na bezpieczny internet
Wielka Brytania przygotowuje się do wprowadzenia zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia. Rząd szuka sposobów na ochronę najmłodszych przed negatywnym wpływem popularnych platform. Tyle że dzieci wciąż muszą uczyć się poruszania w cyfrowym świecie i nawiązywania relacji z rówieśnikami. Gordon McKee z Partii Pracy uważa, że w tej roli sprawdzi się powrót do starych rozwiązań.
Reprezentujący okręg Glasgow South poseł wskazał na Club Penguin jako idealny przykład kontrolowanego środowiska. Gra uchodziła za bezpieczną przestrzeń, w której najmłodsi wchodzili w interakcje bez narażania się na zagrożenia znane z dzisiejszych serwisów. McKee zaznacza, że przywrócenie podobnego formatu pomogłoby w edukacji cyfrowej dzieci.
Warunek z TikToka
Polityk opublikował na TikToku krótki materiał wideo, w którym przedstawił swój pomysł. Zwrócił uwagę na konieczność zapewnienia alternatywy dla blokowanych aplikacji.
"Wraz z wprowadzaniem zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia musimy upewnić się, że dzieci wiedzą, jak bezpiecznie korzystać z internetu" - powiedział Gordon McKee na nagraniu.
Parlamentarzysta złożył widzom konkretną obietnicę. Zapowiedział, że jeśli jego film zbierze 200 tysięcy polubień, podniesie kwestię przywrócenia Club Penguin podczas obrad brytyjskiego parlamentu.
Na ten moment materiał zgromadził około 17 tysięcy reakcji, więc do osiągnięcia celu brakuje jeszcze sporo głosów. Propozycja wywołała jednak w sieci dyskusję o tym, jak powinna wyglądać moderacja w grach dla dzieci. I to samo w sobie jest już interesujące.
Mroczna strona moderacji
Gordon McKee zachwalał dawne standardy bezpieczeństwa. Wskazał, że twórcy Club Penguin zatrudniali żywych moderatorów pracujących przez całą dobę. System bezwzględnie blokował wulgaryzmy w czacie tekstowym, a gracze nie mieli możliwości przesyłania sobie zdjęć.
W ostatnich latach wielu ekspertów chwaliło to restrykcyjne podejście. Surowe zasady często służą do krytykowania współczesnych gier, takich jak Roblox, które według niektórych powinny czerpać wzorce z zamkniętego projektu.
Z tą wizją nie zgadza się jednak osoba podająca się za byłego pracownika studia. Użytkownik serwisu X o pseudonimie Will and Word Productions przedstawił zupełnie inną perspektywę. "Byłem administratorem systemu w Club Penguin. Wierzcie mi, to było jedno z najgorszych miejsc dla dzieci" - napisał w swoim poście.
Były administrator wyjaśnił, że zespół faktycznie starał się po cichu usuwać niebezpieczne osoby, ale zagrożenie stale istniało. Niestety nikt nie jest w stanie zweryfikować tożsamości autora tych słów, więc jego doniesienia pozostają mocno nieoficjalne. Mimo to wpis mocno kontrastuje z wyidealizowanym obrazem gry, do którego odwołuje się polityk.
Prawa autorskie na drodze
Nawet jeśli Gordon McKee zbierze wymagane polubienia i przedstawi sprawę w parlamencie, realizacja planu wydaje się mało prawdopodobna. Prawa do marki Club Penguin należą do Disneya. Firma zamknęła oficjalne serwery w 2017 roku i od tamtej pory stanowczo broni swojej własności intelektualnej. Właściciel marki doprowadził między innymi do zamknięcia większości fanowskich projektów, w tym serwera Club Penguin Rewritten.
Brytyjscy regulatorzy nie mają narzędzi prawnych, żeby zmusić prywatną firmę do wznowienia wsparcia dla porzuconego projektu. Inicjatywa posła pokazuje jednak, że politycy szukają w grach wideo realnej alternatywy dla mediów społecznościowych.
Czy wiesz, że...
Przed przejęciem marki przez Disneya oryginalny zespół programistów starał się odpowiadać na każdą wiadomość od graczy. Twórcy Club Penguin pisali dziennie tysiące maili, żeby upewnić się, że problemy użytkowników zostały właściwie rozwiązane.











