Sony rozwścieczyło społeczność fanów PlayStation jedną, ale za to kontrowersyjną decyzją, która zmieni oblicze branży elektronicznej rozrywki już w 2028 roku. Dokładnie wtedy japoński gigant zakończy proces produkcji gier na nośnikach fizycznych. Nowe tytuły dystrybuowane będą tylko i wyłącznie w wariancie cyfrowym.
Społeczność Does it play? stojąca na straży praw konsumentów w branży gier wideo, ruszyła do działania. Dokładnie 23 sierpnia ruszył szeroko zakrojony bojkot usług PlayStation. "Chcemy, żeby gry fizyczne pozostały na rynku! Przyszłość oparta wyłącznie na grach cyfrowych, bez prawa własności i przepisów chroniących konsumentów, jest nie do przyjęcia!" - pisali organizatorzy.
Wiele zbulwersowanych osób zgodziło się z tymi tezami. Inicjatorzy namawiali do masowego wylogowania się z konsoli, cofnięcia pakietów subskrypcyjnych i powstrzymania się przed jakimikolwiek zakupami w sklepie PlayStation. To wszystko miało jeden cel: zmusić Sony do rewizji swoich poglądów na nośniki fizyczne. A jak uderzyć, to z rozmachem w taki sposób, by korporacyjnemu gigantowi poszło w pięty.
Czy bojkot sygnowany tagiem #PSBlackout przyniósł wymierny skutek i faktycznie skłonił Sony do przemyślenia sprawy? Nic na to nie wskazuje. Prominentny analityk rynku Mat Piscatella w swoich mediach społecznościowych napisał wprost: "W naszych pomiarach nie odnotowano żadnej istotnej zmiany w liczbie graczy ani w poziomie zaangażowania". To oczywiście bezpośrednie nawiązanie do rozpoczętego w sierpniu protestu.
Nie powinno to jednak dziwić. PlayStation posiada miliony użytkowników na całym świecie i nawet jeśli kilka czy też kilkanaście tys. osób sumiennie podeszło do założeń bojkotu, to korporacja po prostu nie miała prawa tego odczuć. Nie zmienia to jednak faktu, że Sony posiada aktualnie dosyć kiepską reputację, a za hegemonem ciągnie się jedna duża kontrowersja…











