Królowie upadają boleśnie
4 miesiące temu Electronic Arts otwierało szampana i świętowało rekordowe otwarcie serii. W szczytowym momencie na serwerach bawiło się blisko 747 tysięcy osób. Ten wynik zawstydził konkurencję. Bobby Kotick wskazał nawet ten tytuł jako główny powód słabszej sprzedaży Call of Duty: Black Ops 7.
Dziś po entuzjazmie zostały tylko wspomnienia. Puste serwery straszą echem wystrzałów. Baza graczy skurczyła się o 88 procent względem premiery. Obecny dobowy rekord to niespełna 90 tysięcy użytkowników. Przy tak gigantycznej produkcji brzmi to jak dramat.
Gry tracą zainteresowanie, to naturalne. Jednak gracze porzucają najnowsze dzieło DICE w alarmującym tempie. To nie powolny odpływ, lecz masowa ewakuacja. Sytuacji nie ratuje nawet darmowy tryb battle royale RedSec.
Lista wstydu i rolnicze imperium
Wydawcę najbardziej bolą bezpośrednie zestawienia z innymi tytułami na platformie Valve. Nowoczesna, nastawiona na usługi sieciowe strzelanka przegrywa walkę o czas graczy ze starszymi produkcjami.
Wyżej w rankingu plasuje się Baldur's Gate 3, które - jako gra singlowa - po tylu miesiącach od premiery powinna być wyraźnie niżej młodszego i multiplayerowego Battlefielda 6. Usługa live-service miała uzależniać i angażować codziennie, a przegrywa z klasycznym RPG-iem, w którym rzuca się nie granatami, a kośćmi. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Lista wstydu jest znacznie dłuższa.
Battlefield 6 musi uznać wyższość takich produkcji jak Stardew Valley czy… Geometry Dash. Fotorealistyczna wojna totalna przyciąga mniej osób niż pikselowe sadzenie pietruszki czy zręcznościówka o skaczącym kwadracie. Coś tu nie gra. Nawet Wallpaper Engine, czyli aplikacja do animowanych tapet, notuje lepsze wyniki dobowe.
Problemy pogrzebały potencjał
Społeczność od miesięcy punktuje te same błędy deweloperów. Na pierwszy plan wysuwa się agresywna monetyzacja. Skutecznie zniechęca ona nawet najbardziej oddanych weteranów serii. Do tego dochodzi głośna afera z grafikami generowanymi przez sztuczną inteligencję. Odbiorcy uznali to za brak szacunku i pójście na łatwiznę.
Oliwy do ognia dolał stan techniczny produkcji. Tradycyjnie dla tej marki pozostawia on wiele do życzenia. Kolejne aktualizacje często psują poprawne elementy, zamiast naprawiać błędy. Mapy wciąż wydają się zbyt małe dla tak dużej liczby graczy. Twórcy opóźnili też drugi sezon rozgrywek. Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Wielu graczy po prostu odinstalowało grę.
Sytuację doskonale odzwierciedlają recenzje na Steamie. Mają one status "mieszane", a to katastrofa w przypadku tak dużej premiery. Sfrustrowani gracze wytykają brak postępów i niespełnione obietnice. Battlefield Studios musi szybko wdrożyć plan naprawczy. Inaczej ich flagowy produkt wypadnie z pierwszej dwudziestki najpopularniejszych gier.
Czy wiesz, że...
Battlefield 6 depcze po piętach dodatkowi do Elden Ring o podtytule Nightreign. Mimo wysokiego poziomu trudności DLC utrzymuje stabilną bazę fanów. W badanym okresie różnica między tymi dwoma tytułami wynosiła zaledwie dwa tysiące graczy na korzyść strzelanki.











