Fani FC Barcelony w ostatnich dniach nie mogą spać spokojnie
Kibice FC Barcelony w ostatnich dniach przeżywają istny rollercoaster emocji. W ubiegłą sobotę podopieczni Hansiego Flicka bez większych problemów pokonali baskijski Athletic Bilbao 4:0. Jednocześnie był to pierwszy po przerwie na remont mecz "Dumy Katalonii" na legendarnym Camp Nou. Pierwszą bramkę po powrocie na słynny obiekt strzelił Robert Lewandowski. Polak w tym meczu także miał także na swoim ramieniu zaszczytną opaskę kapitańską. Jednak ważniejszym pojedynkiem było wtorkowe starcie na londyńskim Stamford Bridge przeciwko Chelsea FC w ramach Ligi Mistrzów.
Tam już Barcelonie nie poszło tak dobrze. Hiszpanie zostali zdeklasowani przez gospodarzy aż 0:3, rozgrywając bardzo słabe spotkanie. Brytyjski zespół obnażył wiele mankamentów drużyny prowadzonej przez niemieckiego trenera. Różnica klas była niepodważalna. Druga porażka w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów stawia "Blaugranę" w nieco trudniejszym położeniu i bezpośredni awans do 1/8 finału nie jest pewny. W sobotę przed Barceloną kolejne starcie. Tym razem ligowym rywalem będzie Deportivo Alaves. Teoretycznie drużyna o znacznie słabszym potencjale piłkarskim. Jeden z youtuberów postanowił dokonać symulacji tego meczu.
Symulacja meczu FC Barcelony obfita w gole
Za symulację odpowiada kanał Mzpanda Gaming. Jest to twórca, który zyskał niemałą popularność w sieci. Na YouTube jego działalność subskrybowana jest przez ponad 188 użytkowników, co świadczy o tym, że udało mu się przekonać do siebie spore grono internautów. Publikuje on symulacje meczów dokonywane w grze EA Sports FC 26 na PlayStation 5 Pro. Tym razem postanowił rozegrać wirtualne spotkanie FC Barcelony z Alaves. Na pierwszego gola trzeba było poczekać zaledwie kwadrans.
Marcus Rashford popędził lewym skrzydłem, gubiąc rywali i dograł do niepilnowanego Lamine Yamala. Hiszpański nastolatek przyjął ze spokojem piłkę i bez większych problemów skierował piłkę do siatki, wyprowadzając Barcę na prowadzenie. Drugie trafienie padło zaledwie kilka minut później, a jego autorem znów był Yamal. Skrzydłowy reprezentacji Hiszpanii znajdował się w znakomitej dyspozycji i już w 36. minucie skompletował klasycznego hat-tricka (trzy gole w jednej połowie meczu). Deportivo odpowiedziało trafieniem dwie minuty później, ale to nie był koniec goli przed przerwą. Na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy czwartego gola dla Barcelony strzelił Rashford. Zatem pierwsze 45 minut zakończyło się prowadzeniem "Dumy Katalonii" aż 4:1.
Po zmianie stron Barcelona nie zamierzała odpuszczać swojego ofensywnego nastawienia. Skutkowało to kolejnymi bezlitosnymi trafieniami. Najpierw do siatki trafił Pedri w 52. minucie, następnie pierwszego gola w tym meczu zdobył Robert Lewandowski, a wynik 7:1 ustalił Raphinha. Taki festiwal bramek z całą pewnością spodobałby się fanom katalońskiego klubu. Jednak była to tylko symulacja. Prawdziwe starcie odbędzie się w sobotę o godzinie 16:15 i wtedy przekonamy się, czy dyspozycja zawodników Hansiego Flicka jest tak dobra, jak sugeruje to symulacja.










