Nic nie dzieje się bez przyczyny. Sony rozgniewało miliony graczy na całym świecie decyzją o końcu wsparcia nośników fizycznych. Rewolucja nadejdzie w 2028 roku, a mianowicie nowe premiery gier trafiać będą na rynek jedynie w modelu cyfrowym z całkowitym pominięciem wydań na płytach.
Japońska korporacja broni swojej decyzji prosto: bardzo wąskie grono odbiorców nabywa świeże gry wideo w wariancie fizycznym. Zdecydowanie większy odsetek (w proporcji ok. 80/20) preferuje sięgniecie bo bardziej elastyczną formę, czyli cyfrową kopię gry. Oczywiście taka retoryka w żaden sposób nie przekonuje fanów PlayStation.
Z ramienia społeczności Does it play? wystartował oficjalny bojkot usług PlayStation sygnowany i promowany w mediach społecznościowych pod tagiem #PSBlackout. Protest miał potrwać od 23 do 30 sierpnia. Inicjatorzy namawiali graczy do wyłączenia swoich konsol przez ten okres - najzwyczajniej w świecie do wylogowania się z wirtualnego świata, by w ten sposób pokazać Sony, że korporacja związana z grami musi liczyć się z preferencjami graczy.
Bojkot odbił się szerokim echem w Internecie. Część osób faktycznie bierze udział w trwającym proteście, jednak są też tacy, którzy kwestionują jakikolwiek sens takiego 'przedsięwzięcia'. Wskazują przede wszystkim na pragmatyzm Sony - przedsiębiorstwo wie, że po krótkim czasie gracze tak czy inaczej nie porzucą swojego zamiłowania do rozgrywki i siądą z jeszcze większą chęcią przed konsole PlayStation.
Organizatorzy akcji z Does it play? odpowiadają krótko, nieco rewidując swój początkowy plan: "Termin zakończenia to 'dopóki nie zdadzą sobie sprawy'". Chodzi tutaj oczywiście o wymuszenie na Sony wsłuchanie się w apele oraz prośby społeczności zgromadzonej wokół PlayStation. Tak więc tygodniowy blackout przekształca się właśnie w bezterminowy bojkot. Skutki ocenimy dopiero po czasie.











