Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Xbox 360 wrzuca szósty bieg - Recenzujemy Forza Motorsport 2

Wyścigi autorstwa studia Turn 10 to pozycja, która miała tego lata przyciągnąć setki tysięcy (miliony?) graczy przed konsole Microsoftu. Zarówno pasjonaci, wielbiciele motoryzacji, znający samochody od podszewki jak i generacja „Odpicuj mi furę” mieli podskakiwać z radości w dniu premiery drugiej części Forza Motorsport. To jednocześnie tytuł, który miał być znakiem mówiącym, że firma z Redmond tym razem chce zdobyć jeszcze większą część rynku elektronicznej rozrywki. Czy upchnięta na jednej płycie DVD pozycja ma szansę zostać grą kultową? Zobaczmy.

Reklama

W zasadzie recenzję tą mógłbym skrócić do jakiegoś tysiąca znaków. Redakcja Valhalli od dłuższego czasu zagrywa się w tą pozycję. Jedni (Krzysiek Kania) kiedy tylko mogą, wymykają się do osobnego pomieszczenia, by chociaż przez chwilę posiedzieć za wirtualną kierownicą, inni (Bartek Kwietniewski) ściągają z zagranicy kolekcjonerską edycję gry bo w zasadzie tylko takie wydania kupują. Tymczasem ja osobom, które znają poprzednią odsłonę gry powiem krótko – Forza Motorsport 2 to praktycznie kopia pierwszej części, której zaaplikowano całe wiadro sterydów. Podrasowano ją tylko do poziomu umożliwiającego wejście na rynek w roku 2007 z dumnie podniesioną głową. Autorzy najwyraźniej podeszli do tej pozycji z przyklejonymi na czołach kartkami, na których widniał napis “Jeśli coś nie jest popsute to tego nie naprawiaj”. Jeśli nie graliście w poprzednią odsłonę serii to pewnie zastanawiacie się czy taki zabieg wyszedł jej na dobre. Już terazodpowiadam – i tak i nie.


Odrobina słodyczy dla każdego

Zarówno wielbiciele najbardziej wymagających, realistycznych „symulatorów samochodu” jak i miłośnicy palenia gumy i wchodzenia w zakręty z olbrzymimi prędkościami dostosują tą pozycję do swoich potrzeb. W zasadzie w każdej możliwej dziedzinie Forza Motorsport 2 oferuje graczom całe mrowie opcji. Nie inaczej jest z modyfikowaniem poziomu trudności. Jeśli jako niemowlak obserwowałeś biegające wokół kołyski konie mechaniczne to prędko wyłączysz kolorową linię wyświetlaną na asfalcie, która pokazuje kiedy i jak mocno hamować. Pozbędziesz się też elektronicznych przeszkadzajek takich jak systemy ABS czy TCS i włączysz realistyczny model uszkodzeń. Osobom o nieco niższych umiejętnościach polecam jednak zabawę „uproszczoną”. Zgrywanie mistrza kierownicy kiedy faktycznie się nim nie jest może jeszcze ujść na sucho przy prowadzeniu słabszych samochodów. Bardziej wymagające wyścigówki udowodnią wam jednak, że czasem maszyna jedzie w zupełnieinnym kierunku niż chce tego jej właściciel. Uderzenie w bandę, rozbicie samochodu i odpadnięcie z wyścigu na pierwszym czy drugim zakręcie nie jest w tej grze niczym nadzwyczajnym. Dlatego też jej niewątpliwym plusem jest bardzo duża swoboda jaką mamy przy dobieraniu odpowiadającego nam poziomu trudności.

Jest tu nawet opcja, która umożliwia przejęcie kontroli nad pojazdem przez SI konsoli. Jeśli wolimy oglądać powtórki z wyścigów w spokoju sącząc wodę mineralną to możemy pozwolić jej by jeździła za nas, reprezentując praktycznie takie same umiejętności jakie posiadamy w rzeczywistości.


Kult motoryzacji

Najważniejszym aspektem gry są naturalnie samochody. Już od samego początku zabawy widać jak na dłoni, że autorzy Forzy najbardziej skupili się na wiernym odzwierciedleniu ich modeli, sposobu w jaki się je prowadzi – na stworzeniu „mokrego snu” każdego mężczyzny dla którego samochód jest przedłużeniem...

Już sam sposób w jaki prezentowane są nasze kolejne zdobycze, jest wyraźnym znakiem, potwierdzającym moje słowa. Widzimy je jako złote figurki, kształty, które za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ukazują swe wdzięki. Wprowadzenie poszczególnych aut jest czytelnym i bardzo efektownym znakiem, pokazującym, że te cuda motoryzacji są centralnym punktem tego tytułu.

Podzielono je na kilka grup w zależności od ich przeznaczenia. Klasa D to „najsłabsze” pojazdy takiej jak VW Golf, Honda Civic czy Peugeot 207. Oczko wyżej znajdziemy Audi S4, BMW M3 czy Mazdę RX8. W najwyższej „cywilnej” grupie A umieszczono prawdziwe bestie – Lamborghini Diablo czy Ferrari Enzo. Oprócz nich mamy jeszcze cztery typowo wyścigowe grupy Race i najszybszą U. Z całą pewnością na brak maszyn nie można narzekać. Nie liczyłem ich wszystkich, ale autorzy chwalą się, że jest ich około 300. Wszystkie modele wyglądają ślicznie.

Nie ma jednak róży bez kolców. Forza 2 to w zasadzie ulepszona pierwsza część gry. Strasznie zdziwieni będą weterani serii, którzy na pamięć znają większość z zaprezentowanych w niej samochodów. Lenistwo autorów sięgnęło tu szczytu. Nawet kolejność ich odblokowywania jest praktycznie identyczna jak w oryginalnej Forza Motorsport. Nowicjuszom nie będzie to przeszkadzało, wyjadacze będą (by rzec delikatnie) zdziwieni takim postępowaniem autorów gry.


Tuning party

Możliwość wpływania na osiągi naszego pojazdu to kolejny bardzo mocny punkt tej pozycji. Miłośnicy mniej wyszukanego tuningu spod znaku „lans” mogą być zaskoczeni brakiem neonów, podświetlanych popielniczek czy olbrzymich subwooferów. Dla osób nie czytających przy śniadaniu specjalistycznych pism branżowych przygotowano jednak dużą ilość podstawowych elementów, które mogą wymieniać. Może to być wydech, wtrysk paliwa, sprzęgło, zapłon czy hamulce. Chętni mogą nawet odciążać swoje pojazdy, dodawać do nich nowe felgi, opony czy spojlery. Możliwości jest wiele. Osoby posiadające umiejętności plastyczne dobrze poczują się w innej części edytora, która umożliwia malowanie pojazdu czy nakładanie na niego „tatuaży” (do tysiąca warstw na każdą część karoserii!).

Samochodowi eksperci potraktują to jednak jako grę wstępną. Dla nich przygotowano poważne narzędzia, które pozwolą im zmienić nawet takie detale jak ciśnienie powietrza w oponach, wysokość i sztywność sprężyn, siłę hamowania czy regulację przełożeń. W trakcie wyścigu będziemy mieli nawet dostęp do danych o nagrzaniu opon (których za cholerę nie można przebić!) czy stopniu zużycia hamulców. Dzięki tym wszystkim detalom możemy stworzyć wymarzony, idealny samochód. Jeśli jednak człowiek się na tym nie zna to lepiej nie ruszać fabrycznych ustawień. To taka dobra rada od kogoś, kto zrujnował sobie kilka wypieszczonych samochodów.

Przy całym zachwalaniu tej części gry warto również nadmienić, że już drugi raz strzela sobie samobójczego gola poprzez oddanie w ręce graczy praktycznie tego samego zestawu opcji i narzędzi, który znalazł się już w pierwszej Forzie. Można tu było pokusić się o przynajmniej kilka świeżych elementów. Tak się jednak nie stało.


Od zera do bohatera

Po napisaniu dwóch poprzednich akapitów trochę głupio czuję się przechodząc do opisywania dostępnych w grze trybów. Nie odkryję Ameryki pisząc, że nie zaskoczą one nikogo, kto grał w pierwszą odsłonę gry. Mamy więc tryb arcade podzielony na wyścigi Exhibition w których pokonujemy kilkanaście tras po kolei, przy okazji zdobywając nowe pojazdy. Mamy też Time Trials gdzie z góry narzuconym autem musimy przejechać daną trasę w odpowiednim czasie oraz Free Run umożliwiający przejażdżkę po dowolnym torze.

Najważniejszy jest jednak tryb kariery składający się z dziewięciu naprawdę wielkich turniejów-rajdów (nazwijcie je jak chcecie), w którym na modłę gier RPG zdobywamy poziomy dające nam dostęp do nowych aut czy obniżek ceny na poszczególne części. Jeżdżenie jednym pojazdem również daje zysk. Samochód zyskuje „poziomy doświadczenia” oferujące nam kolejne bonusy. Jest też tryb online. Na tym koniec. Najważniejsze jednak, że kariera jest długa i bardzo wciągająca. Każdy większy wyścig (składający się z kilku tras) obłożony jest ograniczeniami. Nie możemy więc złożyć ubermaszyny, którą zmiażdżymy wszystkich przeciwników. Raz możemy pojechać autem o określonej liczbie koni mechanicznych innym razem zmuszeni jesteśmy wybrać model konkretnego producenta czy auto z danego kraju.

I tu jednak znaleźć można powód do narzekania. Po pierwsze – ten sam schemat „kampanii” znamy już z oryginalnej gry (jej ciągłe wspominanie przestaje być zabawne). Po drugie i najważniejsze, osoba o niezbyt rozwiniętej fantazji zaprojektowała początek kariery. Jeśli tak jak ja przechodzicie wszystkie wyścigi po kolei to strasznie was zdziwi pierwszy z nich (Proving Grounds). Będziemy w nim musieli przejechać 30 razy tą samą trasę. Jest ona lekko modyfikowana, ale ciągle jest to ta sama trasa. W sumie będzie tego lekko sto okrążeń. Nie będę owijał w bawełnę – po dwóch godzinach katowania tego samego zachciało mi się wymiotować i Forzę 2 po prostu wyłączyłem. Da się to naturalnie ominąć, ale osoby takie jak ja poczują tu niesmak.


Polskich dróg tu nie znajdziecie

Najgorzej jednak jest z samymi trasami. Podobnie jak w "jedynce" jest ich niewiele. Bardzo szybko zaczynają się powtarzać i na nic zdaje się tu marketingowo-PR’owe mydlenie oczu. Różne ułożenia toru, jeżdżenie na nim od tyłu i inne tego typu triki nie dają nowych tras! Ciągle ścigamy się na tych samych torach. Tutaj akurat nawet małe dzieci nie dadzą się nabrać. Zresztą już pierwszy rzut oka na pudełko od gry pozwala wyczuć, że coś jest „nie halo”. Wielkimi literami wypisano na nim slogan „NOWE TRASY” by zaraz obok umieścić chociażby Laguna Seca. To jakiś żart albo świeża definicja słowa „nowe”. Przecież ten tor był już w oryginalnym Forza Motorsport.

Na pocieszenie dodam, że praktycznie wszystkie pozwalają się wyszaleć, są bardzo ładne i przy ściganiu się na nich nie będziemy narzekali na brak adrenaliny krążącej w naszych żyłach. Co z tego jednak kiedy znów serwuje się nam powtórkę z rozrywki a samych torów jest po prostu cholernie mało. A to już jest, przynajmniej w moich oczach bardzo duża wada, w produkcie który sam w sobie ma nas skłonić do zakupu konsoli.


Piękna sprawa

Nawet grafika w tym tytule nie zostanie opisana bez przyczepiania się. Naturalnie jak na rok 2007 i produkt tej klasy przystało jest ładna. Można nawet rzec, że bardzo ładna. Obfituje w smaczki typu chmury kurzu wyrzucane spod kół pojazdów czy tumany dymu wydobywające się ze zniszczonych rur wydechowych. Mamy nawet dużą ilość w miarę realistycznie zachowujących się i wyglądających kibiców oraz dość zaawansowany system ukazywania zniszczeń samochodów (wpływa on na ich prowadzenie o czym nie wspomniałem w podrozdziale „Kult motoryzacji”).Dziwi więc jedna drobna rysa na tym prawie idealnym elemencie. Są nią odblaski. Słońce odbija się na karoserii pojazdu, która nota bene się nie brudzi, z taką siłą, że można odnieść wrażenie, iż na dachu zamontowano nam słynny szperacz będący Batsygnałem. To po prostu trzeba zobaczyć na żywo – efekt ten dziwi i śmieszy zarazem choć wynika zapewne z amerykańskiego luzu. Kto wie może panowie programiści chcieli być cool i w pomieszczeniach mieli na nosie okulary przeciwsłoneczne przez co przeoczyli taki „drobiazg”.

Jeszcze jedną uwagę, z którą nie każdy musi się zgodzić, mam odnośnie stylu samej grafiki. Jest on (trudno to dobrze ująć w słowa) chłodny, techniczny bez tej iskierki życia, która odróżni go od martwej karoserii mknących po torach pojazdów. Forza Motorsport 2 sprawia wrażenie „sztywnej” przez co żadne piękno nie umożliwi wmówienia sobie, że to jest prawdziwy świat. To kolejny element, dość subiektywny, który trzeba zobaczyć na własne oczy by zrozumieć o co chodzi. Warto też przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że tytuł ten działa z prędkością 60FPSów.Na całe szczęście w sferze audio jest już znacznie lepiej. Choć raz gra nie skopiowała swojego młodszego rodzeństwa. Jej autorzy pozbyli się muzyki Propellerheads, która była po prostu słaba. Zamiast kapeli, którą o dziwo lubię, ale nie mogłem jej znieść w oryginalnej Forzie, pojawia się muzyka różnych wykonawców. Głównie są to klubowe rytmy wśród których znajdziemy The Chemical Brothers, The Prodigy, Faithless czy LCD Soundsystem. Dla mnie to niewątpliwa zaleta gry. Żałuję jedynie, że uwielbienie dla samochodów przełożyło się na wyeliminowanie jej z samego wyścigu. Kawałki te przygrywają nam jedynie w menu. W trakcie samej gry słyszymy już tylko ryk silników czy pisk opon. Jedyne zastrzeżeniem jakie mam do oprawy audio dotyczy dość kiepskich i bardzo często powtarzających się odgłosów kibiców. Poza tym w tej materii jest naprawdę OK.


Jedziemy do sklepu?

Forza Motorsport 2 miała być hitem, który pokaże potęgę Microsoftu na polu next-genów. Zupełnie szczerze trzeba jej przyznać, że jest grą bardzo udaną. W zasadzie wszystkie wymienione wady mogą do niej zniechęcić tylko takiego malkontenta jak ja, który na dodatek zna na pamięć jej poprzednią odsłonę. Nawet fakt, że tytuł ten w zasadzie jest pierwszą Forzą po bardzo mocnym faceliftingu nie zmieni tego, że w tej chwili są to najlepsze wyścigi na Xboxie 360 i jeden z najmocniejszych tytułów dostępnych na to urządzenie. Jeśli nie jesteś taką marudą jak ja to śmiało możesz iść do sklepu po jej kopię. Dla wszystkich pozostałych jest to pozycja prawie z gatunku „muszę ją mieć”.Gdy pierwszy raz włączałem tą grę myślałem, że napiszę w recenzji „dla tego tytułu musisz kupić Xboxa 360”. Byłaby to jednak lekka przesada z mojej strony. Forza Motorsport 2 to (nie boję się użyć tego słowa) rewelacyjne wyścigi, które pokazują na jak wiele stać konsole next/current-gen. Byłoby grzechem gdybyście w nią nie zagrali. Microsoft wystrzelił z armaty o bardzo dużym kalibrze. Jeśli Sony szybko nie odpowie na ten „atak” może się okazać, że duża część fanów elektronicznej rozrywki wygodnie siedzi na kanapach w obozie firmy z Redmond. Z czystym sumieniem polecam ten tytuł. Spędzicie przy nim mnóstwo czasu doskonale się bawiąc pod warunkiem, że lubicie samochody. Na Valhalli Forza Motorsport 2 otrzymuje ocenę 8,9.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje