Reklama

Rewolucyjna konsola Nintendo to zupełnie inna bajka?

Satoru Iwata swoim wystąpieniem na Konferencji Deweloperów Gier (GDC) w San Jose rozbudził wyobraźnię nie tylko producentów gier, ale i obserwatorów branży elektronicznej rozrywki.

Prezes korporacji Nintendo spotkał się zarówno z krytyką, jak i z zupełnie nowymi pytaniami o przyszłość konsoli Revolution.

Magazyn Forbes dobitnie podsumował prezentację japońskiego giganta: "Nintendo wciąż nie puszcza pary z ust". Dziennikarze stwierdzili, że choć oczy całego świata były skierowane na to, co powie Iwata, jego firma zdecydowała się nie przybliżyć dalszych szczegółów odnośnie swojej nowej stacjonarnej platformy do gier.

Zdaniem komentatorów, Nintendo wolało skupić się na dalszej promocji przenośnego Dual Screen, ujawniając prace nad "Phantom Hourglass", nową grą z jednej ze swoich najważniejszych serii - "The Legend of Zelda".

Tymczasem konkurencja nie śpi: Microsoft zwiększył dostawy dostępnego na rynku od prawie pół roku Xboxa 360, a Sony zdecydowało się opóźnić premierę PlayStation 3 do listopada. Nintendo zaś wciąż odsyła do zapowiedzianej już jakiś czas temu konferencji, która odbędzie się 9 maja z okazji targów E3.

Po GDC prezes Nintendo udzielił wywiadów: dla stacji telewizyjnej Bloomberg oraz dziennika Seattle Times. W obu rozmowach ujawnił odrobinę informacji nie podanych podczas konferencji.

W pierwszym wywiadzie Satoru Iwata, wbrew wcześniejszym oświadczeniem reprezentantów Nintendo, stwierdził: "Nie myślimy, że premiera konsoli Revolution musi odbyć się w tym samym okresie na całym świecie tylko dlatego, że inni tak robią". Ponadto dopiero w połowie kwietnia jego firma powinna poradzić sobie z zapotrzebowaniem na konsole Dual Screen, które od kilku miesięcy przekracza możliwości produkcyjne Nintendo.

W rozmowie z Seattle Times prezes korporacji z Kyoto zapewnił, że jego firma dobrze wie, co robi. W jego opinii obecna sytuacja branży nie jest tak tragiczna, jak ją opisują chociażby komentatorzy statystyk odnośnie sprzedaży gier. Nintendo uznaje, że gracze są po prostu znudzeni ofertą, jaką mają do dyspozycji, co też było głównym powodem, dla którego Iwata w swoim wystąpieniu na GDC skupił się na opisaniu, jak różnymi drogami jego firma wpada na pomysły znakomicie sprzedających się tytułów. Gry - zdaniem głównego kierownika Nintendo - powinny przede wszystkim bawić, a nie służyć prześciganiu się w oprawie graficznej czy dźwiękowej.

Iwata zapytany o zmianę strategii wobec gier sieciowych przez swoją firmę stwierdził, że wbrew opiniom wielu spółka bała się nie straty pieniędzy, a raczej małego zainteresowania graczy. Podejście do tej kwestii zmieniono dopiero wraz z nadejściem nowych technologii bezprzewodowych połączeń.

Jeśli chodzi o konkurencję Nintendo zbytnio nie przejmuje się tym, co robią Sony i Microsoft. Zdaniem Iwata w pewnym sensie spółka, którą kieruje, musi liczyć się z posunięciami innych firm w szeroko pojętej branży rozrywki.

Platformy Xbox 360 oraz PlayStation 3 - według szefa Nintendo - są do siebie zbyt podobne, o czym najlepiej ma świadczyć fakt, iż Sony postanowiło ostatnio skupić się na opcjach sieciowych, które wciąż stanowią największy atut platformy Microsoftu. Revolution ma być skierowane do szerszego grona odbiorców niż pozostałe konsole następnej generacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy