"Rogata heca", czyli "Kajko i Kokosz. Wielki turniej" po warszawsku

"Rogata heca"
"Rogata heca"materiały prasowe
Mam już za sobą dość pokaźny "kawałek życia", w którym warszawska gwara towarzyszyła mi "od pieluchy". Urodzony na Woli, często pomieszkujący u Babci przy Bazarze Różyckiego, wyrosłem w tym barwnym słownictwie i charakternym brzmieniu. W 1976 pracowałem jako drukarz w Domu Słowa Polskiego, gdzie akuratnie powstawał pierwszy numer magazynu "Relax". Na jego łamach zetknąłem się po raz pierwszy z postaciami Kajka i Kokosza, które przeciekawie i z humorem stworzył Pan Janusz Christa. Polubiłem klawych chłopaków. Dołączyli do grona wcześniej poznanych i lubianych: Tytusa, Romka i A`Tomka oraz Kapitana Żbika. Zatem motywacja do przeniesienia oryginału na dawny język warszawskich ulic, miała podwyższony stopień odpowiedzialności. Tu nie było mowy o dowolności. Musiało być "w deseczkie", czyli zgodnie z Twórcą i w połączeniu z dawnym warszawskim klimatem. Staraliśmy się zrobić temat tak, by autor filujący na nas z góry uśmiechał się życzliwie. A z ostatnim słowem naszego tłumaczenia puścił do nas oczko i obdarzył uśmiechem. Czy innym Warszawskim Rodakom przypadnie do gustu? Myślę, że tak szczególna forma upamiętnienia języka naszego miasta to Pierwsza Hipoteka. Pobudzi na fest milusiński nastrój i odkurzy cudowne wspomnienia.
Od razu, z tak zwanego marszu zaczęłam przekładać z mistrza Christy na gwarę. Trzeba było po prostu czytać każdy dymek po warszawsku tak jak się czyta po polsku, ale mówi od razu po angielsku. Taki przekład z polskiego na nasze. Autorka nie ukrywa, że praca nad komiksem była spełnieniem osobistego marzenia: Jako fanka Kajka i Kokosza od ponad 40 lat czułam odpowiedzialność przed innymi fanami jak i samą sobą. Presja wiązała się, też z tym, że "Wielki turniej" był pierwszą częścią przygód Kajka i Kokosza, którą czytałam i można powiedzieć, że tłumaczenie jej było moim spełnieniem marzenia, którego nie miałam. No i za nic nie chciałabym narazić się jednemu z moich ulubionych twórców komiksowych jakim jest pan Janusz Christa.
Gdybyśmy zachowali nasze tłumaczenie w historycznej wersji, wielu, w tym najmłodszych czytelników, miałoby trudności ze zrozumieniem treści. Dlatego uprościliśmy tłumaczenie tak, by oddać ducha warszawskiej mowy, ale bez uszczerbku na nerwach czytelników, próbując zorientować się, o co chodzi. Gwara warszawska była i jest popularyzowana zarówno w filmach, np. Stanisława Barei, jak i literaturze, co sprawiło, że wniknęła do ogólnopolskiego języka w postaci powiedzonek i humoru. Dlatego możliwe, że pan Janusz Christa, słysząc zadziorny humor Warszawiaków, przemycał go do swoich tekstów. Nie brakowało też momentów, w których adaptacja była niemal zabawniejsza niż pierwowzór: Dla mnie osobiście największą trudność sprawiało pokazanie charakteru Kokosza. Nie chciałam tej postaci zepsuć jego osobowości zbytnim 'poprawianiem' gwarą, starając się raczej ją jeszcze uwypuklić.
podkreśla Węgłowska
Dwóch bohaterów komiksu Kajko i Kokosz stoi naprzeciwko ogromnego barana z dużymi rogami. Jeden z bohaterów wskazuje palcem, drugi trzyma małego baranka. W tle znajduje się namiot cyrkowy oraz polska flaga.
"Rogata heca"materiały prasowe
Bez tego żadna produkcja nie byłaby kompletna! Czasem to prawdziwe dzieła sztuki INTERIA.PL
materiały prasowe
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?