W listopadzie 2022 roku pojawiła się napisana przez Cliffa książka "Control Freak: Moja epicka przygoda z tworzeniem gier wideo". Teraz doczekaliśmy się w końcu jej polskiego wydania, które trafiło w moje ręce.
Cliff pisze tak, jak mówi: od pierwszej strony żargonem branży i bez zamiaru tłumaczenia się z niego komukolwiek. Polskie wydanie próbuje to trochę zamortyzować, otwierając całość słowniczkiem growych pojęć. Jeśli siedzicie w grach od lat, nawet nie zwrócicie na jego istnienie uwagi. Jeśli jednak sięgacie po książkę, bo ten świat dopiero odkrywacie, albo po prostu zaciekawiła Was postać Cliffa, to tych kilka stron naprawdę ułatwi Wam dalszą lekturę.
Niech Was jednak nie zwiodą podtytuł ("przygoda z tworzeniem gier") oraz ten słowniczek. Książka ta nie jest kompendium wiedzy na temat tworzenia gier i jeśli ktoś szuka w niej inspiracji do tego jak zostać "gwiazdą gamedevu" to jest to zły sposób - lub przynajmniej nie taki jest jej główny cel. "Control Freak" to bardziej pamiętnik wszystkiego, co Cliffowi się przydarzyło - zawodowo i prywatnie - niż dokument o procesie powstawania gier. Może też być ostrzeżeniem dla młodych adeptów sztuki projektowania i tworzenia gier przed tym czego czynić nie należy, choć wiele zależy od okoliczności wokół danej osoby.

Opowieść Cliffa zaczyna się w latach osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych. Jest on jeszcze wtedy dzieciakiem zafascynowanym Nintendo, wygrywającym jakieś kolejne turnieje i klejącym w domowym zaciszu własne gry. Mamy też jednak różne wydarzenia z jego życia w tle: przeprowadzka, śmierć ojca (pierwszego bohatera Cliffa) gdy autor ma piętnaście lat i wczesny internet z jego ciemniejszymi zakamarkami. Zawodowo wszystko rusza tak naprawdę od kontaktu z Epic MegaGames i od Tima Sweeneya, który stawia na nastolatka bez większego dorobku. Efektem jest pierwsza "duża" gra Cliffa, Jazz Jackrabbit, a chwilę później praca z narzędziem, które świat pozna jako Unreal Engine.
Potem nadchodzi era, w której gry przestają być niszą, o czym książka opowiada niejako z pierwszego rzędu. Pojawiają się kolejne odsłony Unreala, wreszcie powstaje Gears of War. Mamy kulisy prezentacji marki na E3, MTV dokumentujące produkcję, promocja jako system sellera dla Xboksa 360 i moment, w którym autor zostaje wystawiony na świecznik. Widać tu, jak jego pomysły odbijane są limitami technologii, terminów i cudzych ambicji, i jak szybko rośnie skala całego przedsięwzięcia. Równolegle mamy kolejne wydarzenia z jego życia osobistego - rozpada się jego małżeństwo, pojawiają się używki i nowe związki, a proporcje między pracą a życiem prywatnym przechylają się w stronę całkowitego braku tego, co dzisiaj znamy jako " work-life balance".
Czytając powyższe, ktoś mógłby założyć, że najmocniejsze są właśnie fragmenty o pracoholizmie, perfekcjonizmie i używkach. Otóż nie. Cliff pisze również o jeszcze cięższych tematach: o molestowaniu seksualnym, którego był ofiarą jako nastolatek, o masakrze w Columbine, o przemocy wobec kobiet w branży gamedev oraz o tym, jak wpływa to na liczbę kobiet pracujących w studiach deweloperskich. Robi to cały własnym językiem: bezpośrednio, z przekleństwami, żartami i popkulturowymi odniesieniami wciśniętymi wszędzie tam, gdzie się dało - choćby porównaniami do Stranger Things. Ta książka absolutnie nie brzmi, jakby powstawała pod czujnym okiem działu PR, za to była po prostu publikacją pamiętnika wyciągniętego prosto z szuflady.
Najkrótsza i najmniej efektowna jest część po odejściu z Epic. Powstaje Boss Key Productions, a w nim LawBreakers - gra, która mimo przyzwoitych recenzji nie znalazła zbyt wielu odbiorców. Pojawia się szansa na projekt w uniwersum Obcego, jednak znika przy przetasowaniach na rynku, a po niej przychodzi kolejna autorska produkcja. Mniej tu fajerwerków i reflektorów Epic Games, ale na pewno bez tego fragmentu całość byłaby o wiele mniej wiarygodna i "prawdziwa".
W pewnych aspektach książki trudno mi uciec od skojarzenia z "Zagrajmy jeszcze raz" Arkadiusza Kamińskiego. Obie książki opowiadają o kilku dekadach zmian w branży z perspektywy kogoś, kto obserwował je przez większość swojego życia od środka - tyle że z zupełnie innych miejsc, i pod względem kraju, i pod względem skali działań obu panów.
Co do samego wydania, jest to z pewnością pozycja, którą nie wstyd postawić na półce: poręczny format, miękka okładka, wewnątrz której zamieszczono cytaty recenzji, naprawdę dobry papier i smaczki, takie jak tytuł nadrukowany błyszczącą farbą drukarską z efektem wypukłości. W środku ośmiostronicowa wkładka ze zdjęciami z ważnych momentów kariery Cliffa, opatrzonymi podpisami. Jedyny chyba minus to trafiające się tu i ówdzie literówki. Do przeczytania jest ponad 375 stron, czyli sporo więcej niż w wersji angielskojęzycznej, ale zdecydowanie warto, oczywiście z odpowiednim nastawieniem, o czym wspomniałem na początku.











