Reklama

Mortal Kombat vs DC Universe

Wciąż dobrze pamiętam moje pierwsze wrażenia związane z grą Mortal Kombat. Miałem wtedy 8 albo 9 lat i nie spędzałem zbyt dużo czasu w salonach gier, ale kiedy pewnego dnia odkryłem ten tytuł, wiedziałem, że musi to być coś wyjątkowego.

Świetni bohaterowie, cyfrowa grafika i nadmierna ilość krwi, która była świetnym chwytem reklamowym, przyciągającym sceptycznych miłośników Street Fightera. System wykańczania przeciwników - wszystkim dobrze znany jako Fatality, który po wygraniu dwóch rund, pozwalał zwycięzcy wykończyć przegranego w bardzo groteskowy sposób - stanowił najbardziej zdumiewający i przykuwający uwagę pomysł, jaki kiedykolwiek można było zobaczyć w bijatykach.

Ciągłe wykonywanie tych samych kombinacji kończących musiało się w końcu znudzić. W kolejnych latach cyfrowa grafika została dużo bardziej ulepszona, a okrzyknięta najlepiej wyglądającą bijatyką gra Mortal Kombat musiała pożegnać się z tym tytułem. Sytuacja ta bardzo dotknęła najbardziej zagorzałych fanów, pochłoniętych unikalnym systemem walki, który stanowił trzon najbardziej uzależniającej gry lat 90. Przez dwie kolejne części i trzy lata seria Mortal Kombat rządziła wszystkimi salonami gier na całym świecie. Trzecia część pojawiła się w czasach, kiedy to salony na świecie powoli zaczęły podupadać, ale mimo to nawet mocno średnie i nie do końca zdecydowane opinie krytyków nie przeszkodziły w tym, aby ludzie powrócili do swojej ulubionej gry i na nowo zasilili portfele właścicieli automatów. Czwarta odsłona była ostatnią, jaka zawitała na tak zwanych fliperach - pojawienie się na rynku kolejnej części z podtytułem Deadly Alliance oficjalnie zakończyło erę wydawania kilku złotych, za możliwość 3 minutowej gry. Oczywiście luksus ten zarezerwowany był tylko dla posiadaczy konsoli PlayStation 2, Xbox oraz GameCube.

Pomimo zmiany formatu Mortal Kombat spotkał się z ciepłym przyjęciem przez graczy na całym świecie, którzy zakupili w sumie ponad 2 miliony kopii samego Deadly Alliance, co zmobilizowało producentów do stworzenia kolejnych dwóch części. Ostatnią grą z serii było Ultimate Mortal Kombat 3, która ostatecznie wydana została na przenośną konsolę Nintendo DS.

Reklama

Teraz doczekaliśmy się początku nowej ery serii Mortal Kombat, która wzbogacona została o kilku bohaterów jednego z największych amerykańskich wydawnictw komiksowych - DC Comics. Patrząc jednak wstecz, czy rzeczywiście jest to tak zaskakujące posunięcie? W końcu producenci tego typu gier od lat łączą swoje licencję - wystarczy spojrzeć na miks, jaki od lat serwuje nam Capcom przy okazji serii Marvel i SNK.

Nie ma wątpliwości, że przez dodanie licencji DC Comics, Midway liczy na poszerzenie potencjalnego grona nabywców. Przez udostępnienie 20 rozmaitych postaci (10 znanych z serii Mortal Kombat i 10 z komiksów DC) gracze, którzy po raz pierwszy będą mieli do czynienia z tym tytułem, mogą poczuć się nawet nieco przytłoczeni. W grze czekają całe tony kombinacji do wyuczenia i chociaż z podstawowymi technikami ataków możemy zapoznać się dzięki liście ciosów (dostępnej z poziomu menu w trybie pauzy), większość najciekawszych musi zostać odkryta na własną rękę. Pomocny w tym okazuję się tryb Kombo Challenge, który nie jest zbyt wymagający, a stanowi jakże przydatne narzędzie nauki. Nie ma jednak nic piękniejszego, jak wyszukiwanie coraz to bardziej efektownych kombinacji drogą eksperymentu lub korzystając z dobrodziejstw sieci, co od samych początków Mortal Kombat stanowi domenę serii.

W ekipie bohaterów z DC Comics znajdziemy Batmana, Supermana, Lex Luthora, Catwoman, Jokera, Flash, Deathstroke'a, Captain Marvel, Wonder Woman i Zieloną Latarnię. Każda z postaci dysponuje unikalnym zestawem ciosów i kombinacji, które związane są z ich komiksowymi mocami i bronią. Dla przykładu, człowiek nietoperz potrafi rzucać bumerangiem w kształcie nietoperza, który w kontakcie z przeciwnikiem wywołuje eksplozje.Technika człowieka Błyskawicy opiera się przede wszystkim na szybkich ciosach, włączając w to m.in. uderzenie pięścią, jakie następuje po szybkim teleporcie. Najbardziej wyjątkowym wachlarzem ciosów dysponuje jednak Zielona Latarnia, który potrafi uformować ogromną półprzeźroczystą, zieloną pięść i ściany, które chwytają i miażdżą przeciwnika.

Po stronie Mortal Kombat stanęli z kolei Scorpion, Sub-Zero, Liu Kang, Kitana, Baraka, Kano, Shang-Tsung, Sonya, Jax oraz Raiden. Nie licząc kilku drobnych zmian technicznych (jak np. kopnięcie z wślizgiem wykonywane przez Sub-Zero, które teraz można wyprowadzić poprzez naciśnięcie tył, przód, B) oraz nowych, łatwych do wykonania ciosów, kombinacje wyżej wymienionych zawodników bardzo przypominają te, które oglądaliśmy przez lata. Nie zabrakło jednak nowych ciosów i tak dla przykładu Scorpion potrafi pokryć swoje całe ciało ogniem, Jax strzela z pistoletu niczym Stryker, a Sub-Zero może zrzucać ogromne bloki lodu na głowę przeciwnika. Warte odnotowania zmiany nastąpiły w postaci Baraki, który może teraz walczyć zarówno z wyciągnięty ostrzami, jak i bez nich, co daje mu dwie całkiem różne techniki.

Nowe postacie oraz kombinacje ciosów nie są jedynymi zmianami, jakie przynosi nam Mortal Kombat vs DC Universe. Do naszej dyspozycji oddane zostały także trzy rodzaje walki - Klose Kombat, Free Fall Kombat oraz Test Your Might - jak również tryb Rage, który znacznie zwiększa umiejętności walki i obrony naszego bohatera. W przeciwieństwie do zwiastunów czy screenshotów, które ukazują tryby Klose i Free Fall Kombat jako nic nie znaczące mini-gierki, w rzeczywistości są one bardzo fajnym dodatkiem. W obu przypadkach gracz, który postanowi wykorzystać w walce jeden z trybów, dostaje możliwość wyprowadzenia czterech różnych ciosów przy pomocy przycisków A, B, X oraz Y. W ten sposób można zadać przeciwnikowi cztery ataki, ale tylko w przypadku, jeśli ten nie zablokuje któregoś z nich. Aby tego dokonać, trzeba spróbować odgadnąć, który z czterech ataków nasz przeciwnik chce nam zadać i nacisnąć podporządkowany pod dany cios przycisk.

Test Your Might działa troszkę inaczej. Kiedy walczymy w pobliżu elementu otoczenia podatnego na zniszczenie, jak na przykład ściany budynku, atakująca postać automatycznie popycha przeciwnika na taką przeszkodę, by następnie pochwycić go i biegnąc dalej przebić się przez resztę murów. Cała zabawa polega na tym, że atakujący musi bardzo szybko naciskać cztery przyciski, aby móc zadać maksymalnie 20% obrażeń, podczas gdy atakowany robi to samo tylko po to, aby zredukować tę wartość do zera.

Tryb Rage z kolei to całkiem inna bajka, ale niestety na tyle nieudana, że nie specjalnie zachwyca swoim wykonaniem. Wiele bijatyk umożliwia nam podczas walki ładowanie specjalnego paska, który w sytuacji zagrożenia pozwala wyzwolić ponadprzeciętne siły zawodnika. Chociaż bardziej doświadczeni gracze będą wystarczająco inteligentni, aby omijać z daleka ten stan postaci, to nie ma to najmniejszego znaczenia - tryb ten w ogóle nie powinien znaleźć zastosowania w tej grze. Seria Mortal Kombat nigdy nie wykorzystywała automatycznie ładujących się pasków podnoszących umiejętności zawodników, przez co gracze musieli doskonale opanować system i potrafić dać sobie radę w każdej sytuacji. Teraz wystarczy poczekać na naładowanie odpowiedniego paska, by następnie kilkoma ciosami zmniejszyć poziom życia przeciwnika o połowę. Szkoda, że seria w tym aspekcie nie pozostała przy korzeniach.Każda z postaci dostępna jest do wyboru od samego początku gry. Jeśli chodzi o fabułę to świat Mortal Kombat zderza się z komiksowym światem DC w momencie, kiedy nieznana siła tworzy nowe zagrożenie. Niezależnie od strony, którą wybierzemy (DC lub MK), dostaniemy możliwość rozegrania trzech do czterech walk każdą postacią, co stanowi świetną okazję do przedstawienia wszystkich bohaterów. Koncepcyjnie pomysł jest jak najbardziej dopuszczalny. Niestety, wykonanie woła o pomstę do nieba - sama praca lektorów przypomina nam, dlaczego bijatyki powinny zostać pozbawione scenariusza.

Jeśli nigdy wcześniej nie graliście w żadną część Mortal Kombat, są duże szanse, że nie spędziliście także zbyt wiele czasu przy innych tradycyjnych bijatykach i będziecie musieli naprawdę ciężko pracować, aby wbić się w system rozgrywki, który sprawia, że seria Mortal Kombat jest jedną z najbardziej wymagających i pochłaniających gier tego typu. Jednakże jeśli jesteście weteranami MK, poczujecie się zupełnie odwrotnie. Przede wszystkim gwarantuję, że nauczenie nowych sztuczek nie zajmie wam więcej czasu niż jedną noc, a większość kombinacji odkryjecie przez pierwsze dwa dni gry. Pomocny okaże się w tym tryb Kombo Challenge, który nie raz udowodni wam, że ataki, które wyglądają na niemożliwe do zrealizowania, w rzeczywistości są bardzo proste, jeżeli tylko daną kombinacje wklepiemy z zachowaniem odpowiedniego timingu.

Najbardziej zagorzali fani serii Mortal Kombat szybko zauważą w postaciach z uniwersum DC nawiązania i podobieństwa do innych zawodników ze świata Mortal Kombat. W rzeczywistości, producent postanowił obdarzyć herosów z DC starymi ciosami niektórych bohaterów Mortal Kombat. Dla przykładu, Lex Luthor, podobnie jak Sektor z poprzednich odsłon bijatyki Midway, wystrzela auto-namierzające pociski. Superman odziedziczył po Kano atak wiązką laseru, puszczaną z oczu i co ciekawe, aby zróżnicować obu bohaterów, twórcy gry postanowili sprawić, że atak prawowitego właściciela kombinacji będzie słabszy. Kontynuując wyliczankę, Flash niczym Kabal potrafi wywołać wirujące ruchy o zawrotnej prędkości, które doskonale pasują do jego umiejętności. Reszta wydaje się zbyt znajoma, aby w ogóle o niej pisać. Mimo wszystko to nie pierwszy raz, kiedy twórcy Mortal Kombat stosują takie triki. Już w czwartej części zauważyć można było podmianę najbardziej ulubionych przez graczy postaci na rzecz nowych zawodników, jak na przykład Tanya i Jarek, którzy stanowili istne kalki Sindel oraz Kano. Serie Tekken i Soul Calibur także praktykują podobne techniki. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach to sposób, który ułatwia produkcję, ale prowadzi także do tego, że na rynku ciężko znaleźć bijatykę, w której każda postać pochwalić się może unikatowym wachlarzem ciosów.

Poza tym wszystkim do opanowania dostajemy także kilka wykańczających ciosów, zwanych Fatality i Brutality. Podobnie jak z inne aspekty, tak i tu większość z nich została zaczerpnięta z poprzednich odsłon, potraktowana odpowiednim filtrem, aby zagrać mogli młodsi gracze i przedstawiona na nowo. Zapewne w dzisiejszym świecie, gdzie krew i wyprute wnętrzności są tak bardzo powszechnym zjawiskiem w grach, żadne Fatality nie wywołałyby takiego samego efektu na tej grze, co wykańczanie przeciwników zaprezentowane w pierwszych częściach Mortal Kombat. Sytuacja ta częściowo spowodowana jest przez to, że Mortal Kombat vs DC Universe zaprojektowana została, aby wyglądać jak komiks. Twarze bohaterów co prawda są bardziej realistyczne, ale postacie zbliżone są do trójwymiarowych kreskówek ze stajni DreamWorks.

Wszyscy ci, którzy od dnia zapowiedzi wiedzieli, że system wykańczania przeciwnika nie będzie już tak realistyczny i brutalny jak do tej pory, nie powinni czuć wielkiego zawiedzenia.Ale ciekawe jak zareagują ci niedoinformowani, którzy po zakupie gry i rozegraniu kilku walk drapią się teraz po głowie, zastanawiając, co się stało z ich ukochaną serią. Łzy na pewno nie są brane pod uwagę, a niecenzuralne wypowiedzi rozgoryczonych fanów już od jakiegoś czasu można oglądać na kilku forach.

System wykonywania Fatality można albo polubić, albo zupełnie znienawidzić, jednak miłośnicy serii, a w szczególności ci, dla których trzecia część była wyznacznikiem jakości, nie mogą nie zgodzić się z tym, że tempo i intensywność walk była kluczem do sukcesu gry. Mortal Kombat vs DC Universe zostało odpowiednio spowolnione. Postacie poruszają się znacznie wolniej niż w Mortal Kombat 2. Co prawda ciężko zauważyć różnicę po odpaleniu combosa, ale każda inna aktywność ruchowa - jak chodzenie, bieganie, skakanie czy najbardziej bolesne wykonywanie ataków na odległość - przebiega bardzo mozolnie.

Przycisk odpowiedzialny za bieganie, który stanowił kluczowy element w trzeciej części, został zastąpiony funkcją, z jakiej korzysta każda inna bijatyka, czyli podwójne naciśnięcie krzyżaka w kierunku naszego przeciwnika. Może i jest to niezłe rozwiązanie dla Tekkena, ale niespecjalnie spełnia swoją role w tej grze. Bardzo niewygodnie i trudno używa się tej opcji, co w szczególności utrudnia fakt, iż jeżeli nie jesteśmy oddaleni od oponenta o ponad 3 metry, to przy największych chęciach dobiegnięcia, system nam na to po prostu nie pozwoli. Może nie jest to zauważalny problem dla początkujących graczy, ale każdy weteran Mortal Kombat wie, że liczy się każdy centymetr między nami a przeciwnikiem.

Zgodnie z oczekiwaniami tryb wieloosobowy zarówno online jak i offline wciąż ograniczony jest tylko dla dwóch graczy. W żadnym wypadku nie jest to żaden zarzut, bo gra nadrabia możliwością zmiany otoczenia w trakcie walki nawet do trzech razy, co niezbyt często zdarza się w bijatykach. Jeżeli jednak oczekujecie, że tryb wieloosobowy w sieci został bardziej rozwinięty od tego, co oferuje standardowa rozgrywka, to mocno się rozczarujecie. Do dyspozycji oddane zostały zwykłe walki oraz te, których wynik wpływa na klasyfikacje w ogólnym rankingu. Ponadto możemy ustawić jeszcze prywatną walkę, stworzyć własny pokój lub dołączyć do już istniejącego.

Podsumowując, miejmy nadzieję, że czas uleczy rany i tak jak to było przy okazji pełnej wad czwartej części Mortal Kombat, którą mimo wszystko ludzie pokochali, tak i w tym przypadku obsesja na punkcie samej gry weźmie górę, a rozczarowani miłośnicy puszczą w niepamięć wszelkie błędy. Cokolwiek by się nie stało, twórcy gry powinni wziąć sobie do serca niektóre słowa krytyki i wysnuć z nich odpowiednie wnioski, które chyba są jasne - można dysponować niezłą licencją i połączyć dwa różne światy, ale nie można pozwolić na to, aby fundamenty serii umknęły gdzieś w procesie tworzenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje