Reklama

Mortal Kombat vs. DC Universe

Gry mogą szokować na wiele sposobów. Wystarczy, że gdzieś pojawi się mocno roznegliżowana niewiasta, twórcy dadzą możliwość spędzenia upojnej nocy z kosmitką, lub w trakcie rozgrywki na ekranach będziemy obserwować flaki...

...latające na lewo i na prawo.

Nieraz kontrowersje pojawiają się, zanim w ogóle dany tytuł trafi do sklepów. W opisywanym poniżej przypadku jest podobnie, acz awantura ma związek z koncepcjami przeobrażenia znanych elementów, pamiętanych przez rzesze fanów z poprzednich odsłon serii.

Zapowiedziane w kwietniu bieżącego roku Mortal Kombat vs. DC Universe jest produkcją należącą do tej ostatniej kategorii. Wydawać się może, że jedna z najsłynniejszych (i najbardziej krwawych) serii bijatyk po szesnastu latach nie jest już w stanie wnieść czegokolwiek oryginalnego. A jednak. Oto jesienią, na najnowszych konsolach Microsoftu i Sony, do walki staną bohaterowie i antybohaterowie z dwóch światów: komiksów DC oraz Mortal Kombat - sztandarowego cyklu od Midway.

Jeżeli zagłębilibyśmy się bardziej w wypowiedzi Eda Boona, jednego z producentów serii, zauważylibyśmy, że taki zabieg nie jest tak naprawdę czymś niespodziewanym. Człowiek ten od lat, mniej więcej od premiery czwartej części serii Mortal Kombat, miał w głowie plan skonfrontowania własnego świata z innym uniwersum. Twórca ten znany jest z wielkiego zamiłowania do innych bijatyk, ze szczególnym akcentem na Street Fightera i Tekkena, i to one właśnie były brane z początku pod uwagę. Padło jednak na inną opcję. Rozważyliśmy wszystkie plusy i minusy takiego odejścia od korzeni serii, jednak ogół pomysłu i cała magia stojąca za postawieniem naprzeciwko siebie Batmana i Sub Zero zwyciężyły - powiedział w jednym z wywiadów.

Reklama

Kastrując własne dziecko?

Sama zapowiedź gry wywołała w sieci falę krytyki. Jednak prawdziwy sztorm rozpoczął się w momencie, gdy poinformowano o tym, że brutalność, dobrze znana z poprzednich gier, zostanie złagodzona. Ekipa tworząca Mortal Kombat vs. DC Universe postawiła sobie za cel uzyskanie kategorii wiekowej niższej niż M for Mature (tylko dla dorosłych). Głównym tego powodem jest - poza próbą zwiększenia grupy docelowej - współpraca z firmą DC Comics i postawione przez nią warunki. Boon uspokaja jednak, że klimat serii zostanie na swój sposób zachowany. Ma być nawet mroczniej, z bardziej stonowaną dawką groteski, a przy tym jedynie mniej krwawo.

Z gry znikną fatality! Spektakularne sekwencje kończące pojedynek, właśnie ze względu na swą brutalność, nie mogą znaleźć się w najnowszej produkcji Midway. Przedstawiciele DC nie wyrazili zgody na sceny, w których Batman kończy martwy z wyrwaną głową, a Superman leży pocięty kryptonitem, z wyjętym sercem (rozgniecionym następnie o ziemię itd.). Cóż, coś w tym jest - wszak takie sceny nie są elementem komiksów, z jakich znamy tych bohaterów. Zamiast tego otrzymamy inne ataki końcowe - równie efektowne, choć w inny sposób. Oczekiwać należy raczej magii i niemożliwych fizycznie wyczynów.

"I co ja robię tu...?"

Do tej pory dane nam było poznać cztery postaci, po dwie dla każdego z uniwersów, które pojawią się w Mortal Kombat vs. DC Universe. Będą to: Sub Zero i Skorpion, a także wspomniani już Batman i Superman. W sumie w grze wcielimy się w jednego z dwudziestu bohaterów, których na każdy ze światów przypadnie po okrągłej dziesiątce. Jak udało się dowiedzieć, nie zostaną wprowadzeni nowi, stworzeni na potrzeby gry zawodnicy. Wspomnianą dwudziestkę mają stanowić osoby dobrze znane fanom gier Midwaya i komiksów DC.

Internet aż szumi od dyskusji na temat tego, w kogo jeszcze najprawdopodobniej się wcielimy. Ze strony Mortal Kombat niemal stuprocentowymi "pewniakami" są Liu Kang i Raiden. Wielu jest zdania, że gra nie będzie sobą, jeżeli nie zobaczymy też takich osobistości, jak Sonya Blade, Reptile, Goro czy Shang Tsung. Uniwersum DC przyniesie nam zapewne możliwość pokierowania Wonder Woman, Green Lanternem, Jokerem, Scarecrowem i Doomsdayem. Czy aby na pewno? Dowiemy się wkrótce.

Podobną mieszanką światów, jak w przypadku postaci, będą areny, na których przyjdzie nam walczyć. Znajdziemy się więc na ulicach Metropolis, Gotham City, na arenach znanych tak z pierwszych, jak i najnowszych części serii Mortal Kombat. Co ważne, będą one w pewien sposób połączone ze sobą, zapewniając graczom jeszcze większą dawkę emocji. Podawanym przez Boona przykładem jest walka na dachu wieżowca: zrzucając przeciwnika, będziemy mogli najpierw dokopać mu w powietrzu, a następnie wylądować na nim/ z nim na ziemi i kontynuować pojedynek. Cały zabieg ma sprawić, że potyczki staną się jeszcze mniej przewidywalne, a do tego spowodować, że poziom adrenaliny u gracza nie będzie spadał.

Quo vadis, krwawa jatko?

O samej fabule Mortal Kombat vs. DC Universe wiadomo niewiele. Przyczyną kolizji dwóch światów ma być nieznana siła, mogąca doprowadzić do kataklizmu. Jaki jest cel postawienia naprzeciwko siebie bohaterów tak różnych? Dowiemy się zapewne po premierze. Za scenariusz odpowiadają m.in. weterani tworzenia historii komiksowych - Justin Gray oraz Jimmy Palmiotti. Dzięki nim dowiemy się, które postacie spotkają się i jak boleśnie skończą się ich rozmowy.

Sam sposób prowadzenia walki w grze ma przejść dość intensywne zmiany. Pojawią się nowe tryby walki, w tym Close Kombat, który ukaże pojedynki z perspektywy bliższej grom bokserskim. Pojawi się też Freefall Kombat, którego przykładem jest wspomniana wyżej walka na wieżowcu. Będzie więc dużo niszczenia ścian i podłóg, a także zrzucania oponentów z wszelkich możliwych wysokości. Innym z trybów ma być swoista kampania, gdzie zobaczymy ponoć naprawdę nietypowe sojusze. Czas pokaże, na ile będzie to interesujące.

Co smutne, gracze już skazali grę na porażkę. Brak fatality, zmieniony system walki (o którym, poza powyższymi informacjami, nic nie wiadomo!), a także sam fakt połączenia dwóch uniwersów to dla wielu za dużo. Pojawia się dość zrozumiałe pytanie: jak zabić np. Supermana? Uniwersum Mortal Kombat pełne jest czarodziejów i magii. A Człowiek ze Stali ma dwie słabości: kryptonit i właśnie magię. Kolizja światów umożliwia nie tylko nowe rozwiązania, ale też zapewnia lepszą równowagę, gdzie ci silniejsi słabną, a słabsi zyskują nową moc - powiedział Ed Boon.

Seria złote lata ma już za sobą, a ostatnie produkcje spod znaku charakterystycznego smoka nie należały do zbyt udanych. Może więc warto cierpliwie poczekać na większą dawkę informacji, a także na moment, gdy każdy sam spróbuje nowych propozycji ze stajni Midway? Twórcy nie zamknęli gry w piwnicy, a wciąż starają się wskrzesić jej ducha, esencję prawdziwych bijatyk. Zaufajmy im więc jeszcze raz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje