Reklama

Devil May Cry 4

Wszyscy posiadacze konsoli Xbox 360, którzy dodatkowo są także oddanymi miłośnikami firmy Capcom, mają ostatnimi czasy mnóstwo powodów do radości. I nie chodzi tu tylko o huczną zapowiedź kolejnej części Resident Evil na platformę Microsoftu...

...ale przede wszystkim z powodu konsolowego exclusive'a znanego z PlayStation 2, czyli serii Devil May Cry, której czwarta odsłona zawitała właśnie na maszynce Billa Gatesa. Devil May Cry 4 jest najnowszym rozdziałem w trwającej już kilka części przygodzie, która zaczęła się wraz z dwoma synami Spardy i uwierzcie na słowo, że jest to najlepsza część serii ze wszystkich dotychczasowych, jakie ujrzały światło dzienne.

Dotychczas wierni fanatycy serii kierowali poczynaniami Dantego, który z niesamowitą finezją rozkładał na czynniki pierwsze demony i inne pomioty piekieł, lecz w Devil May Cry 4 role zostały odwrócone, tak że Dante gra drugoplanową rolę. Gra rozpoczyna się na zamku miasta Fortuna, gdzie w pobliskiej katedrze zagorzali zwolennicy Spardy czczą swoje bóstwo, wsłuchując się w pieśni pewnej kobiety. Interesującej śpiewaczki pragnie także wysłuchać zakochany w niej przystojny i młody rycerz, który nagle odkrywa uderzające podobieństwo do pewnego łowcy demonów oraz napotkanych przeciwników, których z łatwością odsyła na tamten świat. Na nieszczęście (lub szczęście, jak kto woli) dociera na miejsce w momencie, kiedy Dante zabija lidera zebranej kongregacji oraz towarzyszących mu rycerzy. Pełen złości, młody wojownik, o imieniu Nero, staje naprzeciw Dantego z zamiarem pomszczenia starszego kapłana, a nam pozostaje tylko zastanawiać się, dlaczego nasz stary dobry bohater dopuścił się takiej zbrodni...

W grze wcielamy się w rolę Nero, ale zanim fani zaczną snuć swoje porównania do serii Metal Gear Solid 2, należy zaznaczyć, iż da się go polubić, a w dalszej części gry nie raz udowadnia, że jest o wiele bardziej efektywną postacią. Szybko zauważamy także, że nie tylko jego wygląd nieco przypomina odmłodzonego Dantego. Jego styl walki jest poniekąd jednakowy, z wyjątkiem tego, iż Nero posiada demoniczną prawą rękę, która nie tylko uwalnia potężne ciosy, ale także posiada kilka innych nieprawdopodobnych umiejętności. Dzięki stylom walki garściami czerpiącymi z poprzedniej części, Nero może nie tylko świetnie posługiwać się swoim mieczem, ale także atakować na dystans z broni palnej. Pisząc to wszystko pragnę pokazać wszystkim, iż Nero posiada własną osobowość i właściwie nie ma powodów do uprzedzeń co do jego historii czy otaczających go postaci.

Reklama

Po tym jak demony przedarły się przez powierzchnię swojego wymiaru i zaatakowały mieszkańców Fortuny, to właśnie Nero podjął się pracy polegającej na przerzedzeniu hordy złego najeźdźcy. Już na samym początku Nero posiada imponujący wachlarz ciekawych ciosów, ale w późniejszym czasie będzie mógł je także ulepszyć poprzez użycie Boskich Statuetek, które poprawią skuteczność jego miecza (nazywanego Czerwoną Królową) czy też sprawdzonego rewolweru (nazywanego Niebieską Różą). Po raz kolejny w grze skupiamy się na zbieraniu różnokolorowych kul stanowiących walutę wymienną za ulepszenia oraz dostarczających interesujących dodatków. Za mało? Istnieje także opcja dokupywania nowych, bardziej skutecznych ciosów do posiadanych broni, które niewątpliwie zwiększają zadawane obrażenia.

Wykonanie poziomów bogatych w otwarte przestrzenie, które pozwalające na zwiedzanie całego otoczenia, zasługuje na gromkie brawa. Odkrywając najmniejsze zakamarki mapy często natkniemy się na zmuszające do odkurzenia szarych komórek proste zagadki, które pozwolą na przejście do kolejnych poziomów, a także obszary, do których zwiedzenia niezbędne będzie użycie demonicznej ręki głównego bohatera. Potwory, z jakimi będziemy mieli okazję się zmierzyć, przybierają niezliczone ilości przeróżnych form i często potrafią działać w grupie przeciwko nam. Z przykrością trzeba stwierdzić, iż nawet przy możliwości nabywania nowych umiejętności ulepszania broni, po jakimś czasie walki stają się monotonne. To samo tyczy się także walki z bossami. Ze wszystkimi głównymi przeciwnikami zmuszeni jesteśmy spotkać się więcej niż dwa razy i jedyną rzeczą, jaka odróżniać będzie te "randki", będą wzory ataków, według których przeciwnicy będą usiłować nas wykończyć.

Pomimo tego gra ma nam do zaoferowania kilka motywów, które wprowadzają pewien powiew świeżości. Po pierwsze, poprzez umożliwienie nam rozegrania kilku poziomów Dantem. A więc jego potężne moce i style walki znane nam z Devil May Cry 3 wrócą do prawowitego właściciela. Przy pomocy "krzyżaka" możemy z łatwością miksować dostępne cztery style walki. Po drugie, oprócz standardowej gry mamy również dostęp do porozrzucanych po całym świecie sekretnych misji, które o ile sprawiają sporo trudności, to nagradzają nas przeróżnymi bonusami.

Zaskakująco świetnie sprawdza się kontroler Xboxa 360, który oferując niezły system wstrząsów sprawia, że czujemy się jak za starych dobrych lat, kiedy to graliśmy na PlayStation 2. Wersja na konsole PlayStation 3 szybciej się ładuje niż na konsoli Microsoftu, ale obie nie uchroniły się przed błędami kamery, która czasami sprawia ogromny trudności ustawiając się w feralnym miejscu, przez co na ekranie praktycznie nic nie widać. W niektórych przypadkach można obracać kamerą, ale są momenty, w których się ona blokuje i zawęża nam pole widzenia. Na szczęście wszystkie te małe potknięcia nie psują ogólnej zabawy, jaką ta gra ma do zaoferowania. Tytuł ten dodatkowo posiada kilka dodatków do odblokowania, takich jak m.in trudniejszy trym rozgrywki czy tryb zwany Bloody Palace.

Mówiąc o wizualizacjach należy na wstępie potwierdzić, iż Devil May Cry 4 na obu systemach prezentuje się niesamowicie efektownie. Jedyną różnicą, jaką można odnotować pomiędzy obiema wersjami, jest fakt, że na konsoli Sony wyświetlany obraz jest nieco ciemniejszy, ale nie na tyle, żeby utrudniał rozgrywkę. Widowiskowość sekwencji filmowych porównywalna jest z filmami, jakie możemy podziwiać w najnowszych odsłonach serii Final Fantasy, a sama scena otwierająca grę pozostawia w tyle wszelkie inne tytuły i śliniących się na ich widok zakochanych graczy. Bohaterowie prezentują się wyśmienicie zarówno w przerywnikach filmowych, jak i podczas samej gry, a tła im towarzyszące długo trzymać będą nas pod silnym wrażeniem.

Rozpływając się nad świetną szatą graficzną nie zapominajmy o szacie muzycznej, która obfituje w niezwykle atrakcyjną ścieżkę dźwiękową, której wspaniałość ciężko wyrazić słowami. Co prawda poprzednie części również oferowały świetną muzykę, ale ten soundtrack należy do całkiem nowej kategorii. Praca lektorów na czele z Johnnym Yong Boschem (znanym sympatykom anime jako Iichigo z serii Bleach) wypadła bardzo dobrze. Przed rozpoczęciem rozgrywki warto podłączyć dobry system dźwiękowy dla pełnego efektu korzystania z dobrodziejstw nagranych przez autorów szczegółowych efektów dźwiękowych.

Podsumowując, firmie Capcom należą się duże brawa za odwagę i przeniesienie serii (która od samego początku stanowiła ekskluzywną przyjemność posiadaczy PlayStation 2) na konsolę Xbox 360. Devil May Cry 4 na konsolę Microsoftu jest jednym z tych mocno zapadających w pamięć tytułów akcji, które przynoszą prawdziwą radość z gry. Jest to miła dla oka pozycja, która może nie stawia ulubionego bohatera Dantego w czołowej roli, ale wciąż wciąga interesującymi przygodami młodzieńca o imieniu Nero. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich posiadaczy Xboxa 360.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje