Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Condemned 2: Bloodshot

Oczami mordercy

Reklama

Wspomniane w poprzednim zdaniu prowadzenie kamery wiąże się w Condemned z jeszcze jednym ważnym aspektem - z poczuciem własnego ciała. Jak zapewne zorientowaliście się chociażby po screenach, akcję obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. I tak jest niemal przez cały czas trwania zabawy. Kamera opuszcza oczy Ethana tylko podczas przerywników między etapami. Kiedy jednak poruszamy się, patrząc na świat z punktu widzenia bohatera, dzięki sposobowi, w jaki animowane są jego ręce i nogi, oraz właśnie dzięki temu, co obserwujemy na ekranie, możemy poczuć się, jakbyśmy faktycznie byli w jego skórze. Daje się to szczególnie odczuć w dramatycznych chwilach, jak wtedy, gdy wykonujemy atak łańcuchowy, spadamy z drabiny czy też przeskakujemy przez barierki balkonu lub wspinamy się na coś. Ciężko to opisać, trzeba zobaczyć na własne oczy... ups... oczy Ethana. Rzadko programistom aż tak udaje się ta sztuczka, za co należą się im brawa.

Wady wzroku

Niestety, świat obserwowany oczami bohatera ma kilka wad. Przede wszystkim ciężko ocenić odległość, w jakiej znajdują się przedmioty czy przeciwnicy - na szczęście w Condemned 2 (jak w poprzedniej części) nie ma możliwości skakania, przez co programiści uniknęli elementów zręcznościowych, które przy błędzie perspektywy mogłyby tylko irytować i frustrować graczy. W efekcie jednak utrudnia to niekiedy trafienie przeciwnika.

Inną sprawą jest dziwna, selektywna interaktywność otoczenia. Z jednej strony mamy masę przedmiotów, które możemy podnosić i zamieniać w broń, butle z gazem, które wybuchając, przesuwają meble i rozrzucają drobne przedmioty, a z drugiej strony są telewizory, którym nie można zbić ekranu, czy lampy, których nawet nie zadraśniemy. Dobrze, że chociaż szyby w oknach rozbijają się tak jak powinny.

Do agresji doprowadzają również krzesła, kartony i inne drobne obiekty, które lubią blokować wąskie przejścia, a że bohater twardo stoi na ziemi, trudno je przeskoczyć. Sytuację ratują kopniaki, które można wymierzyć w blokadę. Utykanie w miejscu nie jest tylko domeną rzeczy martwych, zdarza się to również żywym (jeszcze) wrogom. Ci jednak charakteryzują się jeszcze czymś - SI porównywalnym ze średnio zaawansowanym tosterem. Poruszają się tylko po wyznaczonych ścieżkach. By z nich zboczyli, trzeba im wejść niemal w twarz. Kiedy są zaaferowani walką z kimś innym, nie zwracają kompletnie uwagi na pręt zbrojeniowy wbijany w kręgosłup. Za to efektownie rozpryskują im się głowy po celnym strzale z pistoletu. Jak zombie w Resident Evil.

A to ci dopiero puzzle

Czytając recenzję do tego momentu, możecie dojść do wniosku, że Condemned 2 to brutalna nawalanka okraszona nieszczególną fabułą, acz z chwytliwą atmosferą. Na szczęście do roboty jest tu jeszcze kilka innych rzeczy poza walką i słuchaniem dialogów w przerywnikach. Przede wszystkim, jeśli znacie część pierwszą, musicie pamiętać zestaw narzędzi do badania miejsc zbrodni, który Ethan Thomas ma zawsze ze sobą. I w kontynuacji nie zabrakło tych gadżetów. Znowu przychodzi nam wspomagać się lampą ultrafioletową, aparatem fotograficznym, czujnikiem częstotliwości oraz GPS-em. Badanie miejsc zbrodni i innych śladów, które odnajdujemy w czasie penetracji lokacji, nie odbywa się automatycznie. Przykładowo, znajdując zwłoki, dostajemy zadanie od Rosy, by zidentyfikować umarlaka. Spoglądamy na twarz denata i musimy wybrać z dostępnych opcji, czy jest to mężczyzna, kobieta, dziecko, ktoś starszy czy młodszy. To samo tyczy się każdego badanego obiektu - rany, plamy krwi czy elementów bomby, którą trzeba rozbroić.

Dowiedz się więcej na temat: drobne | broń | rozgrywki | rzeczy | szczęście | oczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje