Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Dead Rising 2

Dead Rising, który ukazał się na konsolę XBOX 360 w połowie 2006 roku, okazał się tytułem wyjątkowym. Z jednej strony przełamał obecny od lat monopol Resident Evil w temacie gier opowiadających o żywych trupach, z drugiej zaoferował ciekawy sposób rozgrywki i kilka interesujących rozwiązań.

Dość powiedzieć, że grę przechodziło się poniekąd na czas, wykonując stosowne zadania ze ścieżki głównej, jak również pobocznych. Nieźle, choć nie doskonale, wypadła też implementacja gry na Wii, która nosiła miano Dead Rising: Chop Till You Drop i dawała możliwość siekania i roztrzaskiwania czaszek zombiaków przy pomocy Wiimote'a i spółki. Wydarzenia rozgrywające się w sennym zazwyczaj miasteczku Willamette były ciekawe jeszcze co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym był charyzmatyczny bohater Frank West, a drugim - rzeczy, które gość ów potrafił wyczyniać na ekranie. West był fotoreporterem wysłanym przez redakcję, w celu zrealizowania materiału o zajściach w Willamette. Potrafił zaś - gdy sytuacja się już wykrystalizowała i okazało się, że jego życie jest zagrożone przez zombie - wytwarzać całkiem skuteczne narzędzia mordu z otaczających go przedmiotów i efektywnie wykorzystywać okoliczne środowisko. Ta właściwość posunięta została tak daleko, że w gruncie rzeczy z wszystkiego, co znajdowało się pod ręką, można było zrobić użytek. Krzesło? Nie ma sprawy. Talerze? Proszę bardzo, wystarczyło rzucić i trafić w szyję, by doczekać się efektownej dekapitacji przeciwnika. Ładnie sprawdzał się również sekator ogrodowy, hantle z pobliskiego stoiska sportowego czy stojąca nieopodal beczka. Zaiste - rzeźnia w Dead Rising była zacna.

Reklama

Zresztą, popularność tytułu, który zapewnił sobie ponad 1,5 miliona nabywców na całym świecie, wynikała prawdopodobnie w pewnej mierze również z tematyki. Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że klimaty "zombie" bliskie są sercom wielu graczy. Stąd zupełnie nie dziwi decyzja o kontynuacji serii. Wiadomo już, że Dead Rising 2 trafi w nasze żądne krwi umarlaków łapki w okolicach 2010 roku, niewykluczone, że jeszcze pod koniec 2009. W odróżnieniu od pierwowzoru tym razem za produkcję odpowiada kanadyjska grupa Blue Castle Games (dawniej zwana Blue Fang Games), która ma na koncie m.in. gry The BIGS, World of Zoo i kilka odsłon Zoo Tycoon. Na razie ciężko wyrokować, czy sobie poradzą z wyzwaniem i sprostają wysokim skądinąd oczekiwaniom, ale sądząc po zamieszczanych na oficjalnej stronie filmikach, bawią się przy okazji produkcji znakomicie (jedzenie Big Maca w całości - rulez!).

Wróćmy jednak do gry, w której jak się okazuje sporo się zmieni. Po pierwsze i zapewne najważniejsze, nie uświadczymy już Franka Westa, co wielu spośród fanów jedynki zapewne zmartwi. Pocieszeniem może być natomiast fakt, że Chuck Greene, w którego skórze tym razem się znajdziemy, jest niezłym kozakiem, by nie powiedzieć - większym od "paparazzy" Franka. To motocrossowy mistrz, fan sportów ekstremalnych i ostrej muzy, a do tego niezły paker, który niemal nie rozstaje się z butelką czegoś mocniejszego niż cola i nie stroni od hazardu. To właśnie ten ostatni z licznych nałogów Greene'a zaprowadzi go do Fortune City, miasta będącego tłem dla nowych starć z hordami zoombie, które - a jakże! - po raz kolejny opanowały USA.

Nie Willamette, ale Fortune City

Fortune City to taki fikcyjny odpowiednik rzeczywistego Las Vegas, a tego typu miejsca, jak wiadomo choćby z Rainbow Six Vegas, dają producentom spore pole do popisu jeśli chodzi o graficzne wodotryski i interakcje z otoczeniem. A tych w Dead Rising 2 nie powinno zabraknąć. Trafimy zatem na wirtualne ulice miasta hazardu, zajrzymy do wnętrz licznych kasyn, pełnych przepychu domów gry, ckliwych barów i nastrojowych dancingów. Środowisko ma być jeszcze bardziej interaktywne niż to w Dead Rising, więc niech nie zdziwi was możliwość skasowania zombie przy pomocy stolika do ruletki, kija bilardowego czy - bardziej standardowo - za pomocą przewrócenia na niego jednorękiego bandyty. Zasób narzędzi, którymi posługiwać się będzie Chuck, ma zresztą być o wiele szerszy. Ponieważ nasz podopieczny jest fanem muzyki, nie dziwota, że nieźle radzi sobie z wywijaniem gitarą basową, która może stanowić efektywne narzędzie dekapitacji przeciwników. Jeszcze skuteczniejsze powinny okazać się pojemniki z propanem naszpikowane dodatkowo grubymi drutami.

Ciśnięcie takim w hordę nieumarłych zaowocuje, wedle obietnic twórców, krwawym kisielem wylewającym się z ekranu. Nie zabraknie oczywiście kija bejsbolowego (niemal cały osprzęt znany z jedynki również wróci, więc fani broni bardziej standardowych się nie zawiodą), przy pomocy i z wykorzystaniem którego będzie można zaaplikować zombiakom wyrafinowaną dawkę combosów. Mało tego - wedle wszelkich potwierdzonych doniesień w grze można będzie samemu łączyć niektóre przedmioty, by tworzyć wyszukane bronie. Przykład? Proszę bardzo - co powiecie na długi metalowy pręt z przymocowanymi do niego dwiema (!) piłami mechanicznymi? Sałatka z zombiaków wydaje się być z takim ustrojstwem w zasięgu ręki...

Dowiedz się więcej na temat: xbox 360 | city | Xbox | Chuck | zombie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje