Reklama

Resident Evil 5

Resident Evil ze sprzedażą na poziomie 27 milionów kopii jest dla branży gier komputerowych tym, czym dla branży filmowej był horror Noc żywych Trupów George'a A. Romero. Oba dzieła uzyskały status pozycji kultowych, doczekały się rozwinięcia w liczne części serii, naśladowców, niezliczonych dodatków oraz rzesz wiernych wyznawców.

Ba! Filmowcy amatorzy kręcą nawet produkcje będące fabularnymi kalkami poszczególnych części gry i zamieszczają je potem w internecie. Oba dzieła łączy też tematyka - zombie, a jak wiadomo - istoty to bardzo wdzięczne i niezwykle przyjazne człowiekowi. Zarówno dzieło Romero, jak i komputerowy cud rodem z Capcomu, należy uznać za kamienie milowe w straszeniu przed ekranem - czy to telewizyjnym, czy komputerowym. Takiego ładunku emocji, tak wyrafinowanych sposobów na budowanie nastroju grozy, zaszczucia i przerażenia nie generował chyba żaden inny tytuł (wiemy, wiemy, jest też bosko-przerażający Silent Hill, ale zombie to jednak zombie).

Reklama

W czasie seansów z Resident Evil graczom serce podchodzi do gardła, ze strachu pocą się dłonie, a rzucanie nerwowych spojrzeń za siebie, zwłaszcza podczas nocnego seansu, jest rzeczą naturalną. Dość powiedzieć, że jeśli o komputerową branżę chodzi, Resident Evil mimo upływu lat trzyma się mocno, a każda część, niezależnie od tego jak potem okazywała się grywalna, oczekiwana była przez graczy z najwyższym napięciem. Warto wspomnieć, że czwarta część po raz pierwszy w historii serii odeszła od zombie... Z tym większą nadzieją i wyczekiwaniem spoglądamy w przyszłość, słysząc coraz więcej informacji o nadchodzącym Resident Evil 5, który - uwaga - może się pojawić jeszcze w tym roku. Zatem zapnijcie pasy i zabieramy was w nową przejażdżkę po Raccoon City. No, może nie do końca...

Akcja Resident Evil 5 zostanie osadzona dziesięć lat po wydarzeniach, które znamy z pierwszej części. Historia zatoczy więc niejako koło i powróci do korzeni. Co ciekawe, ze strony Capcomu w pracach nad grą biorą udział w większości ludzie, którzy przygotowali dla nas jedynkę właśnie, co może oznaczać jedno: świetnie czują klimat. I choć jest to pierwszy ukłon w stronę bezbłędnego oryginału, nie jest on wcale ostatnim. Drugi bowiem będzie taki, że ponownie przyjdzie nam pokierować krokami byłego już członka grupy S.T.A.R.S, niejakiego Chrisa Redfielda. Doświadczenie, które Chris zdobył przez lata pracy, zaowocowało tym, że został specjalnym konsultantem organizacji BSAA do spraw kataklizmów określanych wspólnym mianem: "żywe trupy". Gdy rozpocznie się zabawa z piątką, nasz bohater zostanie wysłany do niewielkiej afrykańskiej mieściny, w której wkrótce odkryje rzeczy tyleż straszne, co jemu akurat już znajome. Oto bowiem za sprawą niesamowicie aktywnego i bliżej nieznanego wirusa, ludzie zmieniają się w bezmyślnych i bezlitosnych morderców. Nie zombie, ściśle rzecz ujmując, ale istoty wielce do nich podobne, dla których łaknienie mordu i ludzkiego mięsa staje się być albo nie być. I to właśnie z owej spokojnej na pierwszy rzut oka mieściny przyjdzie się Chrisowi wydostać, walcząc o życie nie tylko swoje, ale również garstki ocalałych, których poznamy w trakcie zabawy. O fabule wiadomo na razie tylko tyle, ale za to autorzy zapewniają, że w licznych przerywnikach filmowych dowiemy się sporo o tym, co robił Redfield na przestrzeni lat, w których mu nie towarzyszyliśmy. I jeszcze jedno. W grze przyjdzie nam też pokierować losami pewnej atrakcyjnej damy, którą zobaczyć można w filmowym zwiastunie na samym końcu. Póki co, jej dossier owiane jest mgłą tajemnicy.

Jak zapewniają twórcy ustami producenta Juna Takeuchiego, przeniesienie akcji w nowe realia zaowocuje nowymi poziomami grywalności i wieloma zmianami. I tutaj właśnie czeka nas kolejna niespodzianka. Ponieważ fabuła rzuci nas na kontynent afrykański, a konkretniej na pustynne tereny, przyjdzie nam operować nie tylko nocą, ale przynajmniej równie często za dnia! Hm... horror w promieniach palącego słońca? Przyznacie, że brzmi co najmniej zaskakująco. Resident Evil 5 obwieszcza tym samym, że koniec z nawiedzonymi posiadłościami, mrocznymi ulicami zdemolowanego Raccoon City, ciemnymi zakątkami, tajnymi laboratoriami korporacji Umbrella czy miejscem pogańskiego kultu znanym z czwartej części. Cóż - część graczy poczuje się zapewne z tego powodu mocno rozczarowana, a część będzie wyczekiwała z niecierpliwością na to, czym zaskoczą nas programiści.

Dynamika przede wszystkim

I właśnie naprzeciw tym ostatnim oczekiwaniom wychodzi kolejny nowy "ficzer" zabawy. Otóż - wzorem choćby współczesnych filmów o zombie - przeciwnicy w grze przestaną powłóczyć nogami i poruszać się z prędkością ślimaka na autostradzie. Będą szybkie niczym gepard i krwiożercze jeszcze bardziej niż dotychczas. Zdaniem producentów, takie podejście sprawi, że gra stanie się bardziej dynamiczna i emocjonująca, a ponoć nie utraci dodatkowo ani grama ze swej dotychczasowej atmosfery.

I coś w tym chyba jest, bo kilka filmowych przykładów z ostatnich lat, na których zombie dostały przyspieszenia niczym bolidy Formuły 1, udowodniło, że element przerażenia, jaki wywołują u widowni, wcale nie znika wraz ze wzrostem prędkości. Autorzy obiecują, że zadbają również o przeciwników wyskakujących znienacka i zbliżających się do głównego bohatera w większych grupach, w taki sposób, że poradzić sobie z hordami zainfekowanych wcale może nie być łatwo.

Mechanika rozgrywki w Resident Evil 5 będzie przypominać tę z czwartej części. Oznacza to, że nie ma powrotu do widoku izometrycznego i kamer umiejscowionych w kluczowych miejscach etapu. Akcję obserwować będziemy z kamery zlokalizowanej na ramieniu Redfielda, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Leona Kennedy'ego. Najwyraźniej w tym aspekcie jakaś epoka również odeszła do przeszłości. Bohater będzie rzecz jasna eksterminował wrogów przy pomocy licznych broni. Zapowiedziano na razie dość typowy ekwipunek z shotgunem, pistoletem i karabinem szturmowym na czele. Kto wie, może używać będzie można maczety, która wyeksponowana została w trailerach. Rzecz jasna, nie zabraknie możliwości precyzyjnego mierzenia do przeciwników, które zaowocuje odstrzeleniem im tego bądź owego oraz efektownych ciosów kończących zabawę z mięsożernymi postaciami. Gracz będzie mógł także skorzystać z możliwości walk w zwarciu. Gdy wrogowie dopadną już Chrisa, będzie on mógł kopnąć albo odepchnąć delikwentów, co w sumie też niczym nowym nie jest, ale jest za to dość przyjemne. Można będzie również zestrzelić w locie lecące w naszą stronę narzędzia, przedmioty i bronie, przez co uniknie się ich destrukcyjnego działania. Z nowych elementów wprowadzonych do rozgrywki warto wspomnieć o tym, który będzie bezpośrednio oddziaływał na bohatera. Otóż, jeśli będzie on zbyt długo narażony na przebywanie w na słońcu, zacznie mieć zwidy i halucynacje. Wówczas może mu się na przykład wydawać, że atakują go przeciwnicy, których tak na prawdę nie będzie, co brzmi bardzo ciekawie. Dodatkowo, przy przechodzeniu z ciemnych do jasnych lokacji i na odwrót, oczy bohatera potrzebować będą chwili na akomodację, co ma dodać grze nieco więcej realizmu i dodatkowo utrudnić rozgrywkę. Wszak trafić jest łatwo tylko do tego, co widać.

Autorzy podkreślają, że w Resident Evil 5 najważniejsza ma być szybka akcja i wydarzenia, które będą podnosić u graczy poziom adrenaliny. Dlatego właśnie spodziewać się powinniśmy zwrotów akcji i scen, w których Chris uchodzić będzie z życiem niemal na sekundę przed tragicznym końcem. Jak twierdzą bowiem twórcy, taka taktyka sprawdziła się przy produkcji "czwórki", taką więc zastosują również obecnie. Warto również wspomnieć, że choć o przeciwnikach na razie nie powiedziano wiele, to mają oni być bardziej charakterni niż "zombiaki" z trzech pierwszych części. Takeuchi przywołuje tu przykład Ganado z Resident Evil 40 i obiecuje, że nowi wrogowie będą jeszcze bardziej zaskakujący. Chodzi mianowicie o to, aby były to charaktery z krwi i kości, które stanowić będą swoistą przeciwwagę dla bohaterów pozytywnych.

Słoneczna grafa

Warto jeszcze przez moment zahaczyć o oprawę graficzną, a ta zapowiada się po prostu rewelacyjnie. Gra powstaje na konsole Xbox 360 i PlayStation 3, więc o moce drzemiące pod maską tych potworów martwić się na razie nie musimy, ale trzeba przyznać, że tak spójnej graficznie oprawy można grze pozazdrościć. Resident Evil 5 powstaje na bardzo mocno zmodyfikowanym silniku Lost Planet, który na potrzeby tej produkcji został praktycznie przepisany od nowa. Kolorystyka całości utrzymana będzie w beżu, złocie i czerni, która to mieszanka sprawia wrażenie bardzo ciepłej i nasyconej, wiernie odwzorowując środowisko afrykańskiego miasteczka, dokładnie tak, jak byśmy tego oczekiwali. Autorzy ogromną wagę przywiązują do animacji postaci oraz oświetlenia lokacji i bohaterów. Niejako wyznacznikiem serii są świetne, dynamiczne filmiki, i to zostanie z pewnością utrzymane. Gra świateł i cieni na ubraniach postaci, budynkach i podłożu również zapiera dech w piersiach już na etapie produkcji, a poziom detali i szczegółów będzie zapewne niezwykle wysoki.

Trzeba przyznać, że Resident Evil 5 zapowiada się nad wyraz obiecująco i można założyć, że będzie to pozycja, która dostarczy nam sporą dawkę adrenaliny. Nad filmem pracują osoby, które doskonale pamiętają założenia serii, a wspierają ich twórcy, którzy dali nam Resident Evil 4, co już samo w sobie jest wystarczającą rekomendacją. Do tego trailer, który zaserwowali nam artyści z Capocomu, jest bajecznie wprost klimatyczny i widać po nim, że szansa na zachowanie atmosfery grozy i zaszczucia istnieje niemała. Biorąc powyższe pod uwagę, oczekujemy Resident Evil 5 z rosnącą z dnia na dzień niecierpliwością.

Dowiedz się więcej na temat: horrory | dzieła | zombie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje