Reklama

Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots

Dawno już nie czułem takich emocji przy grach, jak przy pierwszym uruchamianiu Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots. Legendarna seria wreszcie doczekała się zakończenia...

...a gracze otrzymali wreszcie tytuł, dla którego warto kupić Playstation 3. Zapraszamy na nasze wrażenia z kilku pierwszych godzin gry. Fani mogą czytać spokojnie, nie zdradzamy fabuły.

Zaczynamy od instalacji, która trwa około 8 minut. W jej trakcie obserwujemy głównego bohatera, którego tym razem nazywany jest Old Snake. Bohater wypala jednego papierosa za drugim, a my możemy poczytać informacje o tym, żeby w trakcie gry robić przerwy, co jest ważne dla zdrowia, nie zabrudzić płyty z grą, czy wreszcie Konami przestrzega nas przed zgubnym wpływem właśnie papierosów (!). Minuty dłużą się w nieskończoność, aż w końcu zaczynamy grę. Jeżeli oglądaliście liczne zwiastuny i filmy z zapowiedzi Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots, to nie zaskoczy Was miejsce akcji pierwszego aktu. Zrujnowane miasteczko staje się polem bitwy dwóch frakcji, a Old Snake musi wykonać w nim swoje zadanie.

Reklama

Autorzy pozostawili nam dowolność w stylu gry. Możemy przyłączyć się do jednego z ugrupowań i ruszyć do walki, albo po prostu ominąć zagrożenie i pozostawić walczących samych sobie. Seria Metal Gear Solid to przede wszystkim szpiegowska rozgrywka, ale na plus należy odnotować fakt, że to gracz decyduje o tym, jaki styl najbardziej mu odpowiada. Jeżeli macie ochotę rzucić się do akcji, to od razu informuje, że Konami wreszcie wprowadziło normalną kamerę w perspektywie trzeciej osoby, którą możemy dowolnie ustawiać. Podczas strzelania zmienia się jej ustawienie, które zostało skopiowane z takich gier, jak Resident Evil 4, czy Gears of War. Ten patent świetnie się sprawdza, więc koniec z obowiązkowym przełączaniem się w tryb FPP. Ten nadal jest opcjonalny, ale nie musimy zmieniać perspektywy, tak jak w poprzednich częściach, żeby zobaczyć, co jest dwa metry przed nami.

Bardzo szybko zdobywamy bogaty arsenał broni, z których każdą można ulepszać, dodając np. laserowy celownik, czy tłumik, więc czemu nie zrobić z niego użytku? Jeżeli zdecydujecie się na bezpośrednie starcia, to możecie liczyć na wsparcie jednej ze stron konfliktu, co po wygranej owocuje dodatkowymi przedmiotami. Walki są naprawdę efektowne i przypominają misje Call of Duty 4, w których przedzieraliśmy się przez wąskie uliczki. Wykorzystywanie osłon to tutaj połowa sukcesu. Druga, to szukanie ukrytych przejść, np. na dachy budynków, z których niemalże bezkarnie możemy ostrzelać przeciwników. Oczywiście możecie postawić na kamuflaż, który dopasowuje się do otoczenia i spryt, czyli zostawić wojnę i niezauważenie przedzierać się przez kolejne poziomy. Tutaj wykorzystacie kilka gadżetów z poprzednich części, ale dojdą również nowe, jak np. SolidEye, które pełni funkcję radaru, lornetki i noktowizora. Nie zabrakło również CQC, czyli umiejętności walki w starciach bezpośrednich, które posłużą nam choćby do rozbrajania przeciwników.

Od strony graficznej i dźwiękowej to jeden z najlepszych tytułów na Playstation 3 i w ogóle na konsole nowej generacji. Rewelacyjne głosy postaci, w tym schorowanego głównego bohatera muszą się podobać. Konami nigdy nie żałowało pieniędzy na tą serię, więc aktorzy spisali się doskonale. Na dobrym sprzęcie będziecie zachwyceni odgłosami pola bitwy. Wszystkie dźwięki broni i eksplozji, to również najwyższa klasa. Podobnie, jak ścieżka dźwiękowa, która zachwyca i wzrusza. Oprawa graficzna to znakomite modele postaci, świetne efekty świetlne i doskonała kolorystyka. Można trochę ponarzekać na tekstury podłoża, ale skończyliśmy jedynie pierwszy akt, więc zakładamy, że dalej będzie tylko lepiej. W ścianach pozostają dziury po kulach, podczas wymian ognia sypie się mnóstwo przedmiotów, a eksplozje prezentują się bardzo realistycznie, ale nie liczcie na niszczenie całych budynków. Ekrany wyboru opcji i ekwipunku, jak zwykle zostały dobrze przemyślane i prosto przedstawione. Świetnie prezentuje się nowy Codec, w którym widzimy teraz znacznie więcej niż tylko twarz osoby, z którą rozmawiamy. Genialnie przedstawiono również scenki, opisujące cele misji. Oglądamy je z perspektywy kilku kamer, które możemy ręcznie zmieniać. Podczas tych scenek fani odnajdą wiele smaczków, nawiązujących do innych gier Kojimy.

Nie będziemy zdradzać fabuły, ale możemy wspomnieć o ogólnych sprawach. Filmiki pojawiają się bardzo często, są długie, niestety momentami zbyt przegadane, ale przejścia z grywalnych fragmentów do filmów zostały znakomicie zrealizowane. Pierwszy akt niczym nie zaskakuje. Konami pokazało zbyt dużo zwiastunów i praktycznie wszystkie sceny poznaliśmy przed premierą gry. Z tym, że te pierwsze godziny, to tak naprawdę trening możliwości głównego bohatera, a nie właściwa rozgrywka, więc zwroty akcji dopiero przed nami.

Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots wciąga od pierwszych minut. Rewelacyjna rozgrywka przykuwa do ekranu i nie pozwala się od niego oderwać. Konami ma wręcz obsesje na punkcie detali, więc co chwilę zatrzymywałem się, żeby podziwiać wykonanie broni, czy pojazdów. Nowa kamera spisuje się doskonale, a to właśnie ona psuła mi zabawę w poprzednich częściach. Fabuła wciąga i co chwilę stawia nowe pytania. Wracają znani bohaterowie, pojawiają się nowi, a my coraz bardziej wciągamy się w ten niesamowity świat. Najpierw Grand Theft Auto IV, a teraz Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots pokazują, że Wii nie przejęło jeszcze władzy nad światem, a gry to coś więcej niż tylko proste i pozbawione głębi zręcznościówki.

OCENA WSTĘPNA: 9/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy