Reklama

Crash 'n' Burn

"Crash and Burn" - tak miał nazywać się trzeci "Burnout", ale w wyniku różnych zawirowań czasoprzestrzeni tytuł ten nosi gra Eidosu, która podobnie jak dzieło Criterion traktuje o samochodach, z tym małym wyjątkiem, że zabawa nie polega na ściganiu się, a na niszczeniu innych aut.

Jeśli zatem jesteście fanami wyścigów, możecie zapomnieć o tej pozycji, gdyż takowych w niej nie znajdziecie. Zabawa, zgodnie z tytułem gry, polega na rozbijaniu i paleniu. Jak zatem wypadł ten element gry?

Ano przeciętnie, co mogliście odgadnąć rzucając wcześniej okiem na ocenę. Szesnaście samochodów wyrusza na trasę walcząc nie tyle o to, by dojechać do mety, a po prostu przetrwać. Musicie wiedzieć, że udaje się to naprawdę nielicznym, bo konsolowi zawodnicy nie przejmują się zbytnio i jak zaprogramowane wyłącznie w jednym celu maszyny taranują swoich przeciwników (w tym oczywiście gracza), starają się ich zepchnąć z trasy, demolują i rozbijają. Czasem robią to nawet nie zwracając uwagi na to, czy uda im się wyjść z takiej kraksy cało. Ktoś w Climax średnio zadbał o sztuczną inteligencję, czego wynikiem bywa szybko zakończony wyścig, bo jakiś wariat na pełnej prędkości wbił się w samochód gracza. To już znacznie lepiej można się bawić w trybie multiplayer - do szesnastu graczy na raz. Ludzie nie jeżdżą aż tak ryzykownie, ale oczywiście zabawa nie jest aż tak wciągająca, a to z kilku powodów, które dotyczą też trybu single.

Po kraksie rozbite samochody nie znikają, a nierzadko walają się po trasie ich części. To wszystko znacznie utrudnia ruch, a trzeba Wam wiedzieć, że samo sterowanie nie należy do najlepiej wykonanych i czasem naprawdę bardzo ciężko odpowiednio manewrować pojazdem, by nie wbić się w jakieś śmieci. Tym bardziej, że fizyka gry to jakieś totalne nieporozumienie - samochody ciężko się prowadzi, ale jak już dojdzie do zderzenia to zachowują się jak tekturowe pudełka i latają jakby zupełnie nic nie ważyły. Zdarza się, że nawet osoba, która nauczy się swobodnie jeździć furką w "Crash 'n' Burn", może nie poradzić sobie z omijaniem przeszkód, a przewidzenie tego, w które miejsce poleci uderzony pojazd graniczy z cudem.
Zabawę utrudniają też pojawiające się na trasie płomienie. Gdy już zupełnie nic nie widać, bardzo łatwo o wypadek i tak właśnie jest, gdy ogień rozszaleje się na dobre. Sprowadza się to do tego, że co chwila wpada się na coś i zupełnie nie da się jechać, a to chyba nie było założeniem tej gry.

W sumie pomysł na zabawę w "Crash 'n' Burn" był całkiem niezły. Pamiętacie jakie sukcesy odnosiły kolejne części "Destruction Derby"? Widać można zrobić grę, w której liczy się niszczenie samochodów przeciwników i będzie to gra bardzo dobra. A tu co? Niestety, grywalność zabijają toporne sterowanie, szaleńcze ataki sterowanych przez konsolę uczestników wyścigu, często ograniczona widoczność, walające się po trasie przedmioty, które nie wiadomo w jakim kierunku polecą ze względu na fizykę nie z tego świata. Brzmi zniechęcająco? To jeszcze trzeba do tego dodać wąskie drogi. Zwężeń jest po prostu masa i jakoś tak się dziwnie składa, że akurat w tych miejscach dochodzi do największych kraks. Nie ma nawet szans na to, by jakoś ominąć przeciwników. A jeśli nieszczęśliwie się złoży, że jest to taki wyścig, w którym część zawodników wyrusza z jednego końca, a część z drugiego i musi dojść do spotkania, to wtedy praktycznie nikt nie wychodzi z tego cało. Zero zabawy i przyjemności z gry. Jeśli zatem "Crash 'n' Burn" nie ma tego, co najważniejsze, czyli grywalności, to powinien chociaż mieć porządną oprawę, by ktoś zwrócił na niego uwagę. Powinien, ale nie ma... Wszystko niestety zostało dość mocno uproszczone. Modelom pojazdów poskąpiono polygonów, obłożono je brzydkimi, rozlazłymi teksturami. Bardzo podobnie jest z otoczeniem. Wszystko, co jest poza drogą, wygląda jakby zostało dołożone na siłę - widać, że nikt się specjalnie nie napracował przy projektowaniu tras. Jest po prostu pusto, a przez to nudno. Ale to jeszcze nic. Najgorsze są tak naprawdę koszmarne zwolnienia animacji, co z jednej strony można usprawiedliwić tym, że moc konsoli przeznaczona została na te szesnaście samochodów i demolkę, jaka jest ich udziałem na trasie, ale skoro graficznie jest tak ubogo, to chyba jednak można było postarać się o stałą liczbę klatek. Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało podczas zabawy. Skądże znowu. Przecież nie ma nic złego w tym, że kiedy próbuję nie wpaść w rozbite samochody, nagle obraz się zatrzymuje i nie wiem, co się dzieje przede mną. I po chwili okazuje się, że wkomponowałem się zupełnie nieświadomie w ten mały karambol. Koszmarna sprawa.
Dźwięki niestety też nie zachwycają, a muzyka to zupełnie nieporozumienie. Przydałyby się szybkie, dynamiczne utwory, które tylko potęgowałyby przyjemność płynącą z gry, ale tu nic takiego nie ma.

Ciężko napisać coś dobrego o "Crash 'n' Burn". Praktycznie nie ma tu ścigania, a w zamian oddano nam masę wypadków. Można byłoby się tym cieszyć, jakby były one tak widowiskowe jak w "Burnoucie 3", ale niestety nie można porównać efektowności obu pozycji. Przykro to mówić, ale zabawa jest bardzo chaotyczna. Przeciwnicy nie patrzą na to, że mają mało życia. Co to za różnica, skoro można się w kogoś wbić? A to, że przy okazji się wybuchnie samemu? Kto by się przejmował takimi szczegółami. A to, że fizyka jest jaka jest i nigdy nie można ocenić, czy da się uniknąć zderzenia z wylatującym w powietrze samochodem, to już inna sprawa. Widać, że autorzy gry nie mieli zbyt wielu pomysłów na ciekawą rozgrywkę, a do tego nie poradzili sobie z wykorzystaniem mocy konsoli. Szkoda, że opcja tuningu jest skromnie rozbudowana i nie wpływa w znaczący sposób na to, co później dzieje się na trasie. Ogólnie "Crash 'n' Burn" jest pozycją lokującą się poniżej przeciętnej. Przykro, może następnym razem będzie lepiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje