Reklama

187 Ride or Die

Liczba 187 nie każdemu może kojarzyć się z czymś złym i mrocznym. Wystarczy jednak przewertować amerykański kodeks karny, aby wzbogacić się o nową wiedzę. Otóż w Stanach Zjednoczonych kombinacja tych cyfr oznacza dwie istotne sytuacje.

W kręgu prawa morderstwo z premedytacją, natomiast w światku przestępczym "wyrok śmierci". Kiedy podpadasz konkurencyjnej ekipie "gangoli", spodziewaj się w okolicach własnego domostwa tej właśnie liczby. Narysowana kredą, farbą czy nawet flamastrami na Twoich drzwiach oznacza tylko jedno - nadszedł Twój czas...

Mieszanka wybuchowa

Czy zastanawiałeś się, Drogi Graczu, jak wyglądałaby mieszanka kultowej już gry "Burnout" oraz "Vigillante"? Szalone pościgi na autostradzie wzbogacone o latające kule i pociski? Chłopaki z Getta już dawno tak spędzają czas "wolny od pracy", a teraz i my, szarzy obywatele, możemy zakosztować prawdziwego życia gangstera.

Nieustraszony

Sensem gry jest przeżycie, wyeliminowanie przeciwnika i w rezultacie zajęcie pierwszego miejsca na podium. Oczywiście nie było by tego szaleństwa, gdyby można było tylko spokojnie pokonać poszczególne okrążenia. Cały bajer polega na tym, że zasiadając równocześnie za kierownicą, obok nas siedzi również sterowany przez nas ziomek. Jego zadaniem nie jest, jakby się wydawało, pilotowania Cię w zawiłej architekturze tras, a "plucie" do przeciwników z przeróżnej maści "miotaczy ołowiu". Po prostu, niczym rasowy maniak nielegalnych wyścigów walczysz o każdy metr przewagi nad oponentami, a dodatkowo starasz się wykończyć ich seriami z karabinku. Samo sterowanie wypada dość sprawnie - gałkami sterujemy pojazdem, natomiast "wsparciem" za pomocą klawiszów L i R. Dodatkowo zostaliśmy wyposażeni w opcję "auto-aim", a i manualnie można kierować celownikiem, to jednak o precyzję strasznie tu trudno. Niestety, albo panujemy nad autem, albo nad prowadzonym ogniem...

Zabawa zaczyna się kiedy za drugiego pada chwyci kumpel lub koleżanka. Ty, niczym rozwścieczony "szumacher" z licencją na zabijanie, kręcisz "bąki" na poszczególnych odcinkach, a partner w stylu "zemsta zza krzaka" pruje z "kałacha" do wszystkiego co się rusza.

Oczywiście nie samymi wyścigami człowiek żyje i oprócz spotkań na wyznaczonych okrążeniach mamy również inne zadania do dyspozycji. Deadhmatch, czyli tylko jeden dożyje mety; dead race - po każdym okrążeniu odpada ostatni; eskorty wyznaczonych pojazdów przed atakującymi zewsząd przeciwnikami; lub szalone i pełne emocji ucieczki przed ścigającą nas policją.Warto również wspomnieć o leżących na trasie różnych dopałkach, apteczkach i amunicji. Nic tak nie ucieszy "niedzielnego Gracza", jak leżąca na ulicy bazooka, karabin czy wierna beretta.

A jak wypada sam klimat i grywalność najnowszego "187: Ride or Die"? Jest ostro. Prując na pełnej prędkości po ciekawych i fajnie przygotowanych trasach, ścierając się zderzak w zderzak z przeciwnikami. Ferie kolorów, latające iskry, okrzyki przeciwników czy mistrzowska animacja Twojego partnera - choćby podczas przeładowywania broni - potrafią wciągnąć na kilka mocnych godzin, spychając całą resztę naszego otoczenia na boczny plan.

Wizualizacja zniszczenia

"Ride or Die" wygląda naprawdę dobrze. Przede wszystkim animacja trzymająca stałe 60 klatek na sekundę. Dodatkowo trasy zostały zaprojektowane z naprawdę sporym pietyzmem - duża ilość detali i szczegółów, ciekawe animacje i mocny silnik gry, który bez jakichkolwiek zarzutów unosi całą tę rozwałkę dziejącą się na ekranie. Oczywiście wiele elementów można by było znacznie bardziej dopracować, poprawić pewne błędy i wpadki graficzne, ale to może w następnej części...

Ride or Die

Nie powiem, fajny pomysł i dość dobre wykonanie. Przede wszystkim w oczy od razu rzuca się świetny klimat "gangsta getto jiggy boy", co wyśmienicie podkreśla muzyka i dobra szata graficzna. Kilka ciekawych patentów, dopracowana rozgrywka i niestety kilka wpadek lub błędów. Przede wszystkim, dlaczego wszystkie trasy są zamknięte. Od tych kółek może niejednemu zakręcić się w głowie, a przydały by się jakieś trasy z punktu A do B. Poza tym po pewnym czasie drażniła mnie, jednak, pewna monotonność, która może pojawić się w domach niektórych wyjadaczy. Mimo wprowadzenia misji dodatkowych (eskorta, deathmatch), autorzy nie ustrzegli się wrażenia powtarzalności. Oczywiście nie każdy będzie tak rygorystyczny jak ja i wystarczy mu jedynie dobra, niczym nie skrępowana zadyma. Tego właśnie Wam życzę i serdecznie polecam ten tytuł każdemu maniakowi "alternatywnego" korzystania z "czterech kółek".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy