Reklama

Z salonu gier trafiają do wojska

Amerykańska armia w niecodzienny sposób kusi potencjalnych rekrutów.

Oferując nastolatkom darmowy dostęp do gier wideo będących symulatorami bitew, roztacza przed nimi wizję bohaterskiej i ekscytującej kariery wojskowej.

Duży, wygodny fotel i nieograniczony dostęp do najnowocześniejszych gier video: dla wielu amerykańskich nastolatków to najlepszy sposób na spędzenie sobotniego popołudnia. Ale uwaga, to nie jest zwyczajny salon gier. Należy on do armii Stanów Zjednoczonych. Nick Smith, jak wiele innych osób, przychodzi tutaj, by grać na symulatorze bitew.

Nick Smith, fan gier video:

"Właśnie grałem na symulatorze Humvee. Siedziałem za kierownicą, a przeciwnicy nadchodzili ze wszystkich stron. Razem z kolegami odpieraliśmy ich ataki, dopóki nie wróciliśmy bezpiecznie do bazy. Niezła zabawa!"

Reklama

Jeśli masz skończone 13 lat i chcesz zagrać na symulatorze, wystarczy, że podasz personelowi swoje nazwisko, datę urodzenia, adres i wykształcenie. Pozostający w służbie czynnej żołnierze, jak sierżant Espada, chętnie odpowiadają na pytania dotyczące życia w armii i zaciągu. Zainteresowani mogą to zrobić na miejscu, ale sierżant Espada, podkreśla, że nie jest to centrum rekrutacyjne.

Angel Espada, sierżant US Army:

"Główną koncepcją naszego centrum jest pokazanie społeczeństwu, że armia to nie tylko to, co można zobaczyć w telewizji. Pokazujemy, że w wojsku można zaliczać kolejne etapy edukacji i nabywać konkretne umiejętności."

Mimo iż opiekujący się centrum żołnierze bagatelizują znaczenie bitew w życiu żołnierza, młodych ludzi przyciągają tutaj właśnie gry wojenne. W dodatku nie wszyscy traktują je jak gry.

Nick Smith, fan gier video:

"Uwielbiam grać na symulatorach. Dostarczają one jak gdyby przeżyć z pierwszej ręki, można się przekonać, czego można się spodziewać w przypadku wyjazdu na zagraniczną misję. Zawsze chciałem być żołnierzem, zawsze chciałem nosić mundur. Chciałbym służyć w siłach powietrzno-desantowych, być żołnierzem w jednostce specjalnej."

Sierżant Espada szacuje, że wstąpieniem do armii jest zainteresowanych około 60- 80 procent młodych ludzi odwiedzających centrum. Odsetek ten może jeszcze wzrosnąć. Jak podaje Departament Obrony, armia amerykańska przekroczyła już cele rekrutacyjne na rok 2009. Ma to związek z kryzysem gospodarczym, który przyciąga do wojska coraz więcej chętnych.

Tłum. Katarzyna Kasińska na podst. AFP

Zobacz materiał filmowy w Interia.tv:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy