Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Windchaser

Chimera Entertainment, to młode studio deweloperskie pochodzące z Monachium. Natomiast rozkładana dziś na czynniki pierwsze gra Windchaser jest ich debiutancką produkcją, która po ponad roku od swej niemieckiej premiery trafiła w końcu na polski rynek, co zawdzięczać możemy firmie Techland. Gra reklamowana jest jako niezwykłe połączenie strategii czasu rzeczywistego z elementami charakterystycznymi dla cRPG.

Dodatkowym atutami mają być oryginalny i innowacyjny system walki oraz "pełna zaskakujących zwrotów akcji", "porywająca fabuła". Tyle opisy z pudełka i materiałów reklamowych. Najwyższy czas sprawdzić, jak mają się one do rzeczywistości.

Reklama

Jak Ioan świat ratował

Zaczniemy przekornie od końca, czyli rzeczonej fabuły. Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Ioan, młody chłopak, którego przeznaczenie rzuca w wir przygód związanych oczywiście z ratowaniem świata przed ostateczną zagładą. Ten odgrywany po raz tysięczny główny motyw nie jest oczywiście zbyt oryginalny, na szczęście jednak twórcy postanowili doprawić go kilkoma zwrotami akcji i niespodziankami. W swej walce o lepsze jutro nie jest jednak samotny - pomaga mu dwójka bohaterów, będących właścicielami tytułowego Wichrołapa, unoszącego się nad ziemią dzięki mocy starożytnych technologii, wielkiego okrętu. To z kolei prowadzi nas do nieco steampunkowej konstrukcji tejże rzeczywistości, w której pełen magii, quasirenesansowy świat powstał na ruinach pradawnej, zaawansowanej technologicznie cywilizacji. Na dokładkę w okolicy rozpętała się właśnie wielka wojna religijna, za pomocą której postępowi Reformatorzy próbują wprowadzić swoją wizję postrzegania Dwoistości, czyli naczelnego bóstwa tejże krainy. Sami przyznacie, że w założeniach brzmi to całkiem ciekawie, a nawet smakowicie.

Gorzej niestety z wykonaniem. Temat wojny religijnej pobrzmiewa jedynie gdzieś w tle, choć to właśnie ona - a dokładniej chęć jej zakończenia - popycha naszych bohaterów do dalszego działania. Skoro nasi herosi angażują się w konflikt, ciekawie byłoby poznać dokładniej choćby jego podłoże. Trudno identyfikować się z postaciami, których motywy działania są w znakomitej większości niejasne. W mało satysfakcjonującym stopniu wykorzystano też charakterystyczny setting. W zasadzie - poza kilkoma przeciwnikami - pełni on głównie rolę dekoracyjną, w żaden sposób nie wpływając na mechanizmy rozgrywki. To tylko interesujący sztafaż, całość mechaniki jest jak najbardziej klasycznym fantasy z lekką nutką boskich mocy. Trochę tu niekonsekwencji, skoro bowiem od tysięcy lat działają półmechaniczni Strażnicy, czemu brak choćby jakichkolwiek artefaktów z minionej epoki? Również sam Wichrołap mógłby bez problemu funkcjonować w dowolnym świecie fantasy, unoszony w powietrzu za pomocą potężnej magii.

Najgorszy jednak w tym wszystkim jest sposób przedstawienia. Celowo użyłem tak ogólnikowego określenia, gdyż dotyczy to praktycznie każdego elementu związanego z fabułą. Chodzi tu przede wszystkim o dialogi w formie zaaranżowanych scenek na silniku gry, których jest tutaj całkiem sporo. To właśnie dzięki nim poznajemy kolejne elementy fabuły, co niestety zmusza nas do wielokrotnego wysłuchiwania wręcz powalających sztucznością rozmów czy monologów. Jest to tak porażająca mieszanka patosu i braku polotu, że po pewnym czasie - nawet mimo chęci poznania dalszego losu bohaterów - zaczynamy odruchowo korzystać z klawisza Esc, skutecznie skracającego nasze męki. Całość dodatkowo pogrąża fatalny momentami, pełny polski dubbing - jeśli głosy podkładali zawodowi aktorzy, należałoby ich w ramach pokuty wysłać z powrotem do szkoły. A przynajmniej zorganizować jakieś warsztaty teatralne uczące przekazywania w głosie choćby śladowych emocji. Szkoda tylko, że najbardziej ucierpiała na tym fabuła, która mimo, iż nie jest zbyt porywająca, ma jednak kilka całkiem ciekawych momentów i zwrotów.

Dowiedz się więcej na temat: szczęście | rozgrywki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje