Reklama

Tom Clancy's Splinter Cell: Double Agent

Sam Fisher, pracownik agencji NSA Third Echelon, ponownie wkracza do akcji. Do tej pory amerykański agent szpiegował organizacje terrorystyczne z zewnątrz, krok po kroku zbierając informacje potrzebne do rozpracowania światowych siatek przestępczych.

W najnowszej misji jego rola uległa istotnemu przeobrażeniu, bowiem Sam musi tym razem przeniknąć do komórek organizacyjnych John Brown's Army - grupy, która chce zapewnić światu wolność niszcząc Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Zanim jednak Fisher wstąpi w szeregi JBA - musi spędzić kilka miesięcy w więzieniu starając się pozyskać zaufanie Jamie'go Washingtona (ważnej persony w JBA).

Akcja gry skupia się na wykonywaniu misji dla dwóch organizacji stojących po przeciwnych stronach barykady - NSA oraz JBA. Aby gracz był zorientowany w tym co robi, producenci zdecydowali się skorzystać z elementu zaufania, którym główny bohater gry jest obdarzony ze strony obu zleceniodawców. Szkopuł w tym, żeby misje wykonywać w taki sposób, aby zaufanie zarówno ze strony NSA jak i JBA co do naszej osoby nie spadło poniżej pewnego poziomu. W innym przypadku misja zakończy się niepowodzeniem. Przyznam szczerze, że fabuła "Double Agent' przypadła mi do gustu, ponieważ w takim układzie misje nabierają niespotykanego dotąd kolorytu.

Zadania przyjdzie nam wykonywać w iście egzotycznych miejscach, że napomknę na ten przykład o Morzu Ochockim, Szanghaju czy Meksyku. Smaczku całej zabawie dodaje fakt, że wytyczne podawane nam w trakcie misji przez przełożonych zmieniają się co i rusz, toteż na brak roboty nie będziemy narzekać. Należy też zwrócić uwagę na to, iż bardzo często dochodzi do tego, że zlecane nam zadania przez NSA oraz JBA pozostają ze sobą w sprzeczności, co niejako stawia gracza przed moralnymi dylematami. Tym niemniej prawda jest taka, że istotne konsekwencje naszych czynów uwidaczniają się dopiero podczas zabawy na najwyższym stopniu trudności. Przy mniejszym skomplikowaniu rozgrywki nietrudno odbudować swoją wiarygodność w przypadku, gdy coś pójdzie niezgodnie z planem.

Sam Fisher w poprzednich częściach serii legitymował się niezwykłą zręcznością, zwinnością oraz bagażem bardzo ciekawych gadżetów. W przypadku "Double Agent" niewiele zmieniło się pod tym względem. Główny bohater gry świetnie radzi sobie w walce wręcz, równie dobrze posługuje się bronią, a ponadto nieobce są mu wspinaczki po linach, rurach czy ścianach. Podstawową bronią Fishera jest karabin SC-20K, pistolet 5-7-DCP z tłumikiem oraz nóż. Oprócz tego tajny agent dysponuje goglami termo-, nokto- i elektrowizyjnymi, kilkoma rodzajami granatów, urządzeniem hakującym systemy komputerowe, kamerą samoprzylepną, pochłaniaczem głosu, minami naściennymi i paroma innymi zabawkami.

Interfejs gry wymaga od gracza pewnej wprawy. Początkowo sterowanie może nastręczyć grającym nieco kłopotu, ale w miarę upływu czasu problemy związane ze sterowaniem powinny zniknąć. Poza tym producenci zdecydowali się w niektórych momentach gry podsuwać graczom możliwe sposoby zachowania, co bywa nierzadko bardzo pomocne. Sztuczna Inteligencja przeciwników prezentuje się solidnie. Trzeba przyznać, że wróg czuwa w każdym miejscu, dlatego musimy zachowywać się niezwykle uważnie, gdyż nawet niewielki szmer jest w stanie zwrócić uwagę wroga. W trakcie strzelanin, do których dochodzi jednak niezwykle rzadko, przeciwnicy są bardzo skuteczni, dlatego tę formę rozwiązywania problemów traktujcie jako ostateczność. Pomimo tego odnoszę wrażenie, że w porównaniu do poprzednich części "Tom Clancy's Splinter Cell" odsłona "Double Agent" jest znacznie uproszczona. Dla wielu fanów serii może okazać się to pigułką nie do przełknięcia, ale fakty mówią same za siebie: dynamizm zdecydowanie przedłożono ponad taktykę, chociaż elementów typowej skradanki w grze nie brakuje.

Pod względem technicznym gra prezentuje się bardzo dobrze. Na szczególne słowa uznania zasługuje oprawa graficzna. Tak szczegółowo przygotowane otoczenie gry, znakomite animacje oraz efekty cieniowania nie zdarzają zbyt często, dlatego mogę śmiało stwierdzić, że wizualnie `Double Agent' to ścisła czołówka gier komputerowych. Na niekorzyść grafiki świadczą tylko drobne błędy powodujące przenikanie tekstur, wobec czego nie zdziwcie się, gdy w najmniej oczekiwanym momencie Sam "wyskoczy" z dziesiątego piętra na parter. Muzyka występująca w grze jest w moim odczuciu nastrojowa i pasuje do klimatu produkcji, natomiast dźwiękom nic poważnego zarzucić nie można.

Gra wieloosobowa oferuje graczom sporo zabawy, zwłaszcza w trybie kooperacji. Dziwne jest tylko to, że graficznie multiplayer trąci drugą częścią serii - "Pandora Tomorrow", w wyniku czego widoki nie są najpiękniejsze. Polskim wydaniem gry zajęła się firma Cenega Poland. Niewątpliwie brawa należą się polskiemu dystrybutorowi za próbę pełnej lokalizacji gry, ale nie jestem do końca zadowolony z efektów tych prac. O ile do jakości tłumaczenia napisów absolutnie nie mogę się przyczepić, o tyle niektóre głosy podłożone przez rodzimych lektorów nie pasują do klimatu gry. Najwięcej zastrzeżeń mam do Mirosława Baki, który - odnoszę wrażenie - potraktował swoją pracę po macoszemu, przez co Sam Fisher z wyrazistego gościa stał się postacią kompletnie bezbarwną.

Bardzo zaniepokoiły mnie również wymagania sprzętowe, które - powiedzmy szczerze - są olbrzymie. Obawiam się, że gros potencjalnych kupców będzie musiało zrezygnować z nabycia gry, bowiem nie wszystkich stać na posiadanie procesora o sile 3Ghz, 1GB RAM i karty graficznej obsługującą Pixel Shader 3.0. W dodatku bardzo irytujące jest długie ładowanie się poziomów. W tym czasie nawet największy flegmatyk zdążyłby sobie zaparzyć herbatę i zrobić kilka kanapek.

Reasumując, po "Double Agent" spodziewałem się znacznie więcej, ale nie mogę powiedzieć, że jestem tą grą zawiedziony. Uważam, że każdy odnajdzie w najnowszej części przygód Sama Fishera sporo zabawy, z tym, że część fanów będzie pewnie niezadowolona ze zmian przeprowadzonych przez producentów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy