Reklama

Pure

Ostatnio przy recenzji GRID'a wspomnieliśmy o tym, że od pewnego czasu producenci gier odchodzą od tworzenia symulatorów, a kierują się dużo bardziej w stronę zręczościówek. Tak jest i tym razem, ponieważ Black Rock Studio - które pracuje nad Pure...

...jeszcze niedawno było odpowiedzialne za niektóre części serii MotoGP. Symulacyjność przestała ich jednak kręcić, podobnie jak dwa kółka. Poniekąd jednak pozostali w temacie, przesiedli się bowiem na maszyny czterokołowe - quady. Na tym polu nie są debiutantami, ponieważ w przeszłości byli odpowiedzialni za ATV Offroad Fury. Teraz powracają z zupełnie nową produkcją i pomysłem na rozgrywkę. Jesteście ciekawi, co tym razem przygotowują?

Jak twierdzi sam główny projektant gry - Jason Avent - dość trudno jest określić, czym tak właściwie jest Pure. Można go określić jako off-road'ową grę wyścigową, w której oprócz szaleńczej jazdy "czterokółkami" robimy najróżniejsze triki. Jest to tytuł na pograniczu akcji i sportu, swego rodzaju mix tych dwóch gatunków. Traktuje o wysokich skokach z wielu platform, gór i klifów oraz robieniu podczas lotu wielu, wielu ewolucji, a wszystko to podczas wyścigu z wieloma zawodnikami. Czegoś takiego wcześniej jeszcze nie było. O wiele bardziej chodzi tu o sport ekstremalny, niż same wyścigi.

Naprzód

Tak jak już mówiliśmy, w nowej produkcji Black Rock Studio nie ma co szukać nawet krzty symulacyjności. Jest to w stu procentach typowa gra arcade. Cały czas przemy naprzód i naprzód. Gdy tylko się wywrócimy, oglądamy szybką sekwencję upadku, a następnie w jednym momencie bez żadnych obrażeń czy konsekwencji jesteśmy z powrotem na drodze i gnamy przed siebie. Nie dbając o realizm, podczas rozgrywki skaczemy o wiele wyżej, jeździmy sporo szybciej i robimy dużo więcej ewolucji w powietrzu, niż byłoby to możliwe w realnym życiu. Trochę trąci Tonym Hawkiem, prawda?

Reklama

Sporą rolę odgrywa podczas rozgrywki system nitro. Gdy go użyjemy, możemy oczywiście jechać szybciej, a dzięki temu wyżej skakać. Dopalacz napełniamy, wykonując triki. Czym bardziej zaawansowane ewolucje przy wyższych prędkościach i podczas wyższych skoków wykonamy, tym więcej nitro otrzymamy. A to oczywiście pozwoli nam na wykonywanie lepszych trików, i tak koło się zamyka. Używanie przyspieszenia ma dość strategiczny wymiar dla wyścigu, bowiem generalnie chodzi o to, by - niczym w starych częściach serii Burnout - przejechać całą trasę, używając i ciągle napełniając od nowa pasek dopalacza. Trzeba więc cały czas o niego dbać i rozglądać się za możliwością jego podładowania. Można by rzec, że jeżeli my zatroszczymy się o nitro, to nitro zatroszczy się o nas.

Model robienia ewolucji jest bardzo szeroki. Zakres efektownych ruchów, jakie możemy wykonać, obejmuje naprawdę wiele wygibasów, a ogromna część z nich (a być może i wszystkie.) naprawdę istnieje i jest wykonywana przez ludzi zajmujących się profesjonalną jazdą na tych czterokołowych maszynach. Animacja zawodników podczas jazdy i wykonywania wszystkich ekstremalnych ewolucji jest ogromnie przekonywująca i wygląda bardzo realnie. Z jednej strony widać sporą naturalność, a z drugiej także lekkość, z jaką wykonują to, co im każemy.

System wykonywania ewolucji obejmuje trzy przyciski. Na padzie od Xboksa 360 będą to przykładowo: A, B oraz Y. Na początek możemy jedynie wykonać najprostsze triki z grupy A. Następnie, gdy nabijamy pasek nitra, otrzymujemy dostęp do tych, które wykonujemy, przyciskając B. Gdy cały czas pomiędzy nimi następuje ciągłość i nie zaliczyliśmy "gleby", możemy zająć się karkołomnymi popisami przyporządkowanymi literce Y. Na koniec odblokowuje się możliwość wykonania ewolucji specjalnych. Każda z postaci ma osiem takich animacji i są one najwyżej punktowane oraz najbardziej efektowne.

Wycieczka dookoła świata

Skakać, jeździć, ścigać się i robić triki będziemy mogli podczas wycieczki dookoła świata, którą twórcy nazywają "Pure world tour". Podczas niej odwiedzimy siedem lokacji, pomiędzy którymi zostały wytyczone trzydzieści dwie różne trasy. Miejsca gdzie szalejemy rozrzucone są na całym świecie; m.in. zawitamy do Meksyku, USA, Włoch, Tajlandii i Nowej Zelandii. Twórcy starali się wybrać lokacje, które można uznać idealne do takiej zabawy, bo w naturalny sposób oferują wielki, otwarty świat, gdzie dosłownie wszędzie można wyskoczyć i robić ewolucje w powietrzu. A do tego piękno lokacji zapiera dech w piersi.

Jednym z ważniejszych celów podczas tworzenia Pure było oddanie na trasach uczucia wolności. Dlatego właśnie w każdym momencie na trasie mamy trzy lub cztery różne możliwe drogi, którymi możemy pojechać. Każda z nich jest dobra z pewnych powodów. Dla przykładu, na dłuższych łatwiej jest napełnić pasek nitra, z kolei te krótsze mogą okazać się trudniejsze i łatwiej jest na nich spaść z maszyny. By dojrzeć wszystkie, będziemy musieli dobrze się rozglądać, a zważywszy na tempo i charakter zabawy może to być trochę trudne.

Złóż pan sobie quada...

Bardzo fajne jest to, że w grze będzie możliwość zbudowania własnego quada od samych podstaw. Wybieramy wtedy dosłownie każdą część składową: zaczynając od ramy, silnika, kierownicy czy amortyzatorów, a na obudowie i oponach skończywszy. Każdy element różni się parametrami oraz przeznaczeniem, każdy może być zdjęty oraz zamieniony na inny w dowolnym momencie. Wybieramy więc takie części, które najlepiej pasują do naszych preferencji jak i stylu jazdy. Wszystko po to, by maszyna faktycznie była "naszą". Oczywiście wraz z postępami odblokowujemy coraz więcej lepszych komponentów. Twórcy chwalą się, że z dostępnych części będzie można zbudować 60,000 różnych kombinacji.

Starano się także, by budowanie było proste i tak przejrzyste jak tylko się da. Widzimy więc gdzie dana część powinna być zainstalowana i co właściwie robi. Jeżeli jednak złożenie własnego czterokołowca nas nie interesuje, to za pomocą opcji szybkiej budowy staniemy się w jednym momencie posiadaczem dobrej maszyny. Wyznaczamy wtedy jedynie jej przeznaczenie (np. freestyle lub wyścig), a reszta robiona jest automatycznie.

W kupie weselej

Idąc tym tropem, w Pure zaimplementowano 16 osobowy tryb on-line. Wszystko co będzie możliwe w rozgrywce singleplayer, możliwe będzie także podczas grania w multiplayer. Wyścig będzie prawdziwą zabawą i przygodą, gdy weźmie w nim udział tak wielu graczy. Zresztą, podczas jazdy w pojedynkę także staniemy na linii startu obok piętnastu innych zawodników. Ale wiadomo, że nic nie zastąpi zabawy z żywym człowiekiem.

Zachęcająco prezentuje się także strona techniczna produkcji. Grafika już teraz oferuje nam bardzo ładne widoczki otoczenia. Podczas wysokich wyskoków w górę podziwiamy przepiękne góry i doliny a widoczność zapewniono do 20 kilometrów dookoła. Quady także oddane są bardzo wiernie, wraz z najmniejszymi częściami. Animację zawodników już chwaliliśmy, ale nie powiedzieliśmy nic o brudzie, który stopniowo coraz bardziej osiada zarówno na "rumaku", jak i jego dzielnym jeźdźcu. Zobaczymy jednak, jak będzie to wszystko wyglądać w wersji grywalnej.

Wszystko to czeka na posiadaczy Xboksa 360, PlayStation 3 lub PC już 1 października tego roku. Lubiących przepychanki na tle platformowym uspokajamy, bowiem twórcy zapewniają, że wszystkie wersje będą dokładnie takie same, a szukanie pomiędzy nimi jakiś różnic będzie bezsensowne. Gotowi na ekstremalną przygodę?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje