Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Operation Flashpoint: Dragon Rising

Podejmowane coraz częściej przez deweloperów próby dorównania kultowym produkcjom sprzed lat rzadko kiedy kończą się pełnym sukcesem. Najczęściej zdarza się, iż owiane legendami i wynoszone na ołtarze elektronicznej rozrywki marki padają ofiarą nie tyle braku kompetencji producentów...

...co ich niezdecydowania i chęci zadowolenia jak najszerszego kręgu odbiorców. Działa przecież odwieczne prawo, wedle którego, jeśli coś ma być do wszystkiego, to zazwyczaj okazuje się być do... niczego. Czy jednak zawsze? Czy naprawdę nie można stworzyć gry, która nie obrazi starych wyjadaczy, a zarazem będzie strawna dla niedzielnych graczy? Ekipa Codemasters dzielnie podjęła rękawicę, próbując zmierzyć się z legendą Operation Flashpoint, pamiętnego dzieła czeskiej ekipy z Bohemia Interactive...

Reklama

I na samym wstępie powiem, iż wyszła z tej konfrontacji obronną ręką. Może nie do końca w taki sposób, jakiego oczekiwali fani hardcore'owych symulacji, jednak efektem pracy studia jest bardzo grywalny, a zarazem wymagający taktyczny shooter, mocno ocierający się w wielu miejscach o symulację. Tyle tytułem wstępu, czas więc na bardziej szczegółową wiwisekcję.

Rozpoczniemy ją - zgodnie z niepisaną tradycją - od tła, czyli krótkiego przedstawienia wydarzeń, które doprowadziły do naszej obecności na zapomnianej przez bogów i ludzi wyspie Skira. Przyjdzie nam bowiem wcielić się w dowódców kilku drużyn ogniowych - to taka "najmniejsza komórka społeczna" amerykańskiej armii - wysłanych z "misją pokojową" na wyspę, która niespodziewanie stała się punktem zapalnym wielkiego konfliktu. W sprawę zamieszani są bowiem Rosjanie, pod których kuratelą znajdowała się Skira przez ostatnie kilkadziesiąt lat, oraz Chińczycy, którzy po odkryciu tam wielkich złóż ropy przypomnieli sobie o swoich niezbywalnych prawach do tego niewielkiego kawałka lądu. Stojąca na straży pokoju i równowagi armia amerykańska występuje tu natomiast w roli rozjemcy, który "siłom i godnościom osobistom" stara się wyperswadować żołnierzom Państwa Środka rzeczone pretensje. Chińska Armia Ludowa, pewna swych racji, odmawia jednak współpracy, co oczywiście doprowadza wkrótce do zaognienia sytuacji. Negocjacje wchodzą na nowy poziom - otrzymujemy prawo do użycia ostrej amunicji.

Misja - rzecz święta

Tym właśnie przyjdzie nam zajmować się podczas jedenastu misji połączonych w kampanię, opowiadającą o pierwszych kilku dniach tegoż konfliktu. Na przemian będziemy wcielać się w role dwóch dowódców drużyn ogniowych, wykonujących różnorodne zadania, mające przybliżyć naszą armię do ostatecznego zwycięstwa. Trzeba przyznać, że misje są dość zróżnicowane, zarówno pod względem warunków działania, jak i miejsca akcji oraz oczywiście poszczególnych celów. Weźmiemy udział w zadaniach zwiadowczych i sabotażowych, pobawimy się w snajperów, a także wspomagać będziemy nasze oddziały podczas szturmów na silnie umocnione pozycje wroga, łącznie z miejscowym odpowiednikiem Monte Cassino. O ile układ kolejnych misji jest z góry ustalony i liniowy - podporządkowano to chronologii wydarzeń - o tyle w ich obrębie mamy już całkowitą niemalże swobodę.

Tylko do nas zależy, jaką taktykę zastosujemy i jakich spośród dostępnych środków użyjemy. Oczywiście wciąż ograniczeni jesteśmy rozkazami dowództwa, dodatkowo niektóre z celów misji wymagają wykonania w określonym czasie. To jednak, czy zdecydujemy się zaatakować frontalnie, obejść przeciwnika z flanki, zajść od tyłu, czy też ostrzelać z zamontowanej na jednym z kilku pojazdów broni, jest wyłącznie naszą sprawą. Szybko zaczynamy czuć się jak na prawdziwej wojnie - mamy swoje rozkazy oraz priorytety, i to one są tutaj najważniejsze. Naszych dowódców nie interesuje, czy podczas wykonywania zadania zabijemy trzech, 30, czy 300 wrogich żołnierzy. Interesuje ich realizacja założonych celów. Dlatego niemalże od pierwszej misji zaczynamy uczyć się podstawowej prawdy, która już wkrótce zdeterminuje większość naszych działań: każdy kontakt bojowy to potencjalne zagrożenie dla powodzenia misji. Nawet nie zauważamy, kiedy zaczynamy działać jak prawdziwi żołnierze korpusu marines, starając się za wszelką cenę unikać zaangażowania w zbędne z taktycznego punktu widzenia potyczki.

Dowiedz się więcej na temat: żołnierze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje