Reklama

NecroVision

Historia developerskiego studia The Farm 51 może posłużyć za modelową, jeśli chodzi o niewielkie zespoły. Najpierw skrzyknęło się kilku znajomych, którzy potrafili dłubać w kodzie. Jako że o zlecenia nie było łatwo, imali się różnych zajęć, w tym pisania oprogramowania dla firm trzecich.

Jednak ponieważ z zamiłowania byli graczami, wciąż marzyli o tym, by zrobić coś, co kochają. Okazja nadarzyła się, kiedy Electronic Arts Inc. poszukiwał podwykonawców dla swojego tytułu Medal of Honor: Allied Assault. W ten sposób The Farm 51 stworzyło ponad sto modeli oraz różnorodnych tekstur, z których dużą część zobaczyliśmy w finalnej wersji tamtej produkcji.

Następnym krokiem był współudział przy pracach nad polskim tytułem Painikiller i jego kontynuacją Painkiller: Battle Out of Hell. Do tej gry specjaliści z The Farm 51 stworzyli sporo projektów leveli, tekstur oraz modeli pojazdów i broni. Te same prace wykonywali zresztą również przy okazji Men of Valor: Vietnam. Zespół stopniowo się rozrastał, a wedle informacji promocyjnych nowi członkowie mieli na karku niezły staż podczas prac przy takich tytułach jak: Mortyr II, Another War czy kilku grach na przenośną konsolkę GBA.

W końcu bycie podwykonawcą przestało programistom z The Farm 51 wystarczać i zapadła decyzja: robimy własną grę. W ten sposób narodził się NecroVision, first-person shooter, który połączyć ma tematykę wampiryczną z realiami I wojny światowej i klimatem rodem z mrocznych opowiadań mistrza Lovecrafta. Mieszanka - przyznajmy - piorunująca, choć nazwisko zacnego pisarza lepiej potraktować jako marketingowy wabik niż realną obietnicę.

Reklama

Simon Bunker penetruje bunkier

W NecroVision wskoczymy w buty młodego amerykańskiego woja, o swojsko brzmiącym nazwisku Simon Bunker. Postanowił on oddać się na dyspozycji brytyjskim siłom zbrojnym. Nie wiedział, że decyzja owa sprawi, iż przyjdzie mu zmierzyć się ze złem i mocami, o jakich istnieniu nawet nie miał pojęcia. Ponieważ akcja toczy się w czasie I-wojennej zawieruchy (dokładniej od roku 1916, a więc dwa lata od momentu rozpoczęcia konfliktu), razem z naszym rekrutem zdobywać będziemy niemieckie bunkry, bazy, posterunki, fortyfikacje i umocowania. Podczas jednej z takich eskapad coś jednak pójdzie nie tak. Batalion Bunkera, dokonując szturmu na niemieckie umocowania, znajdzie się niespodziewanie za linią wroga i zostanie odcięty od pozycji brytyjskich. Zmuszony do niespodziewanej defensywy Bunker będzie musiał przemierzyć lochy, podziemia i - nomen omen - bunkry, które skrywają prawdziwą tajemnicę. Oto okaże się bowiem, że pod powierzchnią znanego ludziom świata czają się demony, wampiry, zombie i inne mutanty, gotowe w każdej chwili włączyć się do krwawej walki o dominację nad światem.

Tyle na temat fabuły, bo jej detale skrywa nadal mgiełka tajemnicy. Jak zapowiadają jednak twórcy, w czasie rozgrywki Simon odnajdzie specjalny artefakt, dzięki któremu będzie mógł osobiście stać się jednym z demonów, aby ocalić... ludzki gatunek. Hmm... brzmi co najmniej intrygująco, ale nie wolno zapominać, że NecroVision ma być rasową grą akcji i coś nam mówi, że mimo sporej dawki tajemniczości fabuła będzie tylko tłem dla efektownej dekapitacji wrogów.

Tym bardziej że NecroVision, jak na FPS-a przystało, powstaje w oparciu o sprawdzoną i bardzo wydajną technologię zastosowaną wcześniej we wspomnianym już Painkillerze. Pozwala ona na generowanie interesujących lokacji, zarówno wewnątrz pomieszczeń (wielkie, zniszczone wojną budowle, zatęchłe bunkry i podziemne umocnienia) jak i na zewnątrz budynków. Do tego umożliwia powoływanie do życia jednych z najlepszych monstrów, jakie kiedykolwiek powstały na użytek komputerowej rozgrywki (pamiętacie bossów - gigantów?). Wygląd przeciwników w przypadku NecroVision rzeczywiście już teraz robi mocne wrażenie. Poza typowymi wojskowymi, uzbrojonymi i umundurowanymi na różny sposób, napotkamy na swej drodze żołnierzy-zombie, którzy hmm... będą przegnici tu i ówdzie. Autorzy postawili na spory naturalizm, niech zatem nie zdziwią was powykręcane kończyny czy kapiąca z żywego mięsa krew (nasuwają się skojarzenia z Sillent Hill, a jakże!). Choć w strasznych zombie zamieniają się w czasie gry polegli żołnierze, to bestiariusz składa się przecież nie tylko z nich. Na swej drodze napotkamy również wampiry, demony a nawet... trolle (jakby nieco z innej bajki, czyż nie?).

Dla przykładu taki Azazel to postać bardzo intrygująca. Ma długie odnóża oraz chitynowy pancerz, a całość wpisana została w ludzką sylwetkę. Nie dość, że razi naszego podopiecznego z broni palnej, to jeszcze stara się dosięgnąć go swymi mackami, które przypominają łańcuchy zakończone ostrymi kolcami. Wspomniany troll jest zwalisty i ogromny, a w rękach dzierży młot wielkości nieprzeciętnej. Są jeszcze przeciwnicy, którzy mają zamiast rąk ostre haki, umożliwiające im szybsze poruszanie się, wampiryczni wojownicy uzbrojeni w odnóża, które przypominają szczypce, oraz czarownicy w maskach gazowych. Kto jak kto, ale ludzie z The Farm 51 znają technologię Painikillera od podszewki i dlatego byli z pewnością jedną z najlepszych ekip, która mogła podrasować ją pod względem wizualnym. Mamy zatem nadzieję, że jest na co czekać.

Akcja, rzeź i wciąż do przodu!

Podstawowym atutem gry ma być dynamiczna akcja. Podobnie jak w Painkillerze oraz chociażby w Serious Samie palec nie będzie schodził nam ze spustu ani na minutę. Autorzy przewidzieli 12 rozległych etapów, na których nie zabraknie pojedynków z hordami wrogów oraz bossów. Cała rozgrywka nie będzie nad wyraz wyrafinowana i można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że oprze się na modelu: "wyczyścić każdy etap z przeciwników". Tym razem niemieckich żołnierzy, ale także potwory przyjdzie nam eliminować przy pomocy lugera, karabinów maszynowych, snajperki, strzelby i kilku rodzajów granatów. Nie zabraknie również "popularnego" w owych czasach gazu musztardowego, który wykorzystamy do wyniszczenia obcych organizmów. Sami będziemy musieli oczywiście na niego również uważać, w czym pomocna okaże się dostępna w ekwipunku maska gazowa.

Co ciekawe, większości broni (a łącznie będzie ich 18 sztuk) będzie można użyć jednocześnie w kilku kombinacjach. Dla przykładu warto będzie strzelać z pistoletu i w tym samym momencie cisnąć granatem w większą grupę wrogów. Na standardowych giwerach się jednak nie skończy, bo twórcy zapowiadają garść nadnaturalnych mocy. I tak skorzystać będzie można z magicznych ataków, które posłużą głównie do wygrywania starć z bossami, ale również... rozwiązywania zagadek. Z tym że te ostatnie nie będą zbyt wyrafinowane. Ot - dla przykładu - uwolnienie się z zamkniętego niespodziewanie pomieszczenia dzięki wysadzeniu urządzenia sterującego zamykaną kratą. Inną sprawą będą wampiryczne moce i umiejętności, do których uzyskamy dostęp w czasie zabawy. Na razie przedstawiono bliżej tylko specjalną rękawicę, w którą wyposażony zostanie nasz heros. Posłuży ona za coś w rodzaju futurystycznego osinowego kołka, przy pomocy którego będzie można przeszywać serca wampirów i zombiaków. Jej ostrza działać będą na wzór szponów z Bloody Rayne, choć zabraknie raczej tak efektownych ewolucji, jakie widzieliśmy w tamtej grze.

Całość będzie hulała wspierana technologią DX 10 oraz Nvidia's PhysX - co zapowiada wizualny odjazd. Nie zabraknie oczywiście trybu multiplayer (na początek trzy odmiany na sześciu mapach), w którym będzie mogło wziąć udział do 16 graczy. Ratowaniem rodzaju ludzkiego przed hordami zamieszkującymi podziemia bitewnych pól I wojny światowej zajmiemy się już w 2009 roku. Oczywiście w NecroVision.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne