Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Fanboy grafiki

"Grywalność ponad wszystko!". "Szajs w ładnym papierku!". "Roku 1990 - wróć!".

Takie hasła (a przynajmniej część z nich) czasami pojawiają się w recenzjach. A figa z makiem.

Reklama

Prawdziwa perełka mogła powstać zarówno w roku 1990, jak i 2007. To prawda. Ja sam często sięgam po klasyki. Ale wcale nie uważam, że każda gra musi opierać się o tzw. "porządne fundamenty", a dopiero później powinno się do niej budować technologię. Szereg gier, które dziś uważane są za klasyczne hity (z Far Cry'em na czele) wcale nie były wielkimi rewolucjami w dziedzinie grywalności. A dzięki swym przełomowym rozwiązaniom technicznym, mówi się o nich do dziś.

Puryści często narzekają, że za piękną fasadą i niemal fotorealistycznymi widokami kryją się przeciętne lub zgoła beznadziejne gry. To prawda. Ale dlaczego zaraz za przeciętność gry winić jej świetną grafikę? Wielokrotnie spotykałem się w recenzjach z podejściem w stylu "to skandal, żeby wydawać tak słabą grę i jeszcze próbować ją zamaskować dobrą grafiką". Że co proszę? To według mnie całkowicie błędne podejście! Bardzo dobrze, że czasami maskuje się niedostatki jakiejś gry doskonałą grafiką. Wszak liczy się efekt końcowy, czyli nasza przyjemność z grania! Co z tego, że ktoś tuszuje niedoskonałości?

Do oryginalnego Far Cry podszedłem z mieszanymi uczuciami - wtedy jeszcze bałem się, że może to być kit z ładną oprawą. Grafika rzeczywiście mnie zafascynowała. W pierwszym starciu z najemnikami dodatkowo byłem zaszokowany nadzwyczaj dobrą sztuczną inteligencją przeciwników. Już wkrótce zwróciłem jednak uwagę na mankamenty - wydawało mi się, że Jack Carver jakoś nienaturalnie lewituje nad powierzchnią ziemi, a animacje postaci są wyjątkowo manekinowate. Ale nie obraziłem się, ani nie uznałem, że zostałem oszukany. Nie przestałem grać w Far Cry. I wcale nie uważam, że przez wspomniane mankamenty oceny na poziomie dziewiątki, czy nawet dziesiątki się produkcji Cryteku nie należały. Przyjemność z gry była ogromna, a to się dla mnie liczy najbardziej - niezależnie od tego, czy gwarantuje ją świetna grafika, czy na przykład błogosławieństwo ministra Ziobry.

Piękne lokacje w dżungli i fantastyczne widoki były nawet w stanie sprawić, że późniejsze poziomy, pełne dziwacznych mutanów, o których sami twórcy mówią ze wstydem, były do przełknięcia. A o to przecież chodzi! Nikt jakoś nie narzeka, że kobiety chodzące po ulicach są piękniejsze, bo używają tuszu do rzęs, pudru i szminki. Tak, lepiej być pięknym i bogatym, niż biednym i brzydkim. A jeśli ktoś już jest głupi (albo jest grą o słabej grywalności), to zawsze mu będzie lepiej, jeśli będzie piękny (albo będzie miał świetną grafikę).

Chłopaki z CryTeku wyciągnęli wnioski ze swojej pierwszej produkcji, co ważne - zauważyli to, co poszło nie tak za pierwszym razem i... teraz w Crysisie mogą nas oczarować jeszcze większym hitem. I chociaż znów stawiają głównie na fantastyczną estetykę, redaktorzy pism wszelakich wciąż wypytują tylko o nowe opcje i grywalność. Nie mam nic przeciwko cybernetycznemu kostiumowi głównego bohatera, dzięki któremu będziemy mogli skakać na dwadzieścia metrów i zatrzymywać samochody jednym ciosem pięści, ale może właśnie wymyślony on został tylko po to, żeby się nie nazywało, że Crysis będzie wtórny pod względem grywalności?

Nie chcę, żeby doskonała grafika traktowana była po macoszemu albo wręcz wspominana była ze wstydem. Oczywiście, lepiej, żeby gra była i grywalna i piękna, ale dlaczego nie ma być najpierw piękna, a potem dopiero grywalna, szczególnie, że często tego właśnie chcemy! Na trwających jeszcze targach w Lipsku wszystkim czapki z głów zerwał Far Cry 2 i to nie dlatego, że w grze znajdziemy przełomowe rozwiązania w dziedzinie miodności. Po prostu gra Ubisoftu (o dziwo) wygląda tak fantastycznie, że wszyscy chcą w nią zagrać już teraz. I na pewno nie ma się czego wstydzić.

Są oczywiście gry, w których oprawa graficzna nie jest najważniejsza. Civilization IV nie potrzebuje super fotorealistycznych efektów, aby być świetną grą (choć i tu lepsza oprawa nikomu by nie zaszkodziła). Ale strzelanki, gry akcji, roleplaye czy symulatory na pewno zyskują na fantastycznej oprawie. Dlatego też chwalmy Johna Carmacka i nie narzekajmy, że Doom 3 był tylko popisem technologii, a nie grywalności. Doceniajmy postęp techniki. I nie bójmy się powiedzieć - "gram, bo ładne"

Dowiedz się więcej na temat: grafika

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje