Reklama

Co dalej ze S.T.A.L.K.E.R.-em?

Pojawienie się Stalkera na konsolach producent uzależnia od sukcesu, jaki na komputerach osobistych odniesie prequel zatytułowany Clear Sky.

Rozważana jest z kolei opcja przeniesienia Zony na grunt MMO. Żadne wiążące decyzje nie zostały jak dotąd podjęte.

W wywiadzie dla serwisu Videogamer Oleg Yavorsky z ukraińskiego studia GSC GameWorld mówił o planach, jakie jego firma wiąże z marką Stalker. Po sukcesie odniesionym dzięki zeszłorocznej premierze gry, której akcja toczy się w okolicach Czarnobyla, pojawiło się kilka koncepcji wykorzystania Zony w przyszłości.

Pierwszą z nich jest oczywiście produkcja prequela zatytułowanego Clear Sky. Twórcy zapowiadają, że - podobnie jak pierwsza część - tytuł ten ukaże się wyłącznie na pecetach. Od sukcesu właśnie tej pozycji uzależnione jest ewentualne rozpoczęcie prac nad Stalkerem przeznaczonym na konsole.

Reklama

"Gdy tworzysz grę komputerową, wkładasz w to całe serce i duszę, możesz zrobić co tylko chcesz, a poza tym to najpotężniejsza platforma, która w dodatku wciąż się rozwija. Konsole służą po prostu zarabianiu pieniędzy przez daną firmę" - powiedział Yavorsky. Nie oznacza to jednak, że ekipa zza wschodniej granicy nie jest przygotowana na tworzenie gier konsolowych. Wręcz przeciwnie - zdobyto wszystkie potrzebne licencje, a silnik najprawdopodobniej zakupiony zostanie od innego producenta. "Mamy też plany dotyczące nowych marek, jednak jest jeszcze za wcześnie by o tym mówić" - powiedział o przemyśle konsolowym przedstawiciel GSC.

Inną koncepcją, dotyczącą samego Stalkera, jest przeniesienie realiów gry na grunt MMO. Yavorsky wyznał, że jego ekipa patrzy na problem z różnych punktów widzenia, stąd taka różnorodność pomysłów wykorzystania marki. Wszystko obraca się na razie w sferze dywagacji i, jak stwierdził członek GSC, "żadne czynności w tej materii nie zostały na razie podjęte".

Przeszkodą w rozpoczęciu przedsięwzięcia kryjącego się pod trzema magicznymi literkami "MMO" jest brak jakiegokolwiek doświadczenia ukraińskiej ekipy na tym polu. Otwarcie mówił o tym zresztą sam Yavorsky. "To zupełnie inny rodzaj produkcji, w którym nie jesteśmy biegli. Rozważamy różne opcje - jedną z nich jest współpraca z ekipą, która ma już niezbędne doświadczenie. W kwestii tej nie podjęliśmy jednak żadnych konkretnych ruchów" - zakończył.

(gram.pl)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje