Reklama

Brutalny okres przedświąteczny

"Ciężko jest wypuścić nową markę przed świętami, kiedy musi ona konkurować z wieloma kontynuacjami bestsellerów" - twierdzi Michael de Plater z Ubisoftu.

Jego słowa potwierdzają działania wydawców.

Kalendarz wydawniczy ostatniego kwartału tego roku został w ostatnich dniach solidnie przerzedzony. Po części stało się tak, gdyż producenci zwyczajnie nie zdążą dopracować swoich cudeniek w pierwotnie zakładanym terminie. Istnieje też jednak drugi spływ w kierunku 2010 roku. Jest nim zbyt duża konkurencja panująca na rynku w okresie przedświątecznym.

Właśnie z tego powodu dopiero w przyszłym roku światło dzienne ujrzą chociażby Dark Void czy Singularity. W obu przypadkach twórcy jasno stwierdzili, że ich tytuły nie są w stanie wytrzymać konkurencji z bardziej renomowanymi markami, dlatego przekładają premierę na rok 2010. Nieugięty postanowił być natomiast Randy Pitchford, który, choć przerażony skalą ryzyka, doprowadzi do debiutu Borderlands w połowie października.

Reklama

Jaką cechę wspólną mają wymienione wyżej produkcje? Wszystkie to nowe, nieznane nikomu wcześniej marki. Właśnie takim projektom, zdaniem Michaela de Platera z Ubisoftu, najtrudniej przetrwać gorący okres przedświąteczny. "Ciężko jest wypuścić nową markę przed świętami, kiedy musi ona konkurować z wieloma kontynuacjami bestsellerów" - powiedział w wywiadzie dla serwisu GamesIndustry.

"To interesujące, kiedy dużo świetnie zapowiadających się tytułów, jak Heavy Rain, zostaje przeniesionych na przyszły rok by uniknąć świątecznego tłoku" - kontynuował de Plater. Wyznał też, że i jego firma nie stroni od tego typu strategii. "Ubisoft przełożył przecież premierę Ruse na 2010 rok" - przypomniał. "Nawet God of War 3 zaliczy swój debiut dopiero w przyszłym roku, tak brutalny jest ten okres. Mamy w nim przecież Assassin's Creed 2, Modern Warfare 2, Mass Effect 2..." - wymieniał.

De Plater podkreślił skalę zmian, jakie zaszły na przestrzeni ostatnich czterech lat. "Dla mnie był to okres, w którym gry przebiły filmy w kategorii zyskiwania sobie statusu hitu przemysłu rozrywkowego" - powiedział. A to odważna opinia, która jeszcze kilka lat temu spotkałaby się jedynie z uśmieszkiem pożałowania niektórych ekspertów.

Przedstawiciel Ubisoftu powiedział też nieco na temat rozróżnienia gier na te dla zatwardziałych i okazjonalnych użytkowników. Jego zdaniem w przyszłości nastąpi pewien przełom, a oba rodzaje zwyczajnie się wymieszają. "Prawdziwe hity trafiają wszędzie - także na Facebook, iPhone itd." - stwierdził.

Kolejna rewolucja może się jego zdaniem dokonać w zakresie sterowania głosem. To szerokie do zagospodarowania pole wypełnił na razie EndWar. A co dalej? Taki system znakomicie sprawdziłby się przecież właśnie przede wszystkim w kontekście konsolowych RTS-ów, które przez lata nie mogły przebić się na PlayStation czy Xboksa - głównie ze względu na sterowanie. "W perspektywie pięciu najbliższych lat można sobie wyobrazić Mass Effect 4, lub jakikolwiek inny tytuł sterowany głosem. Jestem pewien, że w tej sferze wciąż istnieją pewne ograniczenia, jednak pokazuje ona swój potencjał" - zakończył de Plater.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy