Reklama

Avatar

Lianą po oczach

Reklama

Cała porośnięta bujną roślinnością Pandora nie będzie miała jednak, zgodnie z zapowiedziami twórców, otwartej struktury, jak choćby ta z Crysisa. Postawiono na rozwiązanie, w którym kierujemy się z góry ustalonymi ścieżkami. Coś a la Uncharted, ale z odrobinę większą swobodą. Takie rozwiązanie jednym się nie spodoba (ograniczenie sztuczne), a innym przypadnie do gustu. Autorzy zapowiadają bowiem, że dało im możliwość zaprojektowania fascynujących wydarzeń i stworzeń, których gracze na pewno nie przegapią. Pod tym względem będzie zatem Avatar: The Game bardzo filmowy. Na szczęście sporą część otoczenia da się zdemolować, a rośliny pięknie mają poddawać się płomieniom miotacza. Za takie czyszczenie terenu dostaniemy zresztą wspomniane już punkty, a ci, którzy w tym momencie pomyśleli "barbarzyństwo", niechaj jeszcze moment poczekają.

Otóż przyrodę w Avatar: The Game będzie trzeba niszczyć, bo w przeciwnym razie ona. zniszczy nas. Jako się rzekło, Na'vi potrafią ją kontrolować, więc zewsząd atakować nas mogą różnego rodzaju toksyczne rośliny, kolczaste chwasty czy zaciskające się na naszej szyi liany. Groźne będą też drapieżne zwierzęta, podobne do tego zaprezentowanego na screenach skrzyżowania kota, nosorożca i szczura - bestii wyposażonej w potężne pazury i nie mniej ostre zębiska. Uścisk takiego teletubisia na naszym torsie nie będzie zbyt przyjacielski.

Świat wykreowany na fikcyjnej Pandorze za sprawą roślinności i dzikich zwierząt ma prezentować się niezwykle plastycznie i okazale. Jednak 16 aren (mniej więcej w realnym rozmiarze 1km2) do zaliczenia to nie tylko tropikalna księżycowa (!) dżungla. Trafimy również m.in. na bagniska, do mrocznego i zniszczonego lasu, do położonej wśród skalistego otoczenia wioski, czy na. zawieszoną w powietrzu latającą wyspę.

Trójwymiarowa uczta

James Cameron chce Avatarem przełamać kolejne technologiczne bariery, o czym za moment powiemy. Pozwólcie jeszcze wspomnieć o nie mniej interesującym fakcie, a mianowicie takim, że głosy w grze podkładają profesjonalni aktorzy, prawdziwe tuzy Hollywood. Na pewno usłyszymy zatem Michelle Rodriguez (zagra Trudy Charon, pilota helikoptera, którym poruszają się ludzie), Stephena Langa oraz Sigourney Weaver (która wcieli się w postać Dr. Grace Augustine, pomagającą naszemu bohaterowi). Nie potwierdzono jeszcze obecności kilku innych nazwisk (np. Sam Worthington czy Zoe Saldana), którzy jednak na pewno pojawią się w filmowym pierwowzorze.

Wróćmy jednak do wspomnianego przełamywania technologicznych barier. Otóż film Avatar zostanie zrealizowany w 24-klatkowej technologii 3D zwanej Fusion, która pozwoli na realistyczne połączenie 60% materiałów wygenerowanych komputerowo z 40% materiałów nakręconych w studio i w plenerach. A skoro w filmie będzie 3D, to dlaczego nie w grze?! Tak, dobrze przeczytaliście - Avatar: The Game będzie istniał również w wersji 3D przeznaczonej do systemów z pasywnym modelem soczewek. Oczywiście systemy obsługujące tego typu nowinki to na razie egzotyka dla bogaczy, ale już są, więc prędzej czy później trafią pod strzechy. Wystarczy zatem zestaw specjalnych okularów, telewizor wyposażony w specjalny ekran o 120 hercowym odświeżaniu obrazu i już można się będzie cieszyć dżunglą wypływającą z ekranu. Tak, bez wątpienia Cameron zdaje się być pod wieloma względami wizjonerem.

Avatar nadciąga wielkimi krokami. Niewątpliwie film będzie chciał zobaczyć każdy fan SF i wielbiciel twórczości Camerona. Stawiamy również orzechy przeciw dolarom, że na grę znajdzie się sporo chętnych. Jeśli tylko obietnice o wykreowaniu żywego, realistycznego i przekonującego dynamiką świata okażą się prawdziwe, możemy mieć do czynienia ze znakomitą produkcją. Z kolei nowinki techniczne (obraz 3D), choć zapewne obecnie dostępne niewielu, mogą nas przekonać, że idziemy we właściwym kierunku. Wszak kiedyś IMAX też wydawał się mało realny. Avatar: The Game ukaże się 24 listopada 2009 na PlayStation 3, Xbox 360, PC oraz Wii. Na tę ostatnią platformę będzie zresztą zupełnie inna pod względem fabularnym niż na pozostałe.

Dowiedz się więcej na temat: studio | rośliny | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje