Według dokumentów, do których dotarł Forbes, nie dość, że filmowa Śnieżka nie spełniła finansowych oczekiwań studia, to jeszcze sama jej produkcja wyszła mocno ponad zakładany budżet. Koszt produkcji oscylował wokół niecałych 340 milionów dolarów. Co prawda zostały one nieco zmniejszone przez różne zwroty podatkowe z Wielkiej Brytanii i po ich uwzględnieniu wynoszą 271,6 miliona dolarów, ale to nadal "dużo za dużo" w porównaniu do zysków.
Film bowiem zarobił w całym okresie swojego wyświetlania w kinach (już został zdjęty) łącznie ok. 205 milionów dolarów. Pobił tym samym dwa chyba niezbyt chlubne rekordy - jednego z najdroższych w produkcji filmów Disneya oraz jednego z najsłabiej zarabiających jeśli chodzi o aktorskie adaptacje i remake'i klasycznych filmów Disney'a.
Na tym nie koniec - wspomniana kwota 205 milionów dolarów powinna zostać pomniejszona o wpływy dla kin, w których wyświetlano obraz - to kolejne ok. 100 milionów dolarów. Łącznie mamy więc stratę w wysokości ok. 170 milionów dolarów. Kwota ta pewnie się jeszcze nieco poprawi, bo do kasy Disneya wpadną jakieś pieniądze z dystrybucji na platformach streamingowych, jest też licencja telewizyjna na ten obraz), ale z drugiej strony na szali mamy - zapewne również niemałe - koszty poniesione na marketing, które nie są uwzględniane w dokumentach takich jak te, na bazie których informacje podaje Forbes. Dla porównania, 170 milionów dolarów to budżety takich produkcji jak Top Gun: Maverick, Strażnicy Galaktyki, czy pierwsza Diuna (w tym przypadku nawet odrobinę mniej, bo 165 milionów dolarów).
Skąd tak tragiczny wynik filmu? Tak jak napisałem na wstępie, Śnieżka nie była specjalnie wysoko oceniana ani przez recenzentów, ani widzów - krytykowano kiepskie efekty specjalne, drętwą grę aktorską głównych postaci oraz zbyt inwazyjne zmiany w fabule względem materiałów źródłowych. PR-owi filmu nie pomogła również kontrowersyjna aktywność Rachel Zegler, czyli aktorki, która wcieliła się w główną rolę.












