W skrócie
- Pierwsze opinie o filmie Zacha Creggera są entuzjastyczne, a krytycy chwalą brutalność, napięcie i umiejętne oddanie klimatu gier wideo w nowej ekranizacji serii.
- Produkcja rezygnuje z prowadzenia znanych bohaterów gier na rzecz oryginalnej historii kuriera medycznego, który próbuje przetrwać podczas epidemii zombie w Raccoon City.
- Zamiast adaptować konkretną część gry, reżyser postawił na przeniesienie na ekran mechanik rozgrywki, takich jak ograniczona liczba zasobów czy budowanie napięcia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W opiniach o filmie Creggera szczególnie często powtarza się, że twórcy dobrze uchwycili atmosferę gier. Mark Cassidy z Tomatometer podkreślał, że film korzysta z charakterystycznego dla serii napięcia i jest "najwierniejszą wersją" "Resident Evil", jaka dotąd trafiła na ekran. W jego ocenie produkcja jest jednocześnie bardzo krwawa i zabawna.
Jeszcze dalej poszedł Kellvin Chavez ze SplashReport.com, który określił film jako czysty survival horror i stwierdził, że to najlepszy "Resident Evil" spośród dotychczasowych produkcji. Chwalił nieustanne napięcie, wyjątkowo krwawe sceny oraz projekty potworów przywodzące mu na myśl "Coś" Johna Carpentera. Z kolei inni komentujący zwracali uwagę na połączenie horroru z humorem, energię Austina Abramsa oraz tempo, które niemal od początku nie pozwala widzowi odpocząć.
Właśnie Abrams znajduje się w centrum nowej historii. Aktor, który wystąpił wcześniej u Creggera w "Zniknięciach", gra kuriera medycznego, który podczas epidemii zombie musi dostarczyć przesyłkę do szpitala w Raccoon City. W przeciwieństwie do poprzednich filmów nowa produkcja nie opowiada jednak historii Leona S. Kennedy'ego, Jill Valentine ani innych dobrze znanych bohaterów gier. Cregger postawił na własną opowieść osadzoną w świecie "Resident Evil", co jeszcze przed premierą wywoływało niezadowolenie części fanów. Sam reżyser przyznał, że był naiwny, sądząc, iż stworzenie oryginalnej historii w tak rozpoznawalnym uniwersum przejdzie bez sprzeciwu.
Co ciekawe, właśnie ten brak bezpośredniej adaptacji konkretnej części gry może teraz okazać się jednym z atutów filmu. Wczesne reakcje sugerują, że Cregger nie próbował odtwarzać gotowych wydarzeń, lecz przeniósł na ekran mechanizmy znane graczom: ograniczone zasoby, poczucie zagrożenia, nagłe ataki, eksplorację niebezpiecznego otoczenia i charakterystyczne napięcie budowane przez oczekiwanie na to, co znajduje się za kolejnymi drzwiami. Część odbiorców pierwszych pokazów zwracała uwagę, że momentami film daje wręcz wrażenie uczestniczenia w samej grze.
Na tym tle szczególnie interesujące jest porównanie z poprzednimi próbami przeniesienia serii na ekran. Dotychczas powstało sześć filmów z Millą Jovovich, począwszy od "Resident Evil" z 2002 roku, a po zakończeniu tamtej serii w 2021 roku zrealizowano reboot "Resident Evil: Witajcie w Raccoon City". Żaden z tych filmów nie zdobył jednak tak szerokiego uznania wśród pierwszych odbiorców jak produkcja Creggera. Cała kinowa seria związana z Jovovich zarobiła na świecie ponad 1,2 mld dolarów.
Nie oznacza to oczywiście, że zachwyt jest powszechny ani że można już ogłosić nowego "Resident Evil" najlepszą ekranizacją gry wideo w historii. Dotychczasowe wypowiedzi to przede wszystkim pierwsze reakcje publikowane w mediach społecznościowych, a nie pełny zestaw opublikowanych recenzji. Co więcej, sam sposób ich prezentowania spotkał się już z pewną krytyką - w komentarzach pod materiałem Variety opisującym pierwsze reakcje pojawiła się uwaga, że część cytowanych osób trudno uznać za "prawdziwych krytyków".
Na razie jedno wydaje się pewne: po "Barbarzyńcach" i "Zniknięciach" Cregger dostał do ręki jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek horrorowych w historii gier i pierwsze opinie sugerują, że nie zgubił po drodze własnego stylu.
"Resident Evil" trafi do kin w piątek 18 września.










