Warner Bros. to potężna wytwórnia filmowa z długą historią, ale także całkiem dużo udanych gier opartych o marki własne WB, choć nie tylko. Okazuje się jednak, że to portfolio gier wcale nie ma jakiegoś olbrzymiego znaczenia dla samego wydawcy. Gdy jeden z prezesów WB, Gregory Peters został zapytany czy "aktywa WB zwiększają lub przyspieszają sukces w branży gier", ten odpowiedział, że tak, ale z pewną "gwiazdką":
"Chociaż z pewnością wykonali świetną robotę w branży gier, to tak naprawdę od początku nie przypisywaliśmy temu żadnej wartości, ponieważ w ogólnym rozrachunku jest to stosunkowo niewielka część naszej działalności. Teraz jesteśmy bardzo podekscytowani, ponieważ niektóre z tych pomysłów, które zrealizowali - a Hogwarts Legacy jest tego doskonałym przykładem - radzą sobie całkiem nieźle i uważamy, że możemy włączyć je do naszej oferty. Mają świetne studia i ludzi, którzy w nich pracują. Zdecydowanie jest to nasza szansa. Ale żeby było jasne, nie włączyliśmy tego do naszego modelu biznesowego."
Szczerze mówiąc, trudno się dziwić słowom Petersa. Wspomniane Hogwarts Legacy jest jednym z nielicznych wyjątków gdy WB, która odniosła olbrzymi sukces. Wcześniej pod topór wpadło należące do nich studio Monolith, co skutkowało skasowaniem tworzonej przez nich gdy o Wonder Woman. A jakby tego było mało, Suicide Squad oraz MultiVersus finalnie też nie zapisały się pośród największych premier, choć MultiVersus długo miało na to szansę - ale została ona zaprzepaszczona rzadkimi aktualizacjami zawartości.
Można powiedzieć, że na tym polu WB i Netflixmają coś wspólnego. Ta druga firma również próbowała zaistnieć na rynku gier, ale bez większego powodzenia. Należące do nich do niedawna studio Spry Fox zostało odsprzedane pierwotnym właścicielom, a na początku roku platforma zwolniła pracowników Night School Studio.
Wszystko to prowadzi do smutnej konstatacji, że Netflix raczej nie będzie traktował gier tworzonych przez Warner Bros jak oczka w głowie. Póki co ciężko stwierdzić, czy twórców gier takich jak oni czekają kolejne zwolnienia, czy po prostu będą musieli taśmowo "klepać" produkcje o oparte o kolejne tytuły pojawiające się na platformie streamingowej.











