W momencie kiedy Wiedźmin debiutował z pierwszym sezonem fani byli jednogłośni: Cavill to jeden z najmocniejszych punktów produkcji. To motor napędowy, dla którego warto zanurzyć się w serialowej historii. Po trzech seriach brytyjski aktor zdecydował się opuścić projekt. Oficjalne pożegnanie z obsadą Wiedźmina od Netflixa nastąpiło w niejasnych okolicznościach. Istnieje sporo spekulacji, że Cavill miał całkowicie rozbieżną wizję dalszych losów serialu w porównaniu do showrunnerki Lauren Schmidt Hissrich.
Schedę po Białym Wilku przejął Liam Hemsworth znany do tej pory głównie z ikonicznej już serii Igrzyska śmierci. Od samego początku pewne było, że przed Australijczykiem niezwykle trudne zadanie: sprostać wymagającej roli, a dodatkowo wkupić się w serca fanów z całego świata. Nie pomagał fakt, że w tle internauci wystosowali petycję o przywrócenie Cavilla do głównej serialowej roli.
Finalnie Hemsworth zdaniem wielu wypadł bardzo solidnie, a pod wrażeniem kreacji 42-latka jest sam Doug Cockle, głos Geralta w oryginalnej wersji gry Wiedźmin 3 od CD Projekt RED. "Trudno zrobić to, co zrobił [Hemsworth]. Naprawdę, naprawdę trudno, zwłaszcza z postacią w serialu, który tak wiele osób uwielbia. Bycie aktorem zastępującym kogoś, kto był twórcą postaci w tym samym serialu, jest niesamowicie trudne" - przyznał uczciwie Cockle.
Dodał, że waga roli Henry'ego Cavilla była większa, choć Liam Hemsworth na ekranie wypadł bardziej energicznie, w pewnym sensie młodzieńczo w zabawny sposób. "Każdy aktor musi stworzyć swoją własną rolę" - zauważa Cockle w rozmowie z Polygon. "Tysiące ludzi grało Hamleta, a każdy Hamlet jest inny. Każdy wnosi swoje własne dziwactwa, życie emocjonalne, doświadczenia i pomysły i interpretuje postać poprzez to wszystko" - skwitowała ikona ze świata Wiedźmina.
A Wam: który Geralt bardziej się podobał na ekranie?











