Zapowiedziana wcześniej ekranizacja live-action gry Sleeping Dogs zyskuje momentum. Po dłuższym okresie ciszy otrzymaliśmy nie tylko potwierdzenie, że film dalej powstaje, ale dowiedzieliśmy się również, kto będzie zaangażowany w ten wyjątkowy projekt. Nowe szczegóły dostarczył nam właśnie na swoim profilu X sam reżyser, Timo Tjahjanto:
Cieszę się, że mogę pracować nad grą SLEEPING DOGS wraz z Simu Liu. Oboje jesteśmy głodni sukcesu i pełni pasji, a także mamy wiele do udowodnienia. Nie jest tajemnicą, że zarówno TNCFU, jak i The Shadow Strays czerpały inspiracje z gry Sleeping Dogs. Nawet jedna z postaci w TSS została oparta na postaci z SD, łącznie z imieniem. Zajmie to trochę czasu, ale stworzymy najlepszą wersję, z tasakiem, pałeczkami i wszystkim innym.
Timo Tjahjanto znany jest szerszej, zachodniej publice przede wszystkim jako reżyser Nobody 2, znanego i pozytywnie przyjętego filmu akcji. Jak pisze jednak w powyższym poście, ma również na swoim koncie filmy The Shadow Strays oraz The Night Comes With Us, które czerpały z gry Sleeping Dogs.
Największym do tej pory osiągnięciem Simu Liu, który wcieli się w główną rolę Wei Shena, jest z kolei rola Shang-Chi w "Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni".
Osobom, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się ze Sleeping Dogs, warto przypomnieć, że aktualnie na Steamie grę można kupić aż o 85% taniej. Za nieco ponad 11 złotych wejdziecie w chaotyczny, pełen neonów i przestępczości Hongkong i wcielicie się w rolę Wei Shena. Sleeping Dogs to 13-letnia już gra z otwartym światem, która przez kilka następnych lat zbierała mnóstwo pochwał, zarówno za swoją angażującą fabułę, jak i system walki.
Simu Liu i Timo Tjahjanto to bez wątpienia duet godny tak uznawanej przez wielu fanów gatunku ekranizacji. Poprzeczka wisi wysoko, ale reżyser ewidentnie dobrze zna materiał źródłowy, a Simu Liu kupił już miliony widzów swoją rolą Shang-Chi. Jak napisał jednak sam Tjahjanto, chwaląc się zaangażowaniem w projekt, ekranizacja zajmie dużo czasu. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość i liczyć, że za kilka lat na ekranach kin zobaczymy film godny oryginału.











