W skrócie
- Pierwszym pomysłem Naughty Dog na ekranizację The Last of Us był film, a nie serial, jednak projekt ten ostatecznie nigdy nie doczekał się realizacji.
- W 2014 roku Sony Pictures planowało produkcję kinową, a za reżyserię miał odpowiadać Sam Raimi, co potwierdziły oficjalne wpisy w serwisie społecznościowym X.
- Neil Druckmann przyznał, że film byłby bardzo słabą adaptacją przez naciski producentów na zwiększenie skali akcji, w przeciwieństwie do emocjonalnego podejścia HBO.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Pierwszym pomysłem Naughty Dog, otwiera się w nowym oknie na ekranizację TLOU nie był serial, a film - oczywiście była to skomplikowana historia, z której finalnie nic nie wyszło. Projekt porzucono, a na jego zgliszczach pojawił się projekt serialu, jaki znamy dziś.
W serwisie X odkryto bowiem wpis z konta Sony Pictures, datowany jeszcze na 2014 rok, w którym mowa o tym, że The Last of Us, otwiera się w nowym oknie wkrótce stanie się "dużym tytułem filmowym". Była to prawdziwa wiadomość, nie fake puszczony w obieg przez jakiegoś internautę. Stworzono już nawet plakat, przedstawiający Ellie z nożem w ręce. Odbył się również "sekretny panel dyskusyjny" na konwencie San-Diego Comic-Con, w którym wziął udział reżyser Sam Raimi - to on miał być pierwotnie reżyserem nowego filmu. Na to również jest potwierdzenie w postaci wpisu Sony Pictures na X:
Było to rok po premierze gry, która okazała się ogromnym sukcesem, nic więc dziwnego, że Sony planowało zmonetyzować popularność tytułu jak tylko się dało. Reżyser gry, Neil Druckmann również potwierdzał prace nad filmem, który miał przedstawiać wydarzenia z gry.
Niestety, wkrótce potem cały projekt wpadł w "deweloperskie piekło". W 2016 pojawiły się informacje, że prace nad filmem nie postąpiły naprzód, a reżysera nigdy oficjalnie nie zatrudniono, nie podano też żadnych szczegółów dotyczących obsady ani daty premiery. Częścią problemu miał być konflikt pomiędzy Druckmannem a producentami wykonawczymi filmu, którzy parli na to, by był on "większy, taki jak World War Z", co kompletnie rozmijało się z jego wizją. Później udało mu się dogadać z szefem HBO, Casey'em Bloysem, który miał mu powiedzieć: "Niech tam będzie tyle akcji ile uznasz za potrzebne i ani trochę więcej. Tyle przemocy ile potrzebujesz i ani trochę więcej. My tutaj sprzedajemy dramę (emocje)".
To właśnie fakt, że HBO , otwiera się w nowym okniepodeszło do tematu ekranizacji z "szacunkiem i kunsztem" sprawił, że finalnie Druckmann postawił na tę platformę. A sam film, jak powiedział, "byłby okropny, gdybyśmy to dokończyli, byłaby to jedna z tych bardzo złych adaptacji".











