O tej pierwszej bolączce poinformowali sami przedstawiciele Valve, rozsyłając odpowiednie wiadomości do klientów, którzy w ostatnich miesiącach nabywali sprzęt (Steam Machine, Steam Controller, Steam Deck) z oficjalnego źródła. W ręce hakerów trafiły dane nabywców m.in. adresy zamieszkania, maile oraz numery telefonów.
Sprawa jest w toku, odpowiednie osoby już zajmują się pieczołowitą analizą działania cyberprzestępców. Jednocześnie Valve uspokaja: konta graczy pozostają nienaruszone i nic w tej materii się nie zmienia.
Wyciek kodu CS:GO
Okazuje się jednak, że nie jest to jedyny problem, z jakim musi mierzyć się Valve. Do sieci wyciekł kod źródłowy Counter-Strike: Global Offensive. Został opublikowany w kilku serwisach społecznościowych, choć sami producenci gry jeszcze nie potwierdzili, że faktycznie doszło do wycieku.
Co interesujące rzekomy wyciek dotyczy CS:GO z wersji z 2019 roku. W plikach znajdują się odniesienia do Danger Zone, czyli nieistniającego już trybu battle royale. CS:GO to prawdziwy pechowiec w świecie gier wideo. Strzelanka, która przez lata definiowała dużą część ekosystemu esportowego, w 2020 roku również… wyciekła do sieci. Wówczas przeciek uwzględniał jeszcze wcześniejszą wersję, a konkretniej z 2017 roku.
Aktualnie CS:GO nie jest już częścią sportu elektronicznego. W 2023 roku Valve przekazało piłeczkę nowszej odsłonie serii, a mianowicie Counter-Strike 2, w którym to odbywają się liczne prestiżowe turnieje na całym świecie. CS 2 na Steamie przyciąga w dziennym szczycie ponad milion graczy, ale CS:GO też niedawno przeżywał na tej platformie drugą młodość za sprawą udostępnienia graczom funkcji serwerów społecznościowych.
Czy wyciek kodu źródłowego CS:GO niesie ze sobą konsekwencje? W niepowołane ręce trafić może garść cennych informacji m.in. o architekturze silnika gry czy też systemów zabezpieczeń VAC, które faktycznie mogą rzutować na dalsze losy serii taktycznych shooterów…











